Zwykle tylko przeglądam Forum, ale ponieważ od sześciu tygodni intensywnie zajmuję się tym młynkiem (najpierw w teorii, potem także w praktyce), postanowiłem podzielić się spostrzeżeniami i doświadczeniami.
„Siódemka” znalazła się w orbicie mojego zainteresowania praktycznie odkąd Baratza ogłosiła, że taki młynek wprowadzi, czyli jakoś od roku. Los mojej Gagii MDF (przerobionej na bezstopniową metodą „na silikonową podkładkę”, bez używania teflonowej taśmy) wydawał się przesądzony, może nawet nie tyle w wyniku realnego zużycia, chociaż miałem ją od wielu lat, ale głównie dlatego, że chciałem wejść na trochę wyższy poziom, jeśli chodzi o jakość i ergonomię. O tym jak doniosłym wynalazkiem jest precyzyjna waga przekonałem się najpierw w kuchni i przy okazji pielęgnowania hobby piekarskiego, przeniesienie tych doświadczeń do espresso było krokiem naturalnym i otwierającym zupełnie nowy rozdział, jeśli chodzi o świadomość tego, co się robi i przede wszystkim powtarzalność. Stąd naturalnym następcą MDF wydawał się przez pewien czas Vario-W, ale pojawienie się w zapowiedziach Sette kazało mi się wstrzymać z decyzją. Co parę tygodni sprawdzałem „czy to już”, jak wiadomo wprowadzenie młynka na rynek znacznie się opóźniło, ale w końcu w połowie stycznia klamka zapadła, w czym wybitnie pomogła promocyjna, niższa, niż się spodziewałem, cena.
Czekając na dostawę nie próżnowałem i w ciągu dwóch tygodni przeczytałem chyba wszystko, co na temat tego młynka zostało napisane w języku Shakespeare’a, wysłuchałem podcastu, w którym pojawił się Kyle Anderson, przejrzałem wszystkie możliwe filmy mniej czy bardziej promocyjne (chociaż strasznie mnie wkurzają produkcje spod znaku seattlecoffeegear i podobne).
Oczekiwania miałem - jak to zwykle w takich przypadkach bywa - spore, nawet kiedy się człowiek próbuje hamować, to śnią mu się po nocach zjawiskowe szoty, nigdy przedtem niedoznane smaki, słodycze i wytrawności. Prócz aspektów smakowych liczyłem też na rewolucyjną zmianę w samym rytuale: plan był taki, że będę dozował bezpośrednio do 54 mm portafiltra mojego Infusera, którego podwójne sitko najbardziej lubi dawkę zbliżoną do 17 g. Jako zdecydowany zwolennik przetrzymywania ziaren w warunkach ogólnie mówiąc chłodniczych, w przypadku MDF-a z pewną rezygnacją od lat stosowałem dozowanie pojedyncze, mając świadomość związanych z tym ograniczeń. W Sette odpowiadała mi więc niska retencja oraz możliwość łatwego opróżnienia hoppera (jest polski termin na to? sugerowana przez słownik zsypnia wydaje mi się potwornie niepraktyczna, chociaż w gruncie rzeczy oddaje dobrze sens).
