forum.wszystkookawie.pl
Opinie, testy i porównania => Alternatywne urządzenia do parzenia kawy => Wątek zaczęty przez: Spinacz w 06 Listopad 2013, 11:04:51
-
Znaczna część z nas eksperymentuje z metodami alternatywnymi - jedni od nich zaczęli, inni "dojrzeli" ;) Metod tych jest naprawdę sporo a każda oferuje nieco inne doznania, podkreśla inne cechy naparu. Mi obecnie najbardziej na sercu leżą tygielek i drip. Ten pierwszy za szybkość przygotowania i za to, że mocno odstaje od innych, zaś drugi z uwagi na bukiet doznań. A które Wy najbardziej lubicie? Może stworzyć do tego tematu jakąś ankietę?
-
Ankietę jak najbardziej. Ale warto w niej zaznaczyć, co kto tam posiada. Bo trudno lubić/pić napar na przykład z syfonu, jeżeli nie ma go w pod ręką.
A co do ulubionych alternatywnych, to dla mnie jest to dripper i aeropress, taki chleb codzienny, można powiedzieć. Raz czy dwa razy w tygodniu Chemex, i od czasu do czasu phin. Syfon tylko się kurzy razem z French Pressem i kawiarką.
Ps. Zapomniałem o tygielku, ale rzadko po niego sięgam.
-
Z metod alternatywnych największą popularnością cieszy się u mnie zalewajka ;) na drugim miejscu tygielek, ale po przerobieniu kg kawy jasno palonej jak w Grecji, odpoczywa, chociaż niedługo znowu go wyciągnę, bo po tej greckiej kawie, otworzyłem Rio Minas to coś wspaniałego. Rzadziej używam aeropresu.
-
Nie jestem wstanie odpowiedzieć na to pytanie. Dla mnie ten cały świat tzw. alternatyw to jedna wielka niekończąca się opowieść i za to ten całokształt lubię, że mogę eksperymentować i na wiele sposobów wyciągać z kawy wiele różnych jej postaci. Za zadanie stawiam sobie z każdego urządzenia potrafić zadowolić przynajmniej w stopniu zadowalającym każdego, od espresso po mleczarnie. Jeśli zaś chodzi o moje prywatne preferencje, to są one tak zmienne, że i tu odpowiedzi udzielić nie mogę. Raz tydzień spędzę przy 50ml esencjach, a innym razem tylko lekkie wodzianki z grubego przemiału.
Mogę za to powiedzieć czego mniej lubię. Mniej lubię frencha, bo nie lubię pyłu, a tu trzeba by idealnie odsiewać zmieloną kawę, mniej lubię syfon, bo temperatury są wysokie i ciężko nimi manipulować, mniej lubię kawiarkę, bo się z nią nie dogadałem (gorycz przypalenia), mniej lubię Chemexa i konewkę do niego, bo ich jeszcze nie mam i za to ich nie lubię ;) Najmniej zaś lubię przywiązanie do instrukcji.
-
Ulubionej jednej metody brak. Kiedyś był to phin, potem dripy, chemexy i FP. Cudowne jest to że ta sama kawa w różnych metodach ma tak alyernatywmy smak. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Ostatnio na alternatywę nie mam czasu ale chyba phina odświeżę no bo on w sumie ma najmniejsze wymagania dotyczące nadzoru - sam sie robi :D
-
Drip z phina też jest zacny i potrafi zaskoczyć.
-
Co do syfonu, dodam tyle, że już kilka razy mnie zaskoczył. Są tygodnie, że się kurzy, ale nieraz kiedy miałem naprawdę dobrą kawę i wydawała się płaska w AP czy V60 dawałem ją do syfonu i już kilka razy zaliczyłem zonka, wychodziła po prostu najpełniejsza. Metoda jest dość specyficzna bo mój TCA2 utrzymuje temperaturę ok 86-88 stopni przez cały czas parzenia, kawa jest w pełni zanurzona i dochodzi lekka agitacja od bombli, filtry stosuje zwykle papierowe Hario. Czas grzania 45 sek, doza 18-19g. Warto nieraz w eksperymentach wrócić do tej metody.
-
Po takiej zachęcie spróbować pewnie by nie zawadziło. Szkoda, że mój syfon ma „wadę” w postaci sporej pojemności. Żeby było ok, muszę przygotować 0,75 l naparu. A takiej ilości, po prostu nie mam z kim wypić.
