Trochę się niemiło robi, nie wiem skąd taka agresja i potrzeba wbicia oponenta w ziemię oraz oskarżenia o ukryte komercyjne zamiary (zakładam, że każdy, kto na tym forum jest z powodów komercyjnych i coś sprzedaje, powinien to ujawnić w swoim profilu; ja tego nie zrobiłem, bo jestem zwyczajnym hobbistą i kawę traktuję przyjemność oraz źródło fascynujących doznań). Z tego, że ktoś wspomina o przewagach Ascaso, nie wnoszę od razu, że coś sprzedaje. Mogę się nie odzywać, wydawało mi się, że warto czasem spojrzeć na zagadnienie z różnych punktów widzenia i że na tym polega przyjemność uczestniczenia w dyskusji, że się spokojnie i z szacunkiem słucha argumentów i wymienia swobodnie poglądy.
Chętnie się odniosę do trzech ostatnich wypowiedzi. Dyskusja jest trochę abstrakcyjna, ponieważ Breville/Gastroback/Catler nie ma w Polsce sprzedawcy i serwisu, a co za tym idzie podstawowa atrakcyjność tego sprzętu znacznie spada, bo są to urządzenia zaprojektowane tak by, przetrwać typowy okres eksploatacji - gwarancję i jeszcze trochę i nikt nie udaje, że mają wytrzymać znacznie dłużej. Z tego powodu trudno w Polsce komuś jednoznacznie ten sprzęt polecić, bo musi się liczyć z ryzykiem, że jak coś się zepsuje (a w produktach tego typu poziom awaryjności jest z góry przez producenta założony i znany, to są po prostu ekonomiczne wyliczenia co się jeszcze opłaca z punktu widzenia operacyjnego oraz percepcji marki, ponieważ zbudowanie linii produkcyjnej, która dostarcza produkty w 100% bezawaryjne jest niemożliwe i ekonomicznie niesensowne; zresztą produkty włoskich tuzów też w 100% bezawaryjne nie są, nawet nie zdziwiłbym się, gdyby przeciętnie były wadliwe częściej).
Nie widzę nic zdrożnego w używaniu plastiku jako takiego, plastik plastikowi nierówny. Te części plastikowe, z którymi użytkownik ma do czynienia, są wykonane z materiału bardzo dobrej jakości i przyjemnie się ich dotyka. Mam bezpośrednie porównanie z konstrukcjami z podobnej półki firmowanymi przez Gaggię czy np. ze znacznie droższym Oscarem i tam plastiki też są, tyle, że znacznie gorsze, a wykonanie bywa toporne (polecam uważną kontemplację kratki ociekowej w Oskarze, która wygląda jakby ktoś przygotował zbrojenie pod zalanie betonem, a nie jak element, którego użytkownik ma z przyjemnością dotykać i go oglądać).
Jeśli chodzi o bebechy, żyjemy w świecie, w którym urządzenia konsumenckie są budowane nie tak, by przetrwać całe życie użytkownika. To jest dyskusja na zasadzie czy lepszy jest szwajcarski zegarek mechaniczny czy dobry Casio lub jeszcze lepiej Apple Watch - istnienie jednego, nie przeczy istnieniu drugiego, każdy produkt ma swoje grono odbiorców i miłośników, warto zwrócić uwagę, że ten plastikowy szajs zwykle lepiej odmierza czas.
Jestem typem kuchennego geeka, mam dziesiątki różnych urządzeń i gadżetów, zarówno z segmentu konsumenckiego, jak semi pro lub typowe urządzenia sprzedawne na rynek gastro (włącznie z profesjonalnym piecem do pizzy). Zależnie od stopnia zaangażowania oraz potrzeb wybieram to, na czym mi bardziej zależy i raz to są produkty bardziej konsumenckie, raz bardziej gastro. Mam też trochę doświadczeń z ekspresami z dolnej i średniej półki renomowanych marek, jak Gaggia, La Pavoni, Nuova Simonelli czy Bezzera i nadal będę się upierał przy tym, że Breville jest konsumenckim produktem luksusowym. Konsumenckim właśnie. Co oznacza, że znacznie większe szanse zadowolenia z jego użytkowania będzie miał ktoś, kto przygodę z kawą zaczyna, niż ktoś, kto pół życia spędza na drążeniu tematu. Warto też spojrzeć na sprawę właśnie z perspektywy kogoś mniej doświadczonego.
