E... po odpowiedziach widzę, że Kolega zna się, a się pyta się. Znaczy prowokator! Skoro prowokator, to będzie się awanturował. Skoro awanturującym jest, znaczy będzie nie kto inny, a sam Hofander. To może w takim razie idzie jakiś nabór do filmu i szuka sobotwóra???

Po dripie sprzątanie pisałem tak ogólnie, a sasetkę to wsypać i zalać wystarczy, jak i kapsułkę zresztą też.
Owszem można nie ważyć tylko miarką (łyżeczką) przygotować ziarna. Przy wprawie czasu liczyć nie potrzeba. Przeleje się co ma się przelać do ustalonego poziomu. Nie bawić się z dripperami tylko przelać przez woreczek. GSI drogo, Jula/Ikea (?) mają za grosze. Nie bawić się z wodą tylko lać z czajnika, bez przelewania papieru. Zrezygnować z odsiewania pyłu, nawet tego pierwszego. Ale czy będzie to drip domowy? Jakiś drip wyjdzie to fakt. Kawa to pewna ceremonia - pobudzenie kawowych receptorów smakowych. Była już tutaj ceremonia parzenia herbaty. Się to oglądało z pół godziny, no to wypić ot tak zwyczajnie? Kawa bez ceremonii, to nie kawa. Nawet w opisywanym przeze mnie coffe-barze ceremonia była prezentowana publiczności.
W 'fabrykach kawy' dripy idą taśmą bez zabawy z myciem, sprzątaniem, odstawianiem i ludziom smakuje i ładnie wygląda, automatycznie.
Smaku mleka z tuby (chyba) nie znam.
W terenie kawiarkę polecam, bo nie ceregielisz się z dozami, temperaturami, filtrami, sitkami. Wsypać można nawet starszą kawę i też coś wyjdzie. Kwestia gustu. Kawiarkę można lubić lub nie, ale się nie uszkodzi i na powietrzu zawsze wyjdzie ciepła kawa. Drip szybko stygnie. Problem jest tylko, że każda kawiarka ponoć raz w życiu marzy o podróży w kosmos i ma smak różniący się od dripa jednak.
W ogóle to masz swoją rację i też mi się ona podoba, ta racja Twoja. Dripper, filtr, wcześniej zmielona kawa i jakiś kubeczek lub filiżanka tylko do kawy. Zalać i wypić - dużo nie potrzeba i powtarzalność się wyrobi sama.