forum.wszystkookawie.pl
Opinie, testy i porównania => Ekspresy kolbowe => Wątek zaczęty przez: kolend w 12 Lipiec 2016, 15:59:48
-
Witam forumowiczów!
To mój pierwszy post na forum, ale sporo zdążyłem już przeczytać.
Nie wiem, czy piszę we właściwej kategorii. W razie czego proszę admina o przeniesienie.
Do tej pory myślałem, że jestem maniakiem kawy (w szczególności włoskiego espresso), ale po lekturze wielu wpisów okazuje się, że daleko mi do prawdziwego maniaka ;-)
W każdym razie uwielbiam prawdziwe włoskie espresso - może dlatego, że wakacje spędzamy rodzinnie zazwyczaj we Włoszech. W tym roku, będąc na Sardynii wsiąknęliśmy zupełnie we włoskie klimaty, no i wpadliśmy z żoną na wydawałoby się ekstrawagancki pomysł, żeby zakupić używaną maszynę kawiarnianą do domu (nawet, gdyby miała być tak wielka, jak te we włoskich kawiarniach i restauracjach). Okazało się (patrząc choćby na to forum), że nie jest to specjalnie ekstrawagancki pomysł ;-)
Czytając forum doszedłem już do tego, że kupowanie 4-grupowej maszyny do domu, kiedy w dni powszednie robimy w sumie 2-4 kawy, a w weekend ok. 6 (ja zawsze espresso, żona najczęściej też, ale czasem także lungo lub cappuccino) jest bez sensu, choćby ze względu na konieczność długiego nagrzewania bojlera.
Ale 1-grupowy model chętnie bym nabył. Rozglądałem się już wstępnie będąc na wakacjach, jakie są oferty używanych sprzętów La Cimbali i Wega. La Cimbali najbardziej mi się kojarzy z Włochami - może dlatego, że takie ekspresy najczęściej spotykałem na swojej drodze. Znalazłem taki model Junior w cenie 2k (z własnym zbiornikiem). Jest stosunkowo nieduży (zmieściłby się w mojej kuchni). Jego brzydota mi odpowiada - jest taki brzydki, że aż ładny ;-) Ale piszecie tutaj także między słowami, że marka ta jest awaryjna.
W związku z tym doszedłem do wniosku, że niekoniecznie muszę kupić La Cimbali. A skoro zrezygnowałem z tego warunku, to... pojawiło się wiele nowych możliwości. Zbyt wiele niestety... ;-)
W każdym razie nie rezygnuję z chęci picia w domu espresso takiego, jak w każdym włoskim przybytku.
Zawsze zastanawiałem się, dlaczego kawa robiona w domu, nigdy nie smakuje tak, jak we Włoszech? Oczywiście pomijam tutaj atmosferę włoskich wakacji. Ale nawet z dobrych ekspresów automatycznych (typu Jura) kawa wychodzi niby dobra, niby lepsza niż z Saeco i innych tego typu, ale tańszych ekspresów, ale jednak to nie to...
I tu wreszcie pojawia się moje pytanie:
Co decyduje o tym, że kawa wypływająca z ekspresu smakuje, jak ta z włoskiej maszyny gastronomicznej? Czy jest to moc ekspresu i ciśnienie, które generuje? Czy może wbudowany bojler? Młynek żarnowy? (jeśli tak, to czy w przypadku młynka decyduje to, że żarna są płaskie albo to, że są duże? jak duże?). Odpowiednie mielenie i zawsze świeża kawa?
