Nie wiem, jakim cudem jeszcze nie powstał wątek o tym napitku, jakże zacnym, którym właśnie się uraczam, robiąc go po raz pierwszy w życiu... : )
Dałem ten temat do alternatywnych urządzeń, bo, jakby nie patrzeć, jest to dobra alternatywa dla espresso, choć raczej na późne wieczory niż zabiegane poranki. No i zdecydowanie dla osób powyżej 18-go roku życia, żeby nie było, iż propagujemy alkoholizowanie się wśród nieletnich. Poza tym, do zrobienia Irish możemy wykorzystać każde dostępne urządzenie do alternatywnego zaparzania - aeropress, drip, syfon, french press... wedle uznania!
No właśnie - alkohol. To podstawa Irish Coffee, które w gruncie rzeczy jest rzeczą niezwykle prostą w schemacie, ale dość złożoną w niuansach.
Do zrobienia Irish niezbędne jest whisky. Ja użyłem [utl=http://www.black-grouse.com/]The Black Grouse[/url]. Nie jestem znawcą tego typu alkoholu, choć go lubię, ale tak naprawdę to moja pierwsza, samodzielnie zakupiona butelka, trochę na chybił-trafił. Smak bardzo wyraźny, dymny, ostry, dość ciężki, o cudnym zapachu, trudnym dla mnie do określenia. Do mojego drinka użyłem ok. 20ml whisky, które wlałem, z braku charakterystycznej
szklanki, do kieliszka na wino czerwone (takie podanie irish też gdzieś widziałem, swoją drogą).
Do tego łyżeczka płaska + odrobinę, cukru trzcinowego.
Następnie przychodzi moment na drugi składnik (trzeci, licząc cukier) - kawę. Tu wylądowała Kenia AA Muagaya Kooperative z
Roestbaru, robiona w aeropressie, metoda odwrócona, 18g, 200ml wody, ok. 85st., preinfuzja 30sek, zalanie do pełna, zamieszanie, dociśnięcie tłoka, 60 sekund, odwracanie, przeciskanie. Zapachy przyjemne, lekkie, owocowe, głównie porzeczka, rabarbar, może trochę bergamotki. Ogólnie dopiero druga kawa z tych ziaren, ciężko coś więcej powiedzieć.
Po przeciśnięciu do dzbanka, odrobinę kawę przemieszalem, zeby troszkę zbić temperaturę jeszcze i nabrała smaku, po czym wlałem do kieliszka z whisky i cukrem. Mieszanie, żeby cukier się rozpuścił, aromaty cudowne. Pierwszy raz z takim czymś się spotkałem. Mnóstwo słodyczy, karmelu, owoców, alkoholu i wielu innych, nierozpoznawalnych dla mnie tak na szybko.
I tu dochodzimy do ostatniego składnika, który choć nie jest najważniejszy dla smaku, to jednak decydujący o całokształcie - śmietanka. Tak, klasyczna kremówka, słodka 30% z odrobiną białego cukru, ubijana ręczną trzepaczką. Trzeba uzyskać odpowiednią konsystencję. Nie może być za słabo ubita, bo po prostu po wlaniu jej do napoju, brzydko wymiesza się z kawą i whisky. gdy będzie zbyt sztywna, jej ciężar także pociągnie ją na dno. Trzeba dążyć do konsystencji jogurtu. Po prostu trzeba to wyczuć i tyle. Mi się poszczęściło i trafiłem idealnie. Wlewając po odwróconej łyżeczce śmietankę na wierzch czarnego napoju, cudownie rozlała się po jego powierzchni, tworząc niesamowitego drinka, bardzo efektownego, którego śmiało można podać gościom.
Oto mój efekt:

Jak na pierwszy raz, jestem z siebie bardzo zadowolony. Całość to przenikanie się wzajemne słodyczy, goryczy, ostrości... Mlecznej łagodności z mocnym akcentem szkockiej oraz wypełnieniem kawowym, lekkim, owocowym.
Powoli zbliżam się do połowy kieliszka i już żałuję, że raczej drugi nie będzie wskazany, ze względu na moc kawy, a nie alkoholu. To jest z pewnością mankament tego drinka, ale warto!
@spinka - poprawiłem link