Hej,
piekę chleby już ładnych parę lat. Mam kuchenkę - góra na gaz, na dole elektryczny piekarnik, do którego wkładam dwie duże formy i 2 małe w których zmieszczę od 3,5 do 4kg ciasta chlebowego.
Wyrabiam je w dużej misce, ręcznie, kopyścią. Najpierw ciasto rzadkie by szło w miarę lekko wyrabiać, potem zagęszczam dodając mąki do procentowo porcjowanego ciasta w drugiej misce. Idzie to bardzo sprawnie. Piekę na wieloletnim zakwasie innym razem na drożdżach, każde chleby mają swoich zwolenników.
Mycie "gratów" raptem 2 miski po cieście i jedna mała, po zaparce (zaparzam 10% mąki żytniej typ 2000 z różnymi nasionami) i kopyści - po czasie kiedy odmokną - idzie piorunem.
Ciasto rośnie w formach w piekarniku w 30-40st C (od 1 do 3 godz. w zależności od rodzaju ciasta) i już tego nie wyciągam. Po wyrośnięciu w formach, włączam piekarnik na równo 1godz. temperaturę mam ustawioną na 200st C
Chleby ładnie "wychodzą" z naoliwionych form, są tak wypieczone, że z każdej strony wydają głuchy odgłos przy pukaniu kostką palca.
Całe wyrabianie ciasta, rośnięcie drożdży, zaparzanie mąki i nasion, porcjowanie i wkładanie do forem trwa godzinę.
Czasami biorę próbki moich wypieków do pracy i zachęcam do pieczenia oferując zakwas, przepisy, porady i kontakt telefoniczny o każdej porze doby, oczywiście na temat chleba.
Często zdarza się, że piekę chleb w nocy (żona wówczas jest oczywiście na dyżurze w szpitalu. inaczej nie byłoby szans na takie "świrowanie")
Jakiś czas temu kupiłem planetarny robot, chciałem by wyrabiał ciast za mnie - i owszem, na jeden chlebek wyrobi ale na 4 to zapomnij, użyłem go raptem 2 razy.
Jak biorę się do robienia chleba to zapominam o wszystkim, liczą się tylko bakterie w cieście, czasy rośnięcia, temperatura, proporcje - po prostu jestem w innym świecie, robię to wszystko jak natchniony, dopiero po włożeniu ciasta do forem następuje "rozprężenie" i doglądanie rosnącego ciasta - na tym etapie chleb już sam się robi