-
Rozumiem cię - mam to samo, dlatego stosuję go baaardzo rzadko. :'(
-
TCA2 utrzymuje temperaturę ok 86-88 stopni przez cały czas parzenia
No to znów pojawia się pytanie jak? A tym razem jest ono dla mnie o tyleż ciekawsze, że nie mam syfonu i doświadczeń znacznie mniej. Napar z syfonu piłem tylko raz, ale potwierdził on moje teoretyczne przypuszczenia. Nie zgadzają się one z tą temperaturą, dlatego pytam.
I tak sobie myśląc o tym wszystkim zacząłem się zastanawiać czy to temperatura jest tu najważniejsza? Znaczy cyferki temperatury. Czy może to ciśnienie otoczenia i układu, które wpływa na temperaturę wrzenia wpływa również na cała resztę procesów i pozostają one mniej zmienne niż cyferki? A zatem czy ważniejsze jest że to np. 84°C czy jednak to, że np. o 12°C mniej niż wrzenie?
Edyta podpowiada, że pomyliłem tematy i zlały mi się w jedno, toteż ostatni, powyższy akapit wędruje do rozważań na temat temperatury.
-
Jak znajdę czas to zrobię zdjęcia i wrzucę - Scott Rao bardzo fajnie opisuje przygotowywanie naparu z syfonu.
-
U mnie z alternatyw to drip i aeropress, bo te mam w swojej szafce. Dripa bardzo, bardzo lubię. Jak dla mnie najlepszy balans między klarownością, słodyczą, mocą i intensywnością kawy. Aero to dla kaw, przy których chcę wyciągnąć więcej kwasowości, jest taka bardziej "siermiężna".
Ale nie pogardzę chemeksem i syfonem, oj nie :) ostatnio nawet bardziej preferuję w kawiarni syfon niż chemeksa.
Jest jeszcze tygielek w szafce, ale to rzadkosc...
-
Moim faworytem jest tygielek.
Kawe (12g/200) podgrzewam do 88-89st, mieszam i po 4 min przelewam do kubka.
Myslalem o zakupie FP, ale nie wydaje mi się, aby jakosc naparu znaczaco roznila się od tego, ktory teraz przyrządzam.
-
Moją ulubioną alternatywną metodą jest espresso, a zaraz potem Chemex.
-
No tak, w końcu espresso jest metodą alternatywną wobec zalewajki :) Ja stawiam na równi drip, aeropress i chemex byleby napar wyszedł pięknie owocowy. Przy czym z syfonu, phina czy tygielka przyznam się jeszcze nie piłem.
-
No tak, w końcu espresso jest metodą alternatywną wobec zalewajki :) Ja stawiam na równi drip, aeropress i chemex byleby napar wyszedł pięknie owocowy. Przy czym z syfonu, phina czy tygielka przyznam się jeszcze nie piłem.
Drip chociaż jak piłem kawę z syfonu to mi się nogi uginały z wrażenia ale za drogi dla mnie. Lubię kawiarkę za całokształt choć tutaj wydaje mi się jest za mało naparu i z drugiej strony za mocny do samego picia natomiast do Latte&capu wydaje się być idealny.
-
Moja ulubiona metoda: Za to co ląduje w filiżance Chemex, ekspres przelewowy, za to w jaki sposób ląduje: Syfon, Eva Solo. Za "całokształt" jednak syfon ?
-
mój ranking wygląda następująco:
1. Espresso (to moja najlepsza metoda z najlepszych, wiem że nie alternatywna :evil:)
2. Chemex
3. Kalita
4. Dripy V
-
Jeśli do metody alternatywnej zaliczyć ekspres to napar z niego póki co dla mnie jest numerem jeden.
-
V60 wciąż rządzi u mnie.
Ale zależy od singla, nieraz lepiej zabrzmi coś w syfonie, Kalitcie, AP czy FP.
V60 w większości przypadków nie zawodzi.
-
Jestem na tym forum świeżynką, choć kawę pijam od dawna. Dzień dobry Wam :)
Lubię ceremoniał związany z przygotowaniem kawy, lubię trochę przy filiżance posiedzieć i porozmawiać w miłym towarzystwie – zatem niekoniecznie piję espresso. Preferuję kawę z mlekiem, ewentualnie bez dodatków, mąż pije tylko czarną (w niemałych ilościach;-)
W domu posiadam młynek elektryczny, po przeczytaniu Waszych wpisów wiem, że nic niewart :taktak:
Nadto kawiarkę, w całości ze stali (bez dzbanka ceramicznego).
Ostatnio wpadłam na pomysł, by kupić ekspres i wybór padł na kolbowy, jednak fundusze na pewno nie pozwolą mi kupić faktycznie dobrego sprzętu.
