Dostępna jest kolejna, wybitnie smakowita kawa z Kolumbii, tym razem z innego niż kraina Moneblanco/El Mirador regionu, bo z Ciudad Bolivar czyli z okolic stolicy Kolumbii -- Bogoty. Kawa pochodzi z
Finca Ricaurte i jest z obróbki określanej mianem "Lychee Honey". To hasło jest równie znaczące jak "Yellow Fruits Nectar" albo "Nectar Citrullus" pozostałych fermentacyjnych hitów i nie ma związku z obróbką Honey -- może przede wszystkim tyle, że efekt jest również bardzo słodki

. Jest to zjawiskowa, fajna kawa. Sam nie za bardzo kojarzę owoce liczi, ale jest tu dużo więcej aromatów.
Przedwczoraj zaparzyłem sobie parę dripów. Zacząłem od nowej
Nikaragui Finca Mozonte Java z mokrej obróbki. Ela wypaliła tę kawę tak, że jest ona niesamowicie łagodna, lekka, skromna? Ten charakter ujął mnie bardzo. Jest to przyjemna kawa.
Potem wziąłem do V60 ziarenka specjalnego blendu noworocznego o roboczej nazwie
La Candelaria -- na cześć stolicy Kolumbii. Blend ten może być ciekawostką i zagadką. Głowimy się nad nim jakiś już czas. Aromat jednej z takich fermentowanych Kolumbii -- 33% w składzie -- zdecydowanie wychodzi na prowadzenie i decyduje o odbiorze mieszanki. Ale jaki to aromat? Smak jest zaś bardzo wyraźny, kawa jest gęsta, bo to zasługa Salwadorów z obróbki naturalnej anaerobowej. W zestawieniu wspomniana Nikaragua z mokrej obróbki w zasadzie niknie i mając wybór, wybieramy tę drugą...
Dziś powtórzyłem wspomniane dwie kawy i zaparzyłem kolejną -- Lychee Honey, a ta swoim aromatem i jakością smaku przyćmiewa obie wspomniane kawy razem wzięte. Podobno kawa jest piękna, dopóki nie pojawi się jej koleżanka...