Nadszedł wreszcie długo oczekiwany dzień, charakterystyczne pudełko z Coffeedesku odkryło swą zawartość (inne pudełko, już mniej charakterystyczne). W kuchni czekał wylizany pięknie blat i paczka tanich, czarnych jak smoła ziaren z Lidla, które miały służyć do przetarcia młynka i których prochy można było wyrzucić bez szacunku i żalu. Jeszcze przed zasypaniem ziaren i uruchomieniem młynka nastąpiła pierwsza konfrontacja wyobrażeń z realiami, która wypadła ambiwalentnie: w naturze Siódemka wydała mi się dużo bardziej kompaktowa, niż oczekiwałem, a równocześnie cięższa, niż myślałem (pewnie pod wpływem licznych doniesień, że młynek jest za lekki). Estetycznie bez cudów, nie jest to szczyt wzornictwa przemysłowego. O tyle szkoda, że sam kształt i projekt wydaje się niezły i stwarza pole do popisu, ale trochę rzuca się w oczy brak dbałości o detale i jakość użytych materiałów. Interfejs jest toporny, jakoś nigdy do mnie nie przemawiają projekty, w których umieszcza się rzędem kilka identycznych przycisków, od linijki lub siekiery - bez odrobiny refleksji nad tym, jak ktoś będzie z takiego interfejsu korzystał, jaka jest ludzka natura, których przycisków używa się częściej, a których rzadziej, co jest łatwo zrobić jedną ręką, a co wymaga dwóch itp. itd. Tej odrobiny wyrafinowania trochę mi brak i to była jedna z pierwszych refleksji (chociaż oczywiście mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać). Odrobina kreatywności zawsze ma sens, a tu jej zabrakło.
Pierwsze godziny wspólnej zabawy z Siódemką były trudne i nie wspominam ich zbyt dobrze. Nie chcę się zbytnio rozpisywać, ale ogólnie wrażenia były bardzo na nie. Po początkowym sukcesie w tej dziedzinie, natrafiłem na dramatyczne problemy z dokładnością ważenia i właściwie dopiero po kilku dniach zapanowałem na tym elementem (z epizodami recydywy). Jeśli kogoś interesuje ten wątek, to mogę rozwinąć (w skrócie najważniejsza informacja jest taka, że dokładne, powtarzalne ważenie wymaga, by w hopperze było przynajmniej kilka centymetrów ziaren).
Przede wszystkim jednak bardzo szybko okazało się, że nie ma mowy o planowanym dozowaniu do 54 mm portafiltra. Po pierwsze, przy takiej średnicy, znaczna część zmielonej kawy lądowała gdzieś obok sitka - straszny bałagan się robił. Po drugie, mocowanie praktycznie uniemożliwia ułożenie portafiltra tak, by środek sitka wypadał koncentrycznie ze strumieniem odrzutowym zmielonej kawy. Po trzecie wreszcie (i najważniejsze) sitko o mniejszej średnicy jest nieco wyższe i nie ma takiej możliwości, żeby dozować 17 (czy nawet 16g.) kawy tak, by tworzący się kopczyk nie sięgnął wylotu młynka (czego, jak Baratza ostrzega, należy stanowczo unikać). Nie potrafię zrozumieć czemu mocowanie portafiltra musi być aż tak wysoko umieszczone - pewnie niełatwo było znaleźć balans między wymaganiami dot. środka ciężkości, stabilności wagi i samym mechanizmem, ale chyba kompromis z tym związany poszedł za daleko. Zupełnie nie wiem jakim cudem niektórzy twierdzą, że bez problemów dozują do portafiltrów jeszcze mniejszych, niż mój. Po kilku godzinach nierównej walki uznałem, że dalej to nie ma sensu i przeszedłem na dozowanie do dostarczanego z młynkiem pojemnika. Przeprosiłem się z metodą na kubeczek po jogurcie z obciętym dnem. Sette mieli do plastikowego pojemnika zważoną porcję, a potem to jest przesypywane przez ten jogurtowy lejek. Mniej elegancko, niż się spodziewałem, ale przynajmniej dystrybucja jest świetna dzięki temu.