Pewnie decyduje też jakość kawy. Czytając forum łapałem się za głowę, kiedy pisaliście o kawach prosto z palarni w cenie 200 PLN/kg. Ja takiej zapewne nie będę stosować na co dzień. Zresztą, z tego, co widziałem, we włoszech też używają lepszej i gorszej kawy, ale mimo to, nigdy nie schodzi ona poniżej bardzo dobrego poziomu (nieosiągalnego dla wspomnianej Jury za kilka tysiaków). Jestem w stanie zaakceptować cenę do 100 PLN/kg
Przepraszam za przydługi post, ale czy moglibyście podać konstruktywne uwagi, nie wiem, hierarchię ważności poszczególnych składowych wpływających na możliwość uzyskania mojego Złotego Grala, którego w skrócie nazwę "włoskim espresso"? Weźcie pod uwagę, że na ten moment to jest mój cel, a nie chodzi mi o uzyskanie najlepszej kawy na świecie. Wiem, że ile osób, tyle opinii, ale liczę na to, że wśród tylu osób, które znają się na kawie, uda się ustalić obiektywne czynniki (dla przeciętnego pasjonata).
-
Cześć,
jaki masz budżet na całość? Młyn + ekspres + pakiet startowy (tamper i inne pierdoły).
-
Skoro smakuje Ci (jeszcze) włoska kawa, skoro (jeszcze) uważasz, że we Włoszech nie schodzi poniżej bdb poziomu, skoro nie chcesz płacić więcej niż 100zł/kg to może lepiej nie próbuj innych kaw, zwłaszcza tych z polecanych kawiarni ;)
-
Podobnie jak ty my z żoną i dziećmi uwielbiamy włoskie espresso. W domu pijemy dużo kawy tak ze 3 serie po 6 kaw dziennie (ok. 18 kaw).
Jak wszyscy tutaj potwierdzam najważniejszy jest młynek. Ja mam Macap M2D i to mi wystarcza. Chociaż inni na pewno polecą coś lepszego. Zawsze jest coś lepszego. Nie musi mieć śruby i płynnej regulacji. Potem ekspres. Ja kupiłem Bezzerę Magica S PID. Ważne, wg mnie, aby miał HX i PID. One utrzymają ci temperaturę dla kilku kaw. Co do pompy to nie jest konieczna jednak rotacyjna. Wystarczy wibracyjna.
No i dobra kawa. Jednak to wydatek rzędu 100 zł za 1 kg i nieraz więcej, a nieraz mniej. Tak od 70 do 120 zł. Tylko z jakiejś palarni kawy (najlepiej lokalnej) gwarantującej świeżość palenia. Kawa jest świeża od 1 do 3 miesięcy od wypalenia (zależy od przechowywania itp.). Nie miel nigdy na zapas. Kawa mielona traci świeżość po ok. 10 minutach. To taki bezpieczny okres na świeżą kawę. Nie kupuj kawy w sklepach.
W sumie to wydatek rzędu wg mnie ok. 5.000 - 7.000 zł.
Po pewnym okresie wprawy już "tworzę" takie espresso jakie pamiętam z Rzymu, Venezia, Porto Recanati, itd, itd.
Wcześniej miałem Saeco Royal Cappuccino (ekspres automatyczny polecany do kawiarni) i kupowałem kawę Lavazza złotą. Myślałem, że mam to samo co we Włoszech. Ale się grubo myliłem. Nie mogłem nigdy uzyskać tej gęstości, tego aromatu, tej cremy.
Teraz ostatnio syn powiedział, że tego nie da się pić.
Jak Cię stać to kupuj.
-
hlary daj spokój z tymi twardymi prawdami. Trzy miesiące, dziesięć minut w PID-dzie ::), kawa jest ciekawsza niż tylko jedyniesłuszna droga.
-
Nie jestem wiatrakiem, abyś musiał ze mną walczyć Donkiszocie. Tu jest chyba forum o kawach ... jeśli się nie mylę. W innych sprawach możesz wejść na inne fora. Chłopak chce kawy jak we Włoszech to daję mu swoje doświadczenie. Myślisz co innego i dobrze. Napisz mu inaczej, ale nie musisz od razu z kogoś drwić.
-
Nie musi mieć śruby i płynnej regulacji.
Nie musi mieć śruby - to prawda. Ale płynną regulację owszem. W przypadku espresso i tak małej drobiny kawy jaka bierze udział w zaparzaniu, precyzja młyna jest fundamentalna. Każdy producent ma na płynną regulację inne rozwiązanie, ale to po prostu musi działać.
