Nie wiem jak tam Polish Hoarse...

Zawsze można zredukować goryczkę i jest to najłatwiejsze zadanie w kawowym fachu

. Zwykle polega to na zmniejszeniu temperatury zaparzania.
Od pewnego czasu mam na biurku maleńką dźwignię ze sprężyną, "nie byle jaką" bo La Cimbali. Pierwsze moje szoty były spektakularnie niedobre, gorące, gorzkie, niezrównoważone i w dodatku crema była ledwo zarysowana, znikała w oczach. A kawy przecież były świeże. By uzyskać coś, co przypominało rasowe espresso o gładkiej, elastycznej cremie, trzeba było zdecydowanie obniżyć temperaturę zaparzania a także ograniczyć działanie ciśnienia w początkowej fazie zaparzania. O dziwo ciśnienie pary zamkniętego bojlerka tak mocno wtłaczało wodę do cylindra a potem do coffee cake'a, że kanałów w wąskim sitku cymbałka nie brakowało.
Maszyna z grupą E61 i manualną dźwigienką, z HX-em nastrojonym na niewielką temperaturę zaparzania ok. 80-84 stopni (ogranicznik przepływu w termosyfonie 2-2,5mm) bez większego wysiłku daje pyszne espresso nawet z jasnych singli. Z małym Cymbałkiem tak prosto nie jest, bo jest on bardzo gorący, jak jego więksi bracia.