(vide porada Spinka2 dla Alicji: Musisz przyjąć, że produkty marketowe i znanych firm AGD niekoniecznie są najlepsze czy nawet dobre.
Przy budżecie 800 zł to raczej daj sobie spokój zarówno z automatem jak i z kolbą. Popatrz w stronę kawiarek (w tym również na te, które mogą robić od razu kawy mleczne) lub innych urządzeń. Osiągniesz lepsze efekty (a przy odrobinie wprawy wręcz znakomite) mniejszym kosztem.)
Mam pytane do Was – co byście polecali, zważywszy na nasze upodobania i to, że nasz młynek już teraz (circa dwa lata od zakupu) sprawia kłopoty: zatyka się i zdaje się, że pali też nieco kawę).
Nasza kafetiera/kawiarka jest w zasadzie jednoosobowa i można byłoby nabyć nową. Albo jakieś inne urządzenie, którym można przygotować dobrą czarną, klasyczną kawę (bo na tym nam najbardziej zależy). Ziarno (różne gatunki) kupujemy w zaprzyjaźnionej palarni, zawsze świeżo upalone. Mielimy je w domu, w ilości stosownej do potrzeby.
Kawę pijemy codziennie. Nasz budżet to kilkaset złotych (nie więcej niż 500 zł).
Praska (zaparzacz z tłokiem) raczej odpada (zresztą mamy jeden), a kapsułki i przelewy na pewno.
Co do kawiarki to mam podobne odczucia jak Manfred.
Zaintrygował mnie natomiast chwalony tu Chemex (choć szklany).
Pytanie dodatkowe: czy kolbowe (ręczne) ekspresy to to samo co dźwigniowe?
-
Z tym młynkiem, to nie takie nic. Sam fakt, że jest młynek, to już coś.
Mieli jak mieli, wcale nie gorzej od ręcznych hario i podobnych. Jeśli się zatyka, to może trzeba go konkretnie przeczyścić?*
Jeśli lubicie się z kawiarką, metody przelewowe odrzuciłaś to niewiele pozostaje. W zasadzie, to pozostaje pozostać przy obecnym stanie.
Jeśli jednak trzeba coś kupić, to kupiłbym lepszy młyn. Ewentualnie młyn i nową kawiarkę. Gdyby dołożyć zero i podzielić przez dwa, to można by się zastanawiać, a tak, to wybór niewielki. Gdyby szaleć i iść w ceremonie, to syfon wynurza się na horyzoncie, ale i tak wcześniej stoi duży drogowskaz na młyn.
*To jednak inny młynek niż przypuszczałem.
-
Dziękuję za odpowiedź. Napisz jeszcze co to jest ten syfon?
Chemex sprawdzony (teoretycznie ;)), inne przelewowe też, ale syfonu nie znam.
A co myślisz o kawiarce neapolitańskiej - ma budowę nieco bardziej wyrafinowaną od urządzeń do parzenia kawy po wietnamsku (phin). A może warto zainwestować w tygielek? ;D
-
⇨Syfon (http://forum.wszystkookawie.pl/index.php?topic=35.0)
O neapolitanie myślę, że zbyt długo stoi w mojej szafce niesprawdzona ;)
A poważniej, z wyrafinowaniem ma niewiele wspólnego, ot dwa kubki, jeden z sitkiem. Z ładnym porcelanowym phinem nie ma szans w kategoriach estetycznych, rytualnych czy innych imponderabiliach. Niemniej, są to metody, bądź co bądź, przelewowe.
-
Przelewową metodę parzenia, taką najbardziej powszechną (czyli ekspres przelewowy niskociśnieniowy) wykluczyłam, bo nie odpowiada mi smak i konsystencja tak zaparzonej kawy...
Najlepsza metoda powinna dawać kawę mocną analogicznie do piwa porter albo win południowowłoskich (np. Primitivo). Coś w ten deseń.
Gęstą, esencjonalną, wręcz lepką (na podniebieniu) :)
-
Niestety w konkurencji lepkość wygrywa espresso, zaraz potem jest phin (moim zdaniem), kawiarka i inne kombinowanie z aeropressem czy dripperami na dużej dozie. Nie wiem gdzie w powyższą wyliczankę wstawić tygielek, bo doświadczeń mało. Pewnie gdzieś w okolicach phina (przed? za?).
Co za tym idzie, się powtórzę: jedyne na co warto w tej sytuacji wydać pieniądze, to młyn, ale cudów bym się nie spodziewał. Może nieco więcej wygody. Może nieco mniej goryczy.