Po za tym to co napisałeś hlary, uważam za słuszne. W zależności od budżetu można wybrać coś na prawie każdą kieszeń. HX i PID może nie jest niezbędny, ale na pewno ułatwiają zabawę. Należy pamiętać, że przy domowych sprzętach często zastosowanie ma zasada: młynek > ekspres... Po za sprzętem "robotę robi" kawa, kawa, świeża kawa... :diabelek:
-
Nie jestem wiatrakiem
Nie zamierzam z Tobą walczyć, co najwyżej ze zbyt sztywnymi regułami gry w kawę. Te ziarenka są zbyt piękne w swej różnorodności żeby je tak sztywno w ramach zamykać.
-
To rozumiem i się zgadzam. Ale żeby to piękno ziarenek dostrzec trzeba najpierw poznać reguły. Po to by je potem łamać poszukując swoich smaków i radości kawy. Ty na pewno wiesz na czym polega espresso, ale nie każdy wie. Moi znajomi uważają, że to taka mała kawa. Nawet jedna koleżanka żony to się obraziła, że tak mało kawy jej podałem. Ja koledze podałem tylko kilka zasad, które sam musiałem zbierać na różnych forach. Np. na tym blogu : (www) arabean.pl/blog/#/page/4
-
Ale lepiej pić roczną, zmieloną tydzień temu, zalaną w szklance dobrą kawę, niż (s)paloną dwa tygodnie temu, mieloną na bieżąco, zaparzoną na pierwszoligowym sprzęcie, ale marną.
To co napisałeś, to nie kilka zasad, a kilka półprawd, na których rosną mity.
-
Ciekaw jestem ile czasu zajmie założycielowi wątku zmiana o 180 stopni opinii o kawach z południa Europy, po tym jak sam wciągnie się w temat "home barista", a trzeba przyznać, że droga jest JEDNOKIERUNKOWA i już nigdy we Włoszech kawa nie będzie jak przed laty ;)
To ostatni dzwonek z ostrzeżeniem, czy chcesz tego sam doświadczyć? Usiądź, pomyśl, czy chcesz sobie krzywdę zrobić? :ups:
-
Jaro, a ja w chwili obecnej testuję włoskie mieszanki na przemian z naszymi. Różnią się bardzo, ale na HX trzeba wszystkiego próbować, nasi najbardziej doświadczeni forumowicze próbowali wszystkiego. Ja niby też, ale zaczynałem od automatów i teraz odkrywam wszystko od nowa.
Kolend, wystarczy ci 1-grupowy HX aby poczuć włoskie klimaty. To dobrze, że interesują cię renomowane sprzęty, a nie jakieś delonghi czy saeco. Nie warto wchodzić w półśrodki. Większość z nas przeszła długą drogę. Ja zacząłem od automatu Jura, później jakaś kolba Zelmera trafiła się i automat Quickmill. Młynek dobry kupiłem wcześniej, ale zawsze brakowało mi na jakiegoś Rocketa. Pomyślałem sobie po co mam ciułać 5k zł na hx, chcę pić teraz dobrą kawę. No i okazało się ,że kolega Maciek posiada ekspresy Astoria CKE. Skusiłem się na niego to był strzał w 10. Dopiszę później, bo temat rzeka.
.
-
Jak wyżej kolega napisał.
Jedno grupowy hx plus młynek z żarnami płaskimi 64mm, to taki typowy standard.
-
Jeżeli mogę moje dwa grosze to u mnie wyglądało to tak.
Na forum pytałem, koledzy doradzali, odradzali. Ja wybrałem Oscara II. Jestem zadowolony. Kawa wychodzi moim zdaniem znakomita. Też były uwagi, że taka mała ilość kawy do wypicia. Byłem w restauracji włoskiej w Gdyni i zamówiłem cappucino i podali mi ponad 200 ml kawy. Na moje spostrzeżenia co do ilości usłyszałem, że to jest właściwa ilość dla cappucino a 150 ml kawy to flat white. Nasza znajomość oryginałów jest niska. Czasami w domu też jak robię dla gości to muszę powtórzyć porcję. Sumując pijemy teraz prakrycznie tylko cappucino 150 ml kawy i jesteśmy z jakości zadowoleni. spienianie mleka wychodzi w 95 % prawidłowo, crema wyglada też dobrze. Całość ozdabiamy mlekiem jak umiemy. Jestem zadowolony. Serdeczne pozdrowienia dla kolegów, którzy mi doradzali.
