@siewcu Problem z substancjami, które mają stabilizować chemię mózgu, polega na tym, że w pierwszym etapie organizm musi się do nich przyzwyczaić. Zazwyczaj wiąże się to z bardzo trudnym okresem - często trwającym kilka miesięcy - po którym dopiero okazuje się, czy dany lek przynosi korzyści konkretnej osobie, czy też nie.
Osoba która nie pije na co dzień kawy i wypije espresso też poczuje się źle, dziwnie, bo jej organizm nie znając substancji na wszelki wypadek traktuje ją jak truciznę. Którą oczywiście chociażby kofeina może być - jeśli dawka będzie zbyt duża.
Znałem i znam wiele osób z poważnymi problemami psychiatrycznymi, wynikającymi z różnych przyczyn. Zdarzało mi się odwiedzać bliską osobę na oddziale psychiatrycznym i uważam, że warto mieć takie doświadczenia, aby zrozumieć, po jak cienkiej linii czasem stąpamy i jak bardzo możemy się rozregulować. Spotkanie na żywo z osobami funkcjonującymi w innej rzeczywistości, kręcącymi się po oddziale, to jednak coś zupełnie innego niż oglądanie lotu nad kukułczym gniazdem czy innych filmów.
Tego typu przypadków przybywa w naszym przebodźcowanym świecie, z używkami typu alkohol, dopalacze, magiczne grzybki, cudowne mieszanki ziół. Do tego politycy napuszczają jednych na drugich z jakiegokolwiek powodu - bo ktoś nie reprezentuje dostatecznie "wartości narodowych", "kapitalistycznych", za bardzo się różni, itd. Łatwiej jest dzielić społeczeństwo niż zmagać się z ludźmi działającymi w celu poprawienia wspólnych warunków. A gdy my się kłócimy - oni mają lżej, rzucą tym kawałek albo innym mogąc napuszczać dalej.
Warto się czasem zatrzymać i pomyśleć: co możemy zrobić dla siebie nawzajem? Czy naprawdę powinniśmy zacierać różnice czy cieszyć się z różnorodności? W końcu to przyroda dąży do jak największego zróżnicowania by znaleźć rozwiązania dające przetrwanie. Ślepe uliczki cały czas pojawiają się i znikają. Ruchy ekstremistyczne, które biorą na cel mniejszości, jak pokazuje historia, nigdy nie rozwiązały żadnego problemu. Za to dobrze im wychodzi produkowanie kolejnych pacjentów z obrażeniami psychicznymi i fizycznymi, czasem na całe życie. Za co my wszyscy płacimy z naszych podatków.
prócz otumanienia
Czasami "otumanienie” jest potrzebne, żeby nie "przegrzać procesora”. Podobnie jak w przypadku ciężkich obrażeń fizycznych - wprowadza się pacjenta w śpiączkę farmakologiczną. Ból psychiczny nie jest mniej dotkliwy niż fizyczny. Każda osoba i każda sytuacja są inne. Dlatego nie dyskredytowałbym leków.
Chyba rozumiem, co masz na myśli - ludzie często szukają drogi na skróty. Zamiast codziennie dbać o siebie, chcieliby magicznej pigułki rozwiązującej wszystkie problemy. Tak samo, jak chcieliby jednego, najlepszego przepisu na kawę. Znam takie przypadki i osoby, które ciągle na coś narzekają, ale nie chcą zmienić swoich nawyków. Wolą łykać kolejne tabletki i narzekać na lekarzy, że nie chcą wypisywać im nowych recept.
Oczywiście, wiele przypadłości fundujemy sobie sami - złymi nawykami, wygodnictwem, brakiem podejmowania rozsądnych decyzji, jak chociażby zapewnienie sobie codziennej godziny adekwatnego dla siebie wysiłku fizycznego. W takich przypadkach tabletki są zamianą jednego problemu na inny - może mniej upierdliwy, ale w dłuższej perspektywie często groźniejszy.
Ale sprawa nie jest tak prosta i jednostronna. Do wielu problemów doprowadzają też sami lekarze, szukający prostych rozwiązań - przez co wpędzają pacjenta w kolejne kłopoty. Pamiętam, jak sam miałem różne dziwne bóle, a nikt nie potrafił/nie postarał się dostatecznie ustalić, co je powoduje. Niektórzy przepisywali mi nawet barbiturany - z których nie skorzystałem. Po latach okazało się, że to była borelioza. Odpowiednio dobrana kuracja bardzo pomogła, kiedy wreszcie odkryto przyczynę problemu, ale gdybym brał co raz to nowe leki, raczej nie byłoby lepiej. Myślę, że dobrze jest postarać się do problemu podejść z rozsądkiem i pewnym dystansem.