-
By wypić espresso, no cóż, będę musiała wyjść z domu. A że pijam je sporadycznie... ;)
Z mojej kawiarki wychodzi bardzo esencjonalna kawa, taka "siekiera" i rzadko kiedy daję radę w takiej postaci ją wypić. Ale nie jest bardzo gęsta, lepka.
Z tego co tu wyczytałam i ze swojego doświadczenia wiem, że z zaparzacza z tłokiem wychodzi z kawy spora dawka kwaskowatości (co mi nie odpowiada). Tu, gdzie obecnie przebywam, piłam dziś kawę z ekspresu przelewowego AEG (nic innego tu nie ma) i smak kawy był w dziwny sposób gorzki i dość kwaskowaty (ale biorę poprawkę na to, że dysponowałam lekko kwaskowatą mieszanką kaw). Jednocześnie napar był lurowaty.
Widzę, że intensywniej zainteresować się mogę phinem :) Póki nie uzbieram na kolbę :) No i godny ekspresu młynek :)
A może tak mi się spodoba, że zostanę przy phinie dłużej.
Jaki polecacie (albo gdzie warto nabyć dobry phin) i czy mój marny młynek da radę (czy kupić nowy, a jeśli tak, to czy tylko żarnowy brać pod uwagę).
Na początku przyszłego tygodnia będę w moim mieście, to sprawdzę jakie sprzęty oferuje ulubiona palarnia (na pewno mają kawiarki, zaparzacze z tłokiem i ręczne młynki).
-
Z tego co tu wyczytałam i ze swojego doświadczenia wiem, że z zaparzacza z tłokiem wychodzi z kawy spora dawka kwaskowatości (co mi nie odpowiada).
Kwaskowatość zależy raczej od kawy, nie od tego urządzenia. We French Pressie kawę parzy się dosyć długo, do czterech minut, co kwaskowatości nie sprzyja.
-
piłam dziś kawę z ekspresu przelewowego [...] i smak kawy był w dziwny sposób gorzki i dość kwaskowaty (ale biorę poprawkę na to, że dysponowałam lekko kwaskowatą mieszanką kaw). Jednocześnie napar był lurowaty.
Trzeba rozróżnić trzy sprawy mające wpływ na ostateczny smak:
1. metoda, czyli to jakie urządzenia zostały użyte;
2. kawa, jej pochodzenie i palenie;
3. przepis, czyli jakie były parametry parzenia.
Bardzo szybko można się zrazić do jakiejkolwiek metody jeśli kawa i przepis nie współgrają z oczekiwaniami naparu. Owszem, jedne rzeczy łatwiej osiągnąć przy danej metodzie inne trudniej, czasem się nie da wcale, ale spektrum jest spore, a standardy powinny być tylko punktem odniesienia.
-
Bardzo szybko można się zrazić do jakiejkolwiek metody jeśli kawa i przepis nie współgrają z oczekiwaniami naparu. Owszem, jedne rzeczy łatwiej osiągnąć przy danej metodzie inne trudniej, czasem się nie da wcale, ale spektrum jest spore, a standardy powinny być tylko punktem odniesienia.
Poczytałam nieco więcej na temat parzenia w kawiarce i już wiem, jakie błędy popełniam. Aż się dziwię sobie, że tak późno je dostrzegłam, że tak późno sięgnęłam po fachową wiedzę ;)
Po powrocie do domu skoncentruję się nad poprawieniem wszystkiego, co się da w mojej obecnej kawowo-sprzętowej sytuacji. Postaram się też jak najszybciej zmienić młynek, a do tego czasu mielić kawę z przerwami, tak by się w młynku kawka nie nagrzewała (ewent. kupić zmieloną pod kawiarkę).
Ziarno kupuję świeżo upalone, do kawiarki zazwyczaj gwatemalską Antiquę, co chyba nie jest najgorszym wyborem. Rzadziej kawę etiopską, czasem również azjatyckie. Ponoć Yellow Burbon jest słodka i nadaje się do moki, więc też jej poszukam.
Rozejrzę się też z pewnością za phinem.
W ogóle to forum zainspirowało mnie do baczniejszego przyjrzenia się temu, w jaki sposób przyrządzam kawę i jaką w rezultacie piję. Czytam posty jak powieść w odcinkach :) Dzięki.
-
O młynku myśl dosyć intensywnie. Rozumiem, że obecnie posiadasz zwykły ostrzowy. Jego wadą oprócz przegrzewania kawy jest niesamowicie nierówny przemiał dający jednocześnie sporo pyłu i dużo gruzu. W efekcie spora część kawy praktycznie się nie zaparza a część daje mnóstwo goryczki. Poczytaj na forum o młynkach do alternatyw - można kupić zarówno ręczne jak i elektryczne, tanie i drogie :)
-
Jako przerywnik polecam tygielek.