-
200ml cappu to chyba jeszcze nie zbrodnia.
-
Moja żona takie lubi najbardziej. W filiżance jumbo od Augusta, jak dostanie mniejsze zawsze zabiera dzbanek z resztą mleka i dolewa w miarę ubywania.
-
Ciekaw jestem ile czasu zajmie założycielowi wątku zmiana o 180 stopni opinii o kawach z południa Europy, po tym jak sam wciągnie się w temat "home barista", a trzeba przyznać, że droga jest JEDNOKIERUNKOWA i już nigdy we Włoszech kawa nie będzie jak przed laty
Zawsze mi kawa włoska smakowała. Ale jak się włosi dowiedzieli ze kupiłem sobie ekspres z młynkiem i nie piję ich lawazy zaczęli mi specjalnie serwować popłuczyny i już mi włoskie espresso ordzinali nie smakuje.
-
Przy 200 ml na capp no to nie radzę zabierać znajomych Włochów do takiej restauracji. Po co się wstydu najeść. To tak jakby jakiś Włoch zaprosił Was na "polskie gołąbki" i zaserwował kaszkę kuskus z baraniną zawiniętą w chińską kapustę. Może to i byłoby smaczne, ale dalekie od polskich gołąbków. Wiele lat temu najadłem się takiego wstydu przed przyjaciółmi z Włoch. Przyjechała cała rodzina i zaserwowałem im espresso z automatu Saeco Royal Cappuccino. teraz to widzę jak to było dalekie od espresso. To byla po prostu "mała czarna". Pierwsze dwie osoby wypiły te "polskie espresso", a następne już odmówiły.
Potem powiedzieli mi, że Polacy robią wspaniałą herbatę, ale kawę podłą. To była jakaś kawa z supermarketu.
Wtedy skończyłem z tym udawaniem espresso w polskim wydaniu.
Każdą, absolutnie każdą kawę: cappucino, latte, flat white, macchiato, mocha, marochino i inne TWORZY SIĘ NA BAZIE ESPRESSO.
I koniec. Chyba, że ktoś chce to niech serwuje polskie wymysły. Mogą być dobre, ale niech nie nazywa tych kaw znanymi w Świecie nazwami.
-
Hola, hola, o czym rozmawiamy? O 200ml cappu czy o podłym espresso z automatu? To dwie różne rzeczy.
Zaręczam Ci, że jeśli Włoch dostaje w Polsce 200ml cappu przyrządzone jak należy to skacze z radości i o te 50ml się nie czepia, a jak się czepia, to zamawia macchiato.
Można znacznie więcej zbrodni po drodze popełnić od podłego espresso zaczynając na przegrzanym mleku kończąc i tu pełna zgoda. Ale 200ml na poprawnym pojedynczym espresso z dobrze spienionym mlekiem, to nadal mimo wszystko jest całkiem przyzwoite cappu.
-
Wiele lat temu najadłem się takiego wstydu przed przyjaciółmi z Włoch. zaserwowałem im espresso z automatu Saeco Royal Cappuccino. teraz to widzę jak to było dalekie od espresso. Pierwsze dwie osoby wypiły te "polskie espresso", a następne już odmówiły. To była jakaś kawa z supermarketu.
tylko że kawa z marketówki zaserwowana przez automat trudno okreslić jako espresso, włoskie, polskie czy jakiekolwiek inne. W budżetowym automacie nie są spełnione najbardziej elementarne zasady parzenia espresso, ani temperatura, ani ciśnienie, ani czas, a czasem też pojemność. Oglądałem niedawno filmik z parzenia espresso na jakimś automacie Saeco - tamtejsze "espresso" miało jakieś 50ml i jego ekstrakcja trwała 8 sekund...