Bestia jest szybka, jak Kubica na Monzy, czego się oczywiście spodziewałem i co wszyscy niesłychanie wychwalają, ale przyznaję, że przez pierwsze dni chętnie oddałbym część tej szybkości, a to dlatego, że za jej sprawą regulacje mielenia stają się cholernie kosztowne, jeśli chcemy (a rzecz jasna chcemy) przeprowadzać je tylko na młynku w ruchu. Zmiana makro ustawień często wymaga użycia dwóch rąk, przy okazji nieraz ruszy się też pierścień mikro. Początkowo ciężko mi było zmienić nastawy nie marnując mniej, niż ze 20 g cennego surowca. Potem trochę się człowiek przyzwyczaja, ale przy większych zmianach w sumie chyba lepiej opróżnić zsyp, włączyć młynek i regulować już na jałowym biegu. Pewnie technicznie byłoby to trudne do zrobienia i kosztowne, ale aż się prosi w tym młynku osobny tryb prędkości do regulacji i rozruchu (przydałby się także i wtedy, kiedy coś poszło nie tak, zamiast zadanych 17 g. wyszło po ważeniu np. 15.3 i trzeba precyzyjnie ręcznie domleć resztę), a osobny full speed na codzienne przemiały. Kiedy wszystko działa jak należy, to oczywiście miło, że kawa jest zmielona w kilka sekund, ale chyba gdybym miał wybierać, oddałbym część tej prędkości w zamian za mniej problemów z regulacją.
Dosyć szybko okazało się, że po stronie drobnego mielenia błyskawicznie docieramy do ściany - już następnego dnia po dostawie montowałem jedną z dostarczonych podkładek. Obecnie poruszam się w okolicach piątki na pierścieniu makro, ale bez tej modyfikacji przy niektórych kawach jedynka była jedyną opcją.
Jak na produkt, którego premierę tak długo przekładano, niespecjalnie dobre wrażenie robi na mnie sam firmware. Jeśli się tylko naciska dawkę i start, to jest ok, ale przy jakichś bardziej skomplikowanych operacjach (zwykle, kiedy próbowałem domleć brakującą dawkę), młynek potrafi nagle zabuczeć i zrestartować system (co trwa kilka sekund). Na anglojęzycznych forach krążą wstrząsające historie o tym, jak to Siódemka potrafiła się sama rano uruchomić albo jak nie potrafiła się zatrzymać i niosła jak spłoszony koń, tratując co popadło (w tym zwykle żywot silnika). Na szczęście takich sensacji nie miałem, ale pewna taka niepewność zostaje, kiedy soft nie zawsze robi to, czego się człowiek spodziewa. Nie wiem czy będzie istnieć jakaś metoda, żeby w przyszłości aktualizować firmware, bo mam wrażenie, że młynek mógłby trochę zyskać, jeśli by ktoś popracował trochę nad odpluskwieniem softu.
Padały tu pytania dotyczące aplikacji dla systemu iOS, którą robi Acaia. Baratza składa tu pewne obietnice, które są na wyrost i jak na razie bez pokrycia. Potwierdzam, że komunikacja z Sette jest możliwa wyłącznie przez program Brewbar, który jest dostępny wyłącznie na iPada (przyznam, że nie wiem czemu, skoro Acaia ma już swoje aplikacji działające na iPhonie). Przydatność tego narzędzia jest jednak solidnie ograniczona, zwłaszcza przy espresso. Młynek łączy się z iPadem, to fakt, i w lewym górnym rogu wielkiego, do niczego niepotrzebnego ekranu tejże aplikacji mamy odczyt wagi. To jest o tyle przydatne, że pozwala diagnozować różne problemy z jej stabilnością. Czyli włączam młynek, otwieram Brewbara i na tym obszarze wielkości przerośniętego znaczka pocztowego pojawia mi się odczyt 0.0. Część problemów z ważeniem wynika z niestabilnego lub niewypoziomowanego ustawienia młynka na blacie, więc przy diagnozowaniu tych kłopotów