-
Tak też zrobię. Dzięki wielkie!
Po powrocie do Polski spróbuję wytypować jakiś dobry młynek, może znów poproszę Was o pomoc.
Raz jeszcze dzięki spinka2, donkiszot, WS i fux.
:)
-
Rozumiem, że obecnie posiadasz zwykły ostrzowy.
Yyy, nie wiem czemu założyłem, że żarnowy, ale fakt DeLonghi robi i takie, i takie.
Caligo, jaki to jest młynek? Ostrzowy czy żarnowy?
-
Spinka2 dobrze założył, a raczej może pozostała Mu w pamięci moja skarga, że podczas mielenia nagrzewa kawę :)
Mam też młynek ręczny, ale nie wiem jaki - dojadę to sprawdzę.
Pewnie żarnowy DeLonghi też słaby? Był tu na forum krytykowany. Z tego spisu coś być polecał: Bosch, DeLonghi, Krups, Gaggia, Eldom, MPM, Moulinex, First, Severin, Elesko, Holden, Petra, Optimum?
-
Z tego spisu to chyba ręczny hario ;p
-
Hario slim przez jednych był polecany, przez innych krytykowany. Ja lubię słuchać mądrzejszych/bardziej doświadczonych od siebie, ale z tymi młynkami to nieustannie rozbieżne zdania widzę. A dlaczego polecasz właśnie Hario?
PS
Wyruszam w drogę do domu, więc pojawię się dopiero w czwartek wieczór na forum - tak więc moja nieobecność nie będzie oznaczała lekceważenia Was i Waszych dobrych rad :) Do zobaczenia!
-
Pisałem w odniesieniu do marek młynków, które były wymienione - powód - lepszy przemiał, co nie oznacza, że nie ma lepszych.
-
Tak, tak, w odniesieniu do tych wymienionych ;)
Ja wiem, że on nie najlepszy, ale może dostatecznie dobry dla mnie (kawiarka, może niedługo phin).
Chciałam poznać Twoją osobistą opinię.
-
Z powyższego spisu mogę powiedzieć że gaggia sobie nieźle radzi.
Mówię o gaggia mdf, bo jest jeszcze drugi mniejszy, to tamten to nie wiem.
Ale mdf używam do cafetierki i praski francuskiej i jest ok.
-
Spinka2 dobrze założył, a raczej może pozostała Mu w pamięci moja skarga, że podczas mielenia nagrzewa kawę :)
Mnie natomiast ciężko sobie wyobrazić jak może zatykać się młynek ostrzowy, a te z małymi płaskimi żarnami również mają problem z grzaniem, ale teraz już wszystko jasne :)
Mam też młynek ręczny, ale nie wiem jaki - dojadę to sprawdzę.
Sprawdź koniecznie, bo jeśli to stary młynek, to może się okazać znacznie lepszy niż współczesne produkty niższych półek cenowych.
Pewnie żarnowy DeLonghi też słaby? Był tu na forum krytykowany. Z tego spisu coś być polecał: Bosch, DeLonghi, Krups, Gaggia, Eldom, MPM, Moulinex, First, Severin, Elesko, Holden, Petra, Optimum?
Na forum już nie jeden temat o wyborze młynka -- warto przejrzeć. Po drugie, odrzucamy wszystkie ostrzowe. Po trzecie im lepsze żarna, tym lepiej. Tanie płaskie żarna w DeLonghi, czy w tańszym z severinów, czy w Krupsie, MPM-ie, Firscie i pewnie jeszcze w wielu innych, można wrzucić do jednego worka. Różnice są jedynie w cenie i w jakości użytych w budowie tworzyw.
Severin (ten droższy), Concept, Bodum -- te same żarna. Potem Nivona (chyba jeszcze nikt nie testował). Potem Graefy. W tej cenie można też rozejrzeć się za używanymi gastro, a to już niezniszczalne (w domowych warunkach) maszyny i do espresso (kiedyś) również posłużą.
Z tego spisu to chyba ręczny hario ;p
Moim zdaniem młynki hario i podobne mielą lepiej tylko od ostrzowych. Te wszystkie młynki z tanimi płaskimi żarnami mielą tak samo lub lepiej, a do tego są elektryczne w podobnych pieniądzach. Zaletą hario jest mobilność i bardzo szeroka skala od drobnego do grubego przemiału, ale jakość mielenie na pewno ich zaletą nie jest. Już z ręcznym tureckim, czy innymi starszymi konstrukcjami ze strychu przegrywa w tej kategorii.