-
Choćbyś sypał najlepszą kawę, to z automatu espresso nie wyjdzie, nawet jako baza do kaw mlecznych jest marne.
W domowym automacie mam zasypane jakieś podłe ziarno z biedronki. Jutro już zasypię włoszczyznę, bo będzie bardziej wyrazista. Lepszych kaw szkoda, bo wolę spożytkować w kolbie.
-
Ja myślę, że większość osób nie przykłada uwagi do tego, jak przygotowuje kawę i właśnie dlatego pijąc kawę we Włoszech, włoską kawę uznają za wzór.
Nie zmienia to faktu, że w aeropresie za 100 zł, z dobrych ziaren, można łatwo zrobić lepszą kawę niż włoska i wystarczy stosunko niedrogi młynek.
Niestety ludzie tłumaczą sobie automatycznie, że muszą koniecznie kupić drogi ekspres, żeby robić dokładnie taką kawę jaką pili we Włoszech. Tymczasem ekspres ciśnieniowy nadaje się idealnie do kawiarni (szybko, trochę spektakularnie i dzięki drogiemu sprzętowi ludzie chętniej płacą kilkanaście złotych za kawę za złotówkę i mleko za 50 groszy). W domu nie jest ani szybko, bo zajęć wokół ekspresu sporo, ani spektakularnie (robiąc kawę po raz tysięczny tak samo), a co gorsza ludzie wykosztowują sie na ekspres, zeby potem pić słabą kawę.
Podsumowując, moim zdaniem, żeby pić dobrą kawę trzeba zainwestować w dobrą kawę, a nie w drogi ekspres.
-
żeby pić dobrą kawę trzeba zainwestować w dobrą kawę, a nie w drogi ekspres
Dobra kawa to nie zawsze znaczy espresso, a espresso "lubi" drogie zabawki...
-
Jesteśmy w temacie "włoskie espresso". Jeżeli założycie temat "sposoby parzenia kawy" lub "wyższość jednej metody nad drugą" to podyskutujemy. To kto będzie chciał będzie tam dyskutował. Ja się trzymam tematu. Jak espresso włoskie to są normy włoskie i "Istituto Nazionale Espresso Italiano", który pilnuje, aby ta nazwa dotyczyła określonego sposobu przygotowania kawy. Dlatego w tym temacie piszemy o włoskim espresso, a nie aero, "przelewowych", "po turecku" itp. Mnie na przykład w Izraelu bardzo smakowała kawa z tygielka z kardamonem przygotowana przez Palestyńczyków. Ale jakoś tak wolę espresso. I dlatego kupiłem młynek i ekspres do espresso. Jak będę wolał "po turecku" to kupię odpowiedni tygielek i nie badziewie udające "a la tygielek". Ale taki jaki powinien być. Miedziany, a nie stalowy czy inny. Jak mocca to też aluminiowa, a nie stalowa. Itp. itp. Diabeł tkwi w szczegółach, a te są ważne.
-
A Rosjanie to mieli też fajny sposób picia herbaty. Cukier w kostkach trzymali w zębach i popijali czajem z samowaru. Wiem, że niektórym by kawa też tak smakowała. Ziarenka do buzi. Dobrze pogryźć (prawie jak żarna - trzeba by mieć dobre trzonowe) i zapić wrzątkiem 82 C :lol2:
-
W domu nie jest ani szybko, bo zajęć wokół ekspresu sporo
Ty masz/miałeś w ogóle jakikolwiek ekspres?
-
W domu nie jest ani szybko, bo zajęć wokół ekspresu sporo
Ty masz/miałeś w ogóle jakikolwiek ekspres?
Tak, zgodnie z radami tu, Gaggie Classic z poprawnym sitkiem, z dyszą od Rancilio Siliva i przez dłuższy czas robiłem poprawne espresso i byłem z siebie dumny.