używałem tej funkcji. Włączałem młynek, wieszałem pojemnik do obioru zmielonej kawy i tarowalem (robi się to za pomocą wciśnięcia i przytrzymania przycisku stop). Jeśli teraz zdejmowałem pojemnik z widełek, to mogłem sprawdzić, czy pomiar jest OK, bo w aplikacji pojawia się odczyt ujemny, który można zweryfikować za pomocą zważenia kubka na wadze zewnętrznej. To się czasem faktycznie przydaje. Aplikacja sumuje też ilość sesji i wagi poprzednich przemiałów, ale… tylko do momentu, kiedy nie straci połączenia z młynkiem. Jako, że iPad oszczędza baterię i usypia się sam, do takiego rozłączenia dochodzi praktycznie ciągle, a jak się obudzi iPada, to odczytów nie ma i jedynym sposobem jest ponowne połączenie albo poprzez restart aplikacji Brewbar albo restart młynka (czasem pomaga przetarowanie, ale generalnie jest to kapryśne, jak każdy bluetooth). Nie udało mi się nigdzie znaleźć zbiorczych liczników pracy młynka, o której Baratza wspomina na swojej stronie. Cala aplikacja jest też dla mnie kompletnie nieprzydatna, jako że nie korzystam z metod alternatywnych, poza aeropressem. Aż się prosi, żeby dołożyć do niej możliwość zapisu poszczególnych ważeń, dokładając (ręcznie lub z innych urządzeń) dane dot. wagi uzyskanego napoju czy mocy naparu zmierzonej refraktometrem, co pozwoliłoby tworzyć przepisy dla poszczególnych mieszanek, śledzić wykresy itp. Korespondowałem w tej (i innych sprawach z Acaią). Odpisali mi dosyć zdawkowo, że:
1. Obecnie połączenie między młynkiem i aplikacją jest w jedną stronę i jest w fazie beta (co trochę kłóci się z zasadami Apple AppStore, ale to zostawmy).
2. Aplikacja może odczytać wagę zmielonej kawy i zaimportować te dane do „brewing print”, a także podać liczbę cykli mielenia i zagregowaną zmieloną dawkę dziennie (to ostatnie to częściowa prawda, bo te dane przepadają za każdym razem, kiedy połącznie między iPadem, a Sette zostanie przerwane, a to się dzieje samo po kilku minutach, chyba, że ktoś cały czas coś robi w tej aplikacji, ale nie nie ma w niej co robić tak naprawdę).
3. Na moje pytanie o espresso odpisali, że obecnie ta aplikacja nie jest przystosowana do tej metody, może kiedyś coś zrobią, ale nie obiecują, bo mają inną aplikację Brewmaster (czemu jej nie połączą z Sette - nie wiem). Tyle. Nie za wiele. Najbardziej brakuje mi generalnego licznika i logowania poszczególnych mieleń - miałem nadzieję na taką młynkowo-kawową buchalterię w prezencie. Co się tyczy statusu beta - powinien chyba oznaczać, że ktoś coś intensywnie testuje i poprawia, ale sytuacja jest stabilna jak woda w zmrożonym stawie. Ostatnia aktualizacja była 21 grudnia 2016, od tego czasu zapadła cisza na morzu.
Podsumowując - Brewbar przydaje się przy diagnozowaniu problemów z wagą, można sprawdzić czy się taruje prawidłowo. Być może jeśli ktoś korzysta z Kality lub Chemexa, to można z tego narzędzia wycisnąć więcej - można tam tworzyć różne profile parzenia i coś sobie zapisywać (te dwie konkretne metody są tam uwzględnione). Nie rozumiem jednak sensu, skoro wszyscy od roku zgodnie twierdzą, że Sette jest przede wszystkim świetne do espresso, a do pozostałych metod to różnie (a Baratza testuje w Stanach osobne żarna do grubszych przemiałów). Wygląda to na spory brak koordynacji między Baratzą i Acaią - i nie zdziwię się za bardzo, jak cały projekt umrze za chwilę śmiercią cichą, a przedwczesną.
