Od kiedy zrobiło się zimowo, w nocy mrozy dają się we znaki całkiem mocno, w górach leży prawdziwy śnieg, mam wrażenie, że najbardziej lubię espresso, jakiekolwiek byle było gęste i aromatyczne. Jakoś mniej mi smakują teraz kawy przelewowe. Jednocześnie też wzrasta ochota na czekoladę i kakao w każdej postaci, również w espresso. Espresso testuję parę a nawet kilka razy -- to samo. Prosto z ekspresu i po dłuższym czasie, nawet po kilku godzinach na zimno. Takie porównania bywają czasami zdumiewające. Dzisiaj zrobiliśmy małe porównanie: pierwszego tegorocznego palenia
Fazenda Londrina i poprzedniego palenia
Stormy Weather. Stormy Weather ma teraz 5% robusty, prawie nic ale fajnie to smakuje. Obie kawy są treściwe, pełne aromatu, gęstego smaku. Różnice w miarę upływu czasu są coraz to inne. Stormy daje aksamitne, gęste, "właśnie czekoladowe" espresso. Londrina po prostu zachwyca zapachem, ilekroć się wraca do filiżanki, jest bardziej kolorowa, owocowa, alkoholowo-miodowa.
Tak to testowanie przebiega, że summa summarum wypijam 4 x espresso. To chyba za dużo, bo oprócz tego zaparzam i testuję inne kawy. Kolejna partia Ariadny albo starannie wyselekcjonowane spośród palonych ziaren: "defektywne" białawe ziarna (po angielsku "flowters", po włosku "bianconi"). Po polsku chyba nazwać je można "białasami"

. Espresso z białasów zaskoczyło mnie dziś. W większości były to ziarenka różnych robust: z Indii, Brazylii, Wietnamu. Jak wiadomo, żeby zrobić espresso z robusty, trzeba mieć dobry młynek i zmielić ziarna bardzo, bardzo drobno. Wszystko się przy tym elektryzuje i fruwa na około. Z robustowymi białasami jest normalnie. Młynek ustawiony w normalnej pozycji (jak do typowej Brazylii), nic nie fruwa, nic się nie elektryzuje. Espresso zaparza się fajnie, bezproblemowo. O dziwo -- w ogóle nie cuchnie jak espresso z pełnowartościowej robusty. Jazda jest dopiero w ustach. Owszem, da się to wypić, ale tzw. mouthfeel jest ogromniasty. Myślę, że jeśli w kawie znajdziemy nawet 5% takich białasów, to ich wpływ na espresso jest znikomy.
W przelewkach i Eli cuppingach wygrywa
El Diviso Sidra. Jakiekolwiek nie byłyby kofermentacyjne kawy i ich kolorowe, owocowe aromaty podane na tacy, El Diviso Sidra ma najbardziej ujmujący smakowo-dotykowy profil, zero szorstkości, czysta miękkość.