Do czasu aż kupiłem Aeropress i po kilku miesiącach zorientowałem sie, że właczam Gaggię tylko po to, żeby się nie zakamieniła.
Jak bym espresso nie znał, to bym się nie wypowiadał.
A zapomniałem. Też miałem poprawny tamper i prawidłowy kubełek na fusy, szmatki... Spory kawał blatu to zajmowało. Zważywszy na zero możliwej kreatywności i dowolności przy robieniu espresso, można powiedzieć, że byłem niewolnikiem espresso.
Piomic, Ty miałeś kiedyś Aeropress i czajnik z regulacją temperatury?
-
Mam, mam -- ale w domu nie używam bo szybciej jest z ekspresu. I smaczniej.
-
Mam, mam -- ale w domu nie używam bo szybciej jest z ekspresu. I smaczniej.
Cieszę się, że Ci smakuje.
Mi bardziej smakuje z aeropresu i z aeropresu mam szybciej;-)
-
Espresso to zdecydowanie najszybsza metoda parzenia kawy, przecież ekstrakcja trwa około 25 sekund :).
-
Nijak mi szybciej nie wychodzi. Mielenie 1:1, tamping i ekstrakcja razem max 40s, aero 40s wychodzi raczej kiepskie. Dziś robiłem wg przepisu Mistrza -- prawie dwie minuty ale było warto, prawie tak smaczna jak espresso. Argument smaku bym zrozumiał, szybkości nigdy.
-
Ale Wy tak na poważnie? przecież nie chodzi o czas ekstrakcji tylko ogół wszystkiego. To jeszcze zależy co kto z maszyną codziennie robi, ale jeśli liczyć wszystko, od rozgrzania po czyszczenie (brudnej bym na dłużej niż godzinę nie zostawił; zasypanego młyna też bym nie zostawił, a są tacy, którym to nie przeszkadza, wszystko jest względne), to na jedno espresso dziennie się nie opłaca w to wszystko bawić. Co innego jeśli w domu 4 osoby piją po 3 kawy dziennie, to wtedy ma to jakiś sens i wtedy czas na jedną kawę się skraca.
-
Ale ta dyskusja jest piękna i przyjemnie się ją czyta :). Niewątpliwie włoskie espresso to jest wdzięczny temat.
-
Na poważnie. Ekspresu nie rozgrzewam, od tego jest timer w gniazdku. Ciastko wybijam jak robię następną kawę. Backflush, nawet ten z chemią, nie zajmuje więcej niż 10 minut już z szorowaniem kolby -- aero też się myje. No i bez jaj żebym na noc młynek opróżniał. A nawet jeśli to robiłbym to bez względu na metodę przyrządzania.
-
Ale ta dyskusja jest piękna i przyjemnie się ją czyta . Niewątpliwie włoskie espresso to jest wdzięczny temat.
no taki entertaimentowy ;) hihi
-
Na poważnie. Ekspresu nie rozgrzewam, od tego jest timer w gniazdku. Ciastko wybijam jak robię następną kawę. Backflush, nawet ten z chemią, nie zajmuje więcej niż 10 minut już z szorowaniem kolby -- aero też się myje. No i bez jaj żebym na noc młynek opróżniał. A nawet jeśli to robiłbym to bez względu na metodę przyrządzania.
Ciastko trzymasz w kolbie ale chyba nie zaciagnieta kolba tak jak do ekstrakcji?
Ale ta dyskusja jest piękna i przyjemnie się ją czyta . Niewątpliwie włoskie espresso to jest wdzięczny temat.
no taki entertaimentowy ;) hihi
-
Ciastko wybijam jak robię następną kawę.
Jak pisałem, mamy różne standardy czystości. Ja bym tak maszyny nie zostawił.
Ale każdemu wedle upodobań.
Na szczęście nie muszę pić kawy jak nie mam czasu z nią przysiąść, ale jeśli mam pociągnąć wątek timerów, to ekspres przelewowy z timerem daje mi kawę z rana w 0s. Zalanie i zasypanie na wieczór ~minuta? To są głupie licytacje, każdy powinien to sobie sam rozważyć.