Jak już ktoś wspominał, na forum Home Barista w tej chwili na tapecie jest przede wszystkim kwestia retencji. Okazuje się (co potwierdzam), że przy każdym przemiale młynek magazynuje około 1.5 grama kawy w plastikowym wylocie dyszy. Podczas mielenia Siódemka wygląda trochę jak silnik odrzutowy - wylatująca z niego kawa przypomina strumień rozgrzanego gazu (wygląda to spektakularnie). Problem w tym, że kiedy silnik się zatrzymuje, sama grawitacja nie wystarcza i mała porcja zmielonej kawy zostaje w tej dyszy wylotowej, która (prawd. z powodów konstrukcyjnych) ma rodzaj żebrowania. Czy 1.5 grama to dużo czy mało - nie wiem, ale jeśli ktoś się spodziewa zerowej retencji, to spotka go rozczarowanie. Prawdziwi puryści, osoby cierpiące na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i wszyscy, których zje świadomość, że nie parzą wyłącznie i tylko absolutnie świeżo mielonej przed sekundą kawy, muszą się liczyć z koniecznością przemielenia dodatkowo ok. 2 gramów do śmieci, żeby mieć pewność, że piją wyłącznie extra vergine z pierwszego mielenia na zimno.
Strasznie się rozpisałem, więc chyba pora kończyć. Ku mojemu zaskoczeniu wyszły same narzekania, co jest o tyle dziwne, że niekoniecznie oddaje to, co na temat Siódemki sądzę. Dziwna ta ludzka natura. O problemach pisze się łatwiej.
Za tę cenę, to jest naprawdę dobry młynek o dosyć rewolucyjnej konstrukcji. Na dłuższą metę robi to, czego się od niego oczekuje, robi to cholernie szybko i ze znakomitym efektem. Jak dla mnie największy problem tej zabawki polega na tym, że zbudowano wokół niej zbyt wiele oczekiwań i nadziei. Mam wrażenie, że nie wszystkie ambitne plany udało się zrealizować, ale zamiast wrócić do deski kreślarskiej (CAD-ziarskiej?), ktoś uznał, że lepiej wcisnąć gaz do deski i jakoś to będzie. Dodatkowo ten projekt podkreśla kompletne bankructwo procesu publicznego testowania nowych produktów przez ekspertów, wpływowych postaci ze świata kawowych forów czy wybranych sprzedawców. Ci ludzie mieli te młynki od miesięcy, ale uważna lektura ich tekstów niewiele daje pojęcia o tym, jak w praktyce zachowa się młynek na naszym kuchennym blacie. Częściowo to może wynikać z jakiejś tam korupcji, ale odnoszę wrażenie, że bardziej z braku rzetelnego warsztatu testera, rzeczowego podejścia do testów i serca do zajmowania się jakimś tam młynkiem za 500 dolców. Mam też wrażenie, że tego typu ludzie jak Mark Prince po prostu są na zupełnie innym etapie kawowej przygody i Sette to nie ich segment. Większość ludzi, którzy dostała ten młynek do testów, na co dzień korzysta ze sprzętu zupełnie innej klasy, przed którym stawia się inne oczekiwania. Jak ktoś podróżuje na co dzień Rolls-Roycem, to jest ostatnią osobą, która by się nadawała do rzeczowych testów i wydania opinii na temat ekonomicznych aut miejskich, bo zwyczajnie nie wie na co patrzeć i co sprawdzać, nie rozumie kontekstu, w jakim potencjalny odbiorca takiego auta będzie potem próbował z niego korzystać.
Nie mogę zrozumieć jak można się podpisać pod recenzją takiego młynka bez wykonania porządnych prób na kilkunastu różnych portafiltrach, bez szczegółowych pomiarów retencji itp. itd. Tyle było bicia piany na temat Sette przez ostatni rok, a niewiele z tego wynikło, ani dla udoskonalenia samej konstrukcji ani dla lepszego poinformowania potencjalnych klientów czego się spodziewać. Wiem oczywiście, że wprowadzono pewne zmiany (nowe widełki, podkładki w zestawie itp), ale to tylko pogłębiło mylne wrażenie, że wszystkie problemy dziecięcego wieku zostały już skutecznie rozwiązane.
Pozdrawiam wszystkich miłośników Sette i także tych, którzy się zastanawiają nad zakupem. Proszę absolutnie nie odbierać tego tekstu tak, że nie warto.