-
Mój młynek naciskam z góry - to taki typowy Push, pamiętam, że podobny miał też Bosch. Czasem nie chce mielić, bo jakieś drobinki zalegają tam gdzie nie trzeba i zaczyna buczeć.
Jestem już w domu, mieliłam dziś kawę według przepisu: parę sekund mielenia, parę odpoczynku (aby nie dopuścić do zagrzania mielonych ziaren) i na piasek, bo pod mokę.
Moja kawiarka jest włoska - to pamiętałam, ale jaka firma? Otóż jest to GAT model Splendida (taki z drewnopodobną rączką). Kawiarka kupiona bardziej pod męża, bo ja mam nieco inny gust :) Ponoć to aluminium szczotkowane, najmniejsza pojemność.
Obejrzałam młynek - jest łudząco podobny do modelu Amsterdam firmy Ceramic Blade. Prawdopodobne, że ma ceramiczne żarna. Jutro go rozkręcę. Znalazłam też inny młynek, mniejszy, owalny - wydaje się, że ma małe żarenka.
Zamierzam kupić kawiarkę dla siebie oraz młynek - też jednak. Dlatego dziękuję Ci donkiszot i pozostałym Forumowiczom za cenne rady.
A czy ktoś z Was mógłby włożyć tu zdjęcie najbardziej pożądanego do mielenia kawy mechanizmu opartego na żarnach? Nie takiego płaskiego, ale wzorcowego? Chyba, że znajdę takie w innym miejscu Forum?
-
Obstawiam, że Ceramic, to on jest tylko w obudowie, ale może się mylę i wewnątrz nie ma żeliwnych żaren.
Zawsze możesz wstawić zdjęcie żaren i ich mocowanie. 1000 słów -- jak to mówią.
Co do mechanizmu (w dziele o młynkach są i zdjęcia), to moim zdaniem najważniejsze są trzy kryteria: ostre, stabilne, im większe tym lepsze ;) a czy płaskie, czy stożki, to już kwestia wtórna. Jeśli w moich wypowiedziach pojawiają się słowa: tanie płaskie żarna, to zawsze mam na myśli tę samą konstrukcję z młynków typu żarnowy DeLonghi, MPM, Krups itd., ma ona mało wspólnego z płaskimi żarnami w całej masie godnych młynów, w tym gastronomicznych i sklepowych.
-
A, ok, bo już myślałam, że jak płaskie żarna to niedobre.
Zaraz idę po kawkę, ale poproszę, by mi ją zmielono - będę miała wzorzec, jaka faktycznie jest najlepsza grubość do kawiarki. Mam zaufanie do tej palarni kawy, bo właściciel jest pasjonatem, podróżował też trochę po świecie w celach kawowych; sprowadza i sprzedaje kawę, dodatki do niej oraz niektóre akcesoria. W ofercie zawsze parę gatunków kaw, czasem dochodzi jakaś nowa. Robi też własne mieszanki. Jego siostra to akurat moja koleżanka ze szkoły - też tam pracuje :)
Zajrzę za rozmowy o młynkach, obejrzę zdjęcia - jednym słowem dokształcę się w tak ważnym temacie młynków :) Potem podejmę decyzję, co dalej.
Drugą kawiarkę i tak kupię, bo ta nasza to taka jednoosobówka. Wydaje mi się, że dwie mniejsze są lepsze niż jedna duża (bo po co mam reduktora używać). Tak każdy ma swoją i można wspólnie albo osobno kawkę pić.
Dzięki za szczegółowe rady :)
-
A myślałaś o FP (French Press)?
To bardzo prosta i tania metoda. Napar ma zwykle szerokie body, czyli jest dość esencjonalny i wyciąga chyba (tak wynika z moich obserwacji) najwięcej cukrów - o ile takie w ziarnie w ogóle są.
Jedyny mankament to to, że ta metoda wymaga przemiału grubego i bardzo równego z młynka sklepowego lub przemysłowego. Pył zabija słodycz i wpływa destrukcyjnie na selektywność.
-
Mam stalowo-szklany zaparzacz tłokowy - FP chyba działa podobnie. Ale już dawno w tej "szklanie" nie parzyłam. Kawiarka Bialetti zakupiona i już po inicjacji :)
Młynek okazał się żarnowy. Te żarna to na moje oko żeliwny odlew. Czy to dobrze? W każdym razie po złożeniu go sprawdzę, czy da się nim równomiernie zmielić kawę.
