Temat niniejszego wątku jest po prostu piękny i pociągający

. To co napisałem wcześniej o własnych kłopotach z espresso przypomina dzisiątki rozmów z "nieszczęśliwymi" posiadaczami ekspresów ciśnieniowych. Niedawno parę razy rozmawiałem z kimś, kto stał się posiadaczem GS/3 La Marzocco i jakiegoś "wypasionego" młynka. Z rozmów wynikało, że ów posiadacz najlepszych maszyn nie potrafi z nich skorzystać i uzyskać pięknego espresso... Sprawa pięknego espresso jest zarazem prosta i trudna

.
Wczoraj utyskiwałem na La Cimbali Liberty, a dziś popijam naprawdę smaczne espresso z tegoż ekspresiku. Jak to się stało? Ano metodą prób i błędów, a trochę też przez przypadek. Gdy po raz któryś dolałem wody do bojlera i zakręciłem go szczelnie, nie wypuszczałem pary w trakcie dalszej pracy. Ponieważ maszyna ma prawdziwy pressostat, to wobec braku zaworka antydepresyjnego temperatura wody nie była za bardzo wysoka, a w bojlerze nie było de facto pary. Zaparzyłem kawę taką "zimną" wodą... Okazało się pyszne

. A zatem do zaparzania kawy, ciśnienie wskazywane przez manometr w takiej maszynie powinno być minimalne, ok. 0,1bar. Kolejne próby to potwierdziły. Na początku ekstrakcji parę razy napinam też sprężynę i w ten sposób dodaję więcej wody do tłoka. Teraz popijam Kolumbię paloną 4 stycznia! Crema fajna, smak piękny

. Niesamowite.
Jaki był mój błąd? Otóż zaparzałem kawę w trybie "parowym". Woda była gorąca, ciśnienie wody uderzało w kawę, kawa wychodziła za gorąca, a crema znikała w oczach... Chciałem już ten ekspresik wykopać za okno

. Zamontuję mu jakiś termometr i wezmę na wakacje

.