Witaj Poe!
Twój tekst jest bardzo dyskusyjny, ale jak wiesz ja już taki jestem, że się czepiam.
On niesie potencjalne niebezpieczeństwo samozadowolenia, że pewne zachowanie daje poczucie kontroli nad tym co wkładamy do ust.
Przykłady:
1. Pomidor może i od baby, ale może i z tej samej przemysłowej sadzonki holenderskiej, pryskany, bo nikt nie będzie ryzykował zarazy, albo przywieziony z giełdy.
2. Piwo, owszem receptura tradycyjna, ale zabita w butelce, bo inaczej to piwo długo nie pociągnie.
3. Mięsko z kurczaczka swobodnie spacerowało. Tyle że mięsko po wykluciu dostało kilka szczepionek, aby zdążyło podrosnąć.
4. Warzywko poleżało trochę w piwnicy, doszło do siebie. Bo nikt nie pojedzie do miasta z jedną skrzynką papryki.
5. Mała masarnia ma małe maszynki, ale technologia podobna. Zapytaj się sprzedawczyń, czemu nie lubią otwierać nowych torebek z ekologiczną wędlinką.
Generalnie zgadzam się z tezą, że powinniśmy starać się zdrowo odżywiać. Powinniśmy przynajmniej potrafić odróżnić kapustę kiszoną od kwaszonej, ale nie wg modnego obecnie i wprowadzającego w błąd podziału. Babcia mówiła, że ogórki się kisi zaś kapustę kwasi!
Moja rada. Szukaj zdrowia tam gdzie masz większe możliwości. Zrób sam sok z malin na zimę. Zalej truskawki syropem. Spróbuj 'zawekować' paprykę. Konfitury ze śliwek nie smaży się tydzień, wbrew temu co piszą. Kupny jogurt ale z własnymi jagodami będzie znacznie lepszy niż te smakowe pseudo produkty, choćby kupione w eko sklepach. Zrobienie jagód na zimę, to chwila moment.
'Wiejskie pomidorki', na kanapce to naprawdę tylko modne hasło, ale możesz z nich zrobić już koncentrat. Będzie tylko mniej wyrazistszy od sklepowych past.