W normalnym kraju, gdzie Breville jest obecny jako sprzedawca, gwarant i serwisant, kwestię plastikowych lub nieplastikowych bebechów załatwia serwis i prawa konsumenta. Dla końcowego użytkownika liczy się więc przyjemność z użytkowania oraz efekt w filiżance. i uważam, że w obu tych aspektach Breville dostarcza atrakcyjną ofertę, zarówno w porównaniu z markami typowo komercyjnymi, jak i z niektórymi produktami renomowanych producentów na rynek profesjonalny.
Śmiem twierdzić, że ktoś, kto rozpoczyna przygodę z espresso, w kraju w którym może nabyć produkty Breville w autoryzowanej sieci, ma znacznie większą szansę osiągnąć bezstresowo dobry wynik w filiżance kupując maszynę Breville, niż np. Rancilio Silvię, Gaggię Classic czy Oscara, a w przypadku Dual Boilera to się rozciąga także na wyższy segment rynku semi-pro. Może dobrym przykładem jest porównanie z takim Oscarem. Na temat tej maszyny słychać prawie same ochy i achy, jak to jest wspaniale zbudowana, na profesjonalnych komponentach, jakie daje możliwości itp. Jest też znacznie droższa od np. Infusera. Ale ktoś, kto nie spędzi kilku tygodni na pogłębianiu swojej wiedzy i umiejętności, nie ma szansy z tej maszyny wycisnąć porządnego naparu, ani utrzymać jej w dobrym stanie, będzie też musiał sporo w nią zainwestować - kupić tamper, ślepe sitko do backflashu (o ile zrozumie, że to potrzebne, raczej pozwoli by mu maszyna obrosła złogami, bo w dokumentacji nie ma słowa na temat takiego czysczenia). Odkamienić jej też nie będzie umiał i mógł - instrukcja mu w tym nie pomoże. Jako metodę utrzymania czystości i odkamienienia, producent zaleca coroczne wymienianie prysznica i uszczelki. I to tyle. Porównajcie to sobie teraz z Infuserem, w którym w komplecie dostaje się komplet sitek, ze ślepym włącznie, środki czystości, filtr, a maszyna sama przypomina, kiedy trzeba wykonać backflush i ma na to specjalną, automatyczną procedurę. Być może użytkownik Infusera będzie miał pecha i coś mu się po upływie gwarancji zepsuje - nadal zapłaci prawd. mniej za naprawę, niż ktoś, kto używał przez trzy lata Oscara bez backflasha i odkamieniania. Oczywiście profesjonalista lub świadomy tego co robi amator, pewnie wyciśnie z Oscara więcej, ale przecież nie o to się spieramy. Istnienie maszyn w rodzaju Oscara nie neguje z definicji sensu istnienia takich produktów, jak te, które oferuje Breville i nie rozumiem czemu one tyle agresji wywołują.
Nie wiem, czy mieliście kiedykolwiek maszynę Breville’a w rękach. Tam naprawdę nie ma nieprzemyślanych detali. Każdej części dotyka się z przyjemnością, Pomyślano również o schowkach na akcesoria, instrukcja jest tak napisana, że jeśli komuś chce się ją przeczytać, to ma spore szanse zrobić dobrą kawę, w komplecie jest wszystko, prócz samej kawy, żeby ekspresu używać i o niego dbać. Ludzie, którzy kochają to hobby powinni to raczej doceniać, a tymczasem z niezrozumiałych dla mnie powodów te maszyny wywołują agresję. To, że Wy ich nie potrzebujecie, nie znaczy, że nikt z nich nie skorzysta. Czemu to ma być gorszy wybór, niż np. Silvia (powszechnie chwalona jako wybór dla początkującego) nie pojmuję, bo nawet najbardziej doświadczony użytkownik Sylvii może tylko marzyć o takiej stabilności, powtarzalności i komforcie, jakich np. Infuser dostarcza na co dzień. Jak to Anglicy mawiają: the proof is in the pudding, więc o jakości ekspresu powinna świadczyć przede wszystkim jakość naparu, powtarzalność jego wykonania, przyjemność, którą się z tego czerpie, łatwość obsługi i konserwacji oraz bezawaryjność. W niektórych z tych aspektów pewnie Breville wypada gorzej, w innych wypada świetnie i nie rozumiem czemu to ma być takie tabu, żeby o tym mówić…
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, bez względu na to co o tej marce sądzą.