-
Oczywiście masz rację. Odniosłem się do posta zestawiającego espresso z alternatywami pod względem szybkości. Jak już pisałem: argument smaku przyjmuję (przecież o to chodzi), sybkości nie.
@manfred - tak, zapiętą. A czemu nie? Uszczelka się szybciej zużyje? No to się zużyje, wymienię.
-
@manfred - tak, zapiętą. A czemu nie? Uszczelka się szybciej zużyje? No to się zużyje, wymienię.
Pytam bo nie wiedziałem, że tak się praktykuje.
-
Też nie wiem, ja tak robię ale czy to jest poprawnie nieszczególnie mnie interesuje. Oczywiście opróżniam na noc lub kiedy dłużej nie będę używał bo np. wszyscy wychodzą z domu. Zwykle między kawami nie stoi dłużej niż 2h (żona pracuje w domu) więc IMHO nie ma sensu klekotać kolbą. Za to chemię do backflusha daję co 2-3 dni zamiast raz w tygodniu.
PS. Właśnie zepsułem ekstrakcję. Konga wymaga wyraźnie grubszego mielenia i prawie zatkała ekspres, w 40s z podwójnego nakapało jakieś 20ml znaczy doppio ultra-ristretto. Ciekawy smak.
-
Fusy w zapiętej kolbie zawsze służą stabilizacji termicznej. Wchłaniają też wodę kapiącą z grupy... PF bez fusów należy zwykle osuszyć przed upakowaniem kolejnej porcji kawy.
-
A tego nie wiedziałem. Ale rzeczywiście po odpięciu pustego sitko muszę wycierać z kondensacji.
-
sybkości nie
Czyli 0s. z przelewu na timerze to nadal za długo? ;)
Zwykle między kawami nie stoi dłużej niż 2h (żona pracuje w domu
I to jest sedno sensu. W takiej sytuacji absolutnie rozumiem.
Fusy w zapiętej kolbie zawsze służą stabilizacji termicznej.
To jest ponoć jedna strona medalu. A drugą jest, że ponoć po 45 minutach olejki kawowe zaczynają jełczeć.
PF bez fusów należy zwykle osuszyć przed upakowaniem kolejnej porcji kawy.
To na szczęście nie trwa dłużej niż 2-3s. A wszystko lśni i błyszczy :)
-
sybkości nie
Czyli 0s. z przelewu na timerze to nadal za długo? ;)
Byłoby krótko gdyby dotyczyło każdej kawy, nie tylko tej pierwszej do śniadania.
To jest właśnie najlepsze, że każdy może dobrać metodę która najlepiej mu pasuje.
-
A pewnie. :szampan: I jeszcze to, że każdą metodę można sobie ułatwić, przyspieszyć.
-
ekspres przelewowy z timerem daje mi kawę z rana w 0s. Zalanie i zasypanie na wieczór ~minuta? To są głupie licytacje, każdy powinien to sobie sam rozważyć.
Ale przelewasz filtr i zostawiasz kawę, która przez noc sobie moknie, czy robisz bez przepłukiwania filtra? I jak to wygląda jeśli chodzi o róznicę w smaku?
Przepraszam, że nie w temacie, ale wątek wyewoluował trochę :P
-
W temacie nie na temat pisałem już, że na szczęście nie muszę, a zatem nie robię nic takiego. Nawet timera nie mam. Gdybym jednak miał tak robić, to domyślam się, że nieprzelany filtr zrobi tu mniejszą szkodę niż powolna preinfuzja przez kilka godzin.
Poza tym zastanówmy się, jeśli ktoś wstaje rano na tyle wcześniej aby zdążyć się ubrać, zęby umyć, ba, może nawet coś zjeść, to jeśli po wstaniu odpali młynek z nasypaną tam porcją kawy (1s.), przeleje wodą z kranu filtr (4s.) i wrzuci tę kawę w filtr (4s.), to zanim wykona powyższe czynności kawa będzie gotowa.