A niech tam, włączę się po wielu latach milczenia w ten ciekawy wątek. Nie to, żebym tam był jakimś znawcą, ale trochę różnych kaw przez te lata zaparzyłem, choć w sumie na ograniczonej liczbie sprzętów, więc doświadczenie raczej słabe, stąd mam wrażenie, że straciłem całkiem dużo czasu na poszukiwanie tego idealnego espresso. Niemniej z dotychczasowych doświadczeń:
- często gdy zaparzałem espresso dla wielu osób i w przypadku gdy się nie wstrzeliłem, to mimo to, że wszyscy smakowali dokładnie ten sam napar, to jedni twierdzili że jest zbyt gorzki, a inni że zbyt kwaśny. Co więcej czasami sam miałem problem, żeby określić w którą stronę kręcić młynkiem. Dlatego rozumiem początkujących, że nie jest łatwo na podstawie wytycznych próbować coś poprawić, skoro wytyczne nie są ustandaryzowane - skoro można pomylić smak gorzki z kwaśnym.
- czasem gdy miałem wrażenie, że to właśnie to - czyli zbalansowany napar, nic nie gryzie nie drapie, czuję słodycze i karmele trochę kwiatów i owoców, na co inni - dolej synku trochę wody bo za mocna ta kawa.
Niestety moje raczej kiepskie doświadczenia, gdzie dobre espresso wychodziło mi tak w 2/3 przypadków a może i mniej, spowodowały, że więcej robiłem kaw mlecznych, gdzie drobna niedoskonałość uchodziła jednak płazem. To jednak nadal nie dawało mi to spokoju, bo każdy wyjazd do Włoch, utwierdzał mnie w przekonaniu, że jednak da się zrobić bardzo dobre espresso nawet na zwykłej stacji benzynowej.
Zacząłem szukać przyczyn w braku techniki, mieszałem w sitku, ważyłem każda dozę, mierzyłem temperatury wody przepływające przez mojego HXa, wymieniałem żarna w młynku, ważyłem każdą ekstrakcję, w końcu się poddałem i espresso robiłem bardzo sporadycznie.
Az nadszedł ten moment, gdy mój ekspres wyzionął ducha - w końcu po 12 latach szlag trafił łożysko pompy i jakimś cudem równocześnie silnik stracił moc. Próbowałem to reanimować, ale bez powodzenia - przy okazji totalnie zepsułem pompę. Pojawiła się okazja, do wymiany maszyny, zapadła decyzja i stało się.
Od 5ciu dni nie mogę się nadziwić, jak bardzo duże znaczenie ma stabilnie działający ekspres. Owszem, cały jeden dzień zszedł mi na regulację młynka i w tym czasie wylałem prawie pół kilograma ziaren kawy, ale gdy w końcu się wstrzeliłem, okazało się że każde następne espresso jest takie samo. A niedoceniany młynek, za każdym razem mieli tak samo. Owszem dziś musiałem lekko dostosować przemiał, do zmiany jakiegoś parametru - jeszcze nie wiem, może temperatura otoczenia, wilgotność, co bądź - ale po przestawieniu, znowu każde espresso jest takie samo - zbalansowane, dużo słodyczy, już nawet domownicy doceniają.
Strasznie mnie to koniec końców rozbiło - tyle lat prób, efekty w sumie jakieś tam były, ale z tą powtarzalnością, to jednak był dramat.
Na ten moment, mam wrażenie, że niestety sprzęt ma ogromne znaczenie, a najciekawsze jest to, że te drobne niuanse, jak mieszanie w sitku, kształt tampera czy zraszanie ziaren wodą przed zmieleniem, to takie działania, które liczą się dopiero jak dotrzemy do pewnej stabilności.
Być może faktycznie, zamiast marnować czas, trzeba zainwestować w jakiś kurs, nauczyć się na czym polega parzenie idealnego espresso na dobrej maszynie, żeby nie tracić czasu na półśrodki i mieć wyczucie do czego dążyć. Najgorsze jest to, że przez to moje marne doświadczenie, nie jestem w stanie nic doradzić jak najtaniej osiągnąć sukces parzenia idealnego espresso. No i w sumie te 12 lat temu jak kupowałem mojego nie tak taniego HXa, to liczyłem na to, że teraz będzie już z górki.
Czy ktoś ma podobne doświadczenia? Czy może jednak jest jakaś droga na skróty?