Bardzo dawno temu, w późnych klasach podstawówki, piłem parę razy kawę z Dominikany. Nazwy sobie nie przypomnę, lecz wówczas była w Polsce nieosiągalna. Do nauczyciela, który mnie poczęstował, trafiła dzięki znajomej, która przywiozła mu użyteczny prezent z drugiego końca globusa, ale wróćmy do naszych baranów. Różniła się o lata świetlne od tego, co na co dzień pijał i nadal pija tzw. statystyczny Kowalski. Nie wyczułem w niej śladu przykrej goryczy, że kwasoty nie wspomnę. Do dziś zachował się w mej pamięci ten smak. Czekolada, coś na podobieństwo migdałów, może orzechów a na dodatek to uczucie pełni, cielistości, czy, jak mawiają winiarze, potężnej struktury. Oczywiście nie ma mowy o żadnych negatywnych efektach ubocznych. Kawa parzona w pospolitym ekspresie przelewowym. Pewnie jest sporo słuszności w twierdzeniu, że wiele opakowań, z marketowych półek, zawiera trutki kawopodobne. Powyższą historię opowiedziałem, aby zaznaczyć, iż, w żaden sposób nie kwestionuję różnic pomiędzy poszczególnymi kawami. Jednak należy także ukazać drugą stronę medalu. Niektóre firmy nastawiają się na wytwarzanie szczególnie łagodnych ziaren i właśnie ich wyroby warto by opisać w niniejszym wątku.