Beskidzka sprzedaje teraz Etiopię w opakowaniach 500g za dokładnie połowę ceny.
To jest zdaje się dalej najtańsza kawa (Etiopia 5 klasy jakości) jaką można kupić od dużych importerów. Fajnie, że można to dosyć smacznie wypalić i zaparzyć. Ja wolę zwiedzać pijąc kawę, ale rozumiem, że każdy może mieć inaczej. Jednak nie psioczę na tych co piją kawę, która mnie nie cieszy.
Musielibyśmy jako klienci gremialnie przestać kupować ów towar powyżej pewnej ceny i to nie przez dzień, tydzień i pewnie nawet i miesiąc.
W ten sposób najprawdopodobniej ubiłoby się tych, którzy starali się jak najlepszy towar sprzedawać zarabiając najmniej. W takim wypadku gdyby został oligopol tych największych graczy mogliby sobi ustalać ceny i jakość dowolnie.
Największa przebitka jest na duperalach sprowadzanych kontenerami ze wschodu, kiedyś chyba było też nieźle na chemii gospodarczej, nie wiem jak teraz. Do niedawna na flipowaniu mieszkań w Wawie

.
Jednak przy towarach tak skomplikowanych logistycznie jak kawa, obrzucanie firm błotem na ślepo, moim zdaniem jest chybione i nie w porządku.
Pomijąjąc fakty takie jak to, że koszty prowadzenia działalności przez ostatnie dwa lata poszły mega w górę, to jeszcze mamy do czynienia z produktem rolniczym sprowadzanym z drugiego końca świata, za który trzeba zapłacić nie znając do końca jakości tego co dostaniemy w worku, aż do wypalenia i spróbowania. Najwięcej w kawie, zdaje się, że zarabiają pośrednicy i spekulanci giełdowi.
Generalnie rynek produktów rolniczych w większości świata jest traktowany dość dziwnie. Polecam wgłębić się w koszty produkcji, nawozów, zbiorów, logistyki. Ot chociażby program rozrywkowy pt. Farma Clarksona pokazuje trochę jaki to raj, szczególnie gdy ostatnimi laty pogoda jest najbardziej nieprzewidywalna, zdaje się, że od kiedy zapisuje się stany pogodowe.
Także ok, niech każdy sobie podejmuje własne decyzje, ale zanim wypowie się o tych strasznych prywaciarzach, to może niech zbada trochę temat i zastanowi się jak to działa. Tak dla ludzkiej uczciwości.