Są do bólu przeciętne.
I właśnie w tym są megamegadobrzy. Minimalizacja kosztów, maksymalizacja zysków. Jakość na poziomie wystarczająco-przeciętnym, nic ponad konieczne minimum. Niemniej to nie znaczy, że jest źle, bo oczekiwania przeciętnych klientów stale rosną.
Ok - wyleję trochę gnoju na to jak działa Starbucks jako, że wielu baristów zaczynało w sieciówkach
Po pierwsze nazywają się największym kupcem ziaren Fairtrade. Jest to prawda, ale sprawa jest bardzo złożona jako, że dostajemy gunwo opakowane w ładny papier sloganów. Ich firmowe espresso oznaczone zostało jako ziarno z wszystkich trzech kontynentów kawowych. Co to oznacza - wrzucamy co popadnie - byle faitrade. Ich profil palenia jest wszystkim dobrze znany - prawie trzeci crack. Fantastyczne nutki smakowe popiołu, dymu i tytoniu. Co to oznacza? Nie ma znaczenia co wrzucimy do pieca - będzie smakować tak samo na całym świecie. Przeglądałem wszystkie dostępne ziarna - w paczkach 250g, 1kg i wszystkie się świecą od oleju na powierzchni. Widziałem chyba wszystkie dostępne defekty palenia w ich paczkach kawy. Raz zrobiłem test i z paczki Kenii 250g nazbierałem z dobre 17g "roasting defects", czyli defektów ziarna spowodowanych paleniem. Cena za paczkę kawy nie odbiega niczym od ceny z małej palarni a jakość jest po prostu porażająca. Mają kawę "Veranda", która jest najlżejsza ze wszystkich nazwana "blond roast". Jak to możliwe, że najjaśniej palone ziarno świeci się jak "psu jaja" i smakuje trawiasto/zbożowo? Co to oznacza, że kawa się świeci - dla niewtajemniczonych? Cały olej smakowy, który posiada w sobie ziarno jest na zewnątrz zamiast w środku, a dzieje się tak, gdy ziarno jest przepalone. Niektórzy lubią taką kawę - french/italian roast. O gustach nie dyskutuję

Mam po prostu wrażenie, że mają roaster nastawiony na jedna temperaturę i jazda. Całe profilowanie to albo dłużej albo krócej. Jedno jest pewne - temperatura jest zbyt wysoka... Zanim kawa dojdzie do kawiarni mijają minimum 2-3 miesiące od wypalenia, czasem pół roku. Czyli sprzedają stare przepalone ziarno, ale grunt że Fairtrade i kasa się zgadza. Maszyny są automatyczne, żeby więcej kasy można było narobić, bo barista tylko wciśnie guzik i wrzuci mleko do automatycznego spieniania, które się wyłączy. Ręce wolne przez 25 sekund - można jeszcze coś zrobić. Nigdzie na świecie nie ma reguły 10 sekund, żeby wlać mleko albo złączyć je z syropem maksymalnie do 10 sekund, bo espresso będzie "stare". Kawałek ciasta w UK np. marchewkowe lub oreo ma ok. 650 kalorii. Mieli rok temu na święta gorący napój "mulled fruit" w dużym rozmiarze zawierający 25 łyżeczek cukru. Jak przejrzeć listę składową ciast, ciastek, muffinów - duża większość zawiera olej palmowy

W Polsce sporo robi się na miejscu, w kawiarniach, wygląda to trochę lepiej...
Miałem też okazję po koleżeńsku poćwiczyć ekstrakcję i przejrzeć ziarno w Costa Coffee (przez jakieś 30 minut) dla porównania. Bez zarzutu, wiedzą co robią.
Nie da się ukryć, że mam od dłuższego uczulenie na firmę z syrenką w tle i mógłbym gadać o nich bardzo długo

Sam proces założenia firmy i historia bardzo mi śmierdzą. Zev Siegel, Gordon Bowker a teraz Howard Schulz... Nazwiska prawdziwych i rodowitych mieszkańców USA, prawda?
"Powstanie nazwy dla firmy Starbucks ma swoje źródło w literaturze. Nazwa została zaczerpnięta została od pierwszego oficera w powieści Hermana Melville'a. Miało to na celu przywołanie u konsumentów skojarzeń związanych z romantycznym etosem żeglarza i z pierwszymi handlarzami kawą."
Nie kupuje tego również. Widząc syrenę w logo od razu kawiarni od razu kojarzy mi się z romantycznym etosem żeglarza xD Ta syrena (pierwotnie z dwoma ogonami) wyciąga ręce po nasze pieniądze, nic więcej

Dla mnie to firma od początku planowana do rozrostu i grubszej sprzedaży. Jest zorganizowana bardzo dobrze z punktu widzenia modelu biznesowego, kilka rzeczy można podpatrywać i uczyć się z tego tytułu projektując własny biznes, ale to forum kawowe

A ta w Starbucksie jest absolutnie straszna.
Piszę to, bo może kogoś to zainteresuje. Chętnie odpowiem na wszelkie pytania
BTW Dziś byłem w lodziarni. Poniekąd bardzo dobre lody tam mają i ekspres stoi tam jakby niezauważany. Zamówiłem espresso. Zapytałem Panią jaka to kawa. Lavazza. No i tak stała i kątem oka patrzyła na mnie, bo espresso pijam zawsze przy barze. Zapytała po wszystkim, czy dobre. Było bardzo dobre (aż chciałem zaprosić ją na kawę), lepsze o poziom niż te co robię w domu (a ostatnio młynek zasypuję dobrej klasy etiopią) i drugie najlepsze w mieście. Number one to z kawiarni speciality cafe - pełną gębą super hipsterska kawiarnia. Inna kawiarnia tego typu, też z baristą z podniesioną głową, z kawą z księżyca, już niestety ustępuje tej lavazzie z lodziarni. To mnie jakby motywuje żeby poznać dokładną budowę mojej maszyny i w końcu ją rozebrać i poddać konserwacji. Bo wiecie, ja jestem domorosłym baristą od trzech tygodni.
Może Pani ładna?

Fajnie, że Cię motywuje do konserwacji i rozbierania...maszyn, ale masz moja gwarancję, że ekstrakcja espresso to ciężki kawałek chleba i rozebranie ekspresu na części pierwsze będzie miało prawdopodobnie zerowy wpływ na poprawę Twojej zabawy z Etiopią

Może np. nie lubisz kaw kwasowych o nutach owocowych? Prawdopodobnie ta Lavazza była w stronę czekolada/orzechy. Espresso to bardzo skondensowana porcja smaków... I tu znów wracamy do punktu wyjścia tej rozmowy - rola baristy w kawiarni

Domowy początkujący z droższą kawą kontra Pani pracująca w kawiarni lejąca pewnie przyzwoite szoty z Lavazzy.
Zaryzykuję, że byłbym w stanie wycisnąć tym przyzwoite espresso z Twojej Etiopii