-
Te żarna to na moje oko żeliwny odlew. Czy to dobrze?
Dobrze to nie, ale i tak lepiej niż ostrza. W tym młynku za każdym razem uzyskasz mniej więcej taki sam przemiał, w ostrzach to mniej więcej loteria ;) Zajrzyj do wątku o TRA (http://forum.wszystkookawie.pl/index.php?topic=251.0).
-
A, dzięki za przekierowanie - poczytałam. Wniosek taki, że Hario niekoniecznie byłby dobrym wyborem, jeśli ze zwykłego żarnowego młynka kawa niewiele gorsza. Dokładnie taki sam mechanizm jak na zdjęciach mam w swoim. Trudno uzyskać w miarę równomierny przemiał, poza tym taka czynność trwa. Na dobry elektryczny chyba mnie nie stać. Na razie :)
Wracając do metod alternatywnych, to kusi mnie jeszcze phin.
-
Hario itp. mają wiele zalet, ale mechanizm sam w sobie w sumie podobny. Też brakuje stabilizacji od dołu i też żarna mają tępe.
Im drobniej tym równiej.
Elektryczne do kawiarki to kwestia ~250zł za nowy (na pewno wygodniej, a czy smaczniej? ::)). Bialetti też tanie nie jest, a już jest. ;)
-
Bialetti tańsze niż dobry młynek (elektryczny) :)
Byłam w Saturnie dziś i mieli z żarnowych tylko DeLonghi i Krupsa chyba. Obydwa po około dwieście, trzysta parę złotych. No ale ponoć te modele nie są zbyt dobre.
A, z ciekawości weszłam do sklepu DUKA, bo przez szybę zobaczyłam regał zastawiony kawiarkami i innymi akcesoriami do kawy. Biorę do ręki te wyglądające jak Bialetti (zarówno te ośmiokątne jak i owalne) i co się okazuje - napis na etykiecie: wyprodukowano dla Duka w Chinach... Generalnie bezmarkowe produkty, bo nawet ten chiński producent nie był wymieniony z nazwy.
Tak, na opakowaniu Venus też jest napisane: wyprodukowano w Chinach zgodnie ze standardami Bialetti. Nadzieja zatem, że staranność wykonania i sam materiał czynią pozytywną różnicę :)
Coraz lepsza kawa z moich dwóch kawiarek. Zmieniłam sposób mielenia kawy i czas trzymania kawiarki na palniku. Dzięki Waszym radom :) Dzięki!
-
Pytanie do tych co mają kalitę i v60 no i może chemexa... Mam v60 planowałem kupić chemexa 6 ale podobno to rpzerost formy nad treścią, polecono mi kalitę o wy na to? jest sens wydawać 100zł mając juz hario? Może jakieś inne ciekawe urządzenie warto kupić?
-
jest sens wydawać 100zł mając juz hario?
Moim zdaniem - zwłaszcza że wg opisu posiadasz sporo urządzeń - nie, chyba że jesteś niereformowalnym gadżeciarzem ;)
W samym aeropresie spektrum potencjalnych możliwości jest olbrzymie...
-
Aż wstyd się przyznać ale jakoś baaardzo zaniedbałem aeropresa nie wiem czy od nowości użyłem go z 10 razy, taki wstyd.... Mam plan taki jutro wziąć 3 razy po 100ml wody do tego 6g kawy zmielić ją odpowiednio drobno, max co może mój severin czyli średnio... póżniej troche drobniej niż do hario i trzecia edycja to bedzie gruz. Tylko nie wie czy czasy wtedy wydłużać czy nie.. zczy zacząć od 1m dla drobnego 3 dla przemiału hario i 4-5 dla FP co myślisz?
-
Jeszcze kwestia temperatury ;)
Zacznij od wariantowania tylko jednej ze zmiennych, czyli np ten sam przemiał trzy temperatury/trzy czasy parzenia, lub 3 przemiały i te same czasy i temperatury.
Mnogość rozwiązań jest olbrzymia, zwłaszcza że każda kawa inaczej "lubi" :)
-
Pytanie do tych co mają kalitę i v60 no i może chemexa... Mam v60 planowałem kupić chemexa 6 ale podobno to rpzerost formy nad treścią, polecono mi kalitę o wy na to? jest sens wydawać 100zł mając juz hario? Może jakieś inne ciekawe urządzenie warto kupić?
Kalita, w porównaniu do V60 oferuje bardzo fajny napar, moim zdaniem zwykle smaczniejszy. Ale Chemexowi też niczego nie brakuje, trudno między nimi wybierać.
-
Pytanie do tych co mają kalitę i v60 no i może chemexa... Mam v60 planowałem kupić chemexa 6 ale podobno to rpzerost formy nad treścią, polecono mi kalitę o wy na to? jest sens wydawać 100zł mając juz hario? Może jakieś inne ciekawe urządzenie warto kupić?
Kalita, w porównaniu do V60 oferuje bardzo fajny napar, moim zdaniem zwykle smaczniejszy. Ale Chemexowi też niczego nie brakuje, trudno między nimi wybierać.
Kalita z reguły ładniej wypukla słodycz kawy w stosunku do V60, daje wyższe body. Ale, przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń, szalonych różnic między Kalitą a V60 nie ma. Albo inaczej. Są mniejsze niż różnica między V60/Kalitą a Chemeksem. Tu kawa jest wyraźnie w innych klimatach niż z tych dripperów. Więcej wytrawności i czystości.
-
Kolejna delegacja i kawowy celibat. Celibat, bo jak mam do wyboru rozpuszczalnik, albo zalewajkę, to wolę wodę. Powiedzcie mi co jest najpraktyczniejsze na wyjazdach. Mam taką pracę, że często jestem na walizce (do której sprzęt musiałby się zmieścić), potem mieszkanie w hotelu, a raczej nocowanie, bo całymi dniami w pracy, a tam mam z reguły dostęp tylko do czajnika, no i czasami przelewowy, ale robiony przez obsługę na masę, więc z jakością różnie bywa. Pomyślałem więc że skoro nie mogę ze sobą zabierać mojej RS;-) to chociaż jakąś alternatywę. Pytanie jaka w takich warunkach najlepiej się sprawdzi? Zastanawiam się czy musiałbym też wchodzić w ręczny podróżny młynek, czy może przed wyjazdami mielić w domu na Macap M2D? Z pierwszej oceny forum chyba aeropres to najbardziej mobilne rozwiązanie. Czy w tym kierunku powinienem właśnie zgłębiać wiedzę?
-
Najprostsze jest to, co Maro pięknie nazywa żurkiem :). Możesz bardzo grubo zmielić kawę i zabrać ją ze sobą w szczelnym opakowaniu. Bierzesz proporcje 60g/litr czyli ok. 10g na filiżankę, zalewasz gorącą wodą, czekasz 4 minuty i zaczynasz zabawę ;).
-
Aero jest plastikowe co przy wojażach jest plusem. Jest nie wielkich rozmiarów, praktyczny. Co jest też bardzo ważne: charakteryzuje się dużą tolerancją na jakość/grubość przemiału. Oczywiście dobrze jest kupić młynek ręczny i mielić przed zaparzeniem (Hario Slim jest chyba najwęższym dobrym młynkiem ręcznym). Jest to dość popularne połączenie dla podróżujących kawoholików.
-
Porlex jest lepszy, podobno. A metoda "Brasiliany" ma tę przewagę nad wszystkimi "alternatywami", że nie sposób zepsuć procesu zaparzania. Z Aero, dripem itd różnie bywa, a zalewajka zawsze prawdę Ci powie :).
-
Żurek/brasiliana? Nawet wujek google się poddał;-)
Więc chodzi o polską zalewajkę, tyle że z dobrej kawy?
-
No i jest jeszcze grindripper - mały i lekki. :)
-
Tu po polsku dobrze jest to opisane:
http://www.nomilk-nosugar.com/2011/04/cup-tasteing-od-do-z.html (http://www.nomilk-nosugar.com/2011/04/cup-tasteing-od-do-z.html)
-
No to prościej się chyba nie da.
Co do mielenia, jakiś czas temu na forum pytałem się, jak mielić kawę dla taty, który pije tylko zalewajki. Wtefy dostałem informacje że tak jak pod espresso, teraz mam infornację, że grubo. Czy coś pomieszałem, czy odpowiedzi są inne?
-
To zależy :). Grubo, jeśli nie chcesz mieć pyłu...
-
Więc de facto, przy zalewajce, przemiał nie ma aż takiego znaczenia z powodu 4minutowego parzenia?
Może jeszcze jutro skuszę się na jakąś kawę w sklepie, bo widziałem wielki młyn w którym od razu bym ją zmielił.
-
Tygielek.
-
Do tygielka trzeba mieć kuchenkę, a do tego żadko w pracy mam dostęp, prędzel microfalówka;-)
-
Do tygielka trzeba mieć kuchenkę, a do tego żadko w pracy mam dostęp, prędzel microfalówka;-)
Wystarczy
http://www.campingaz.com/PL/c-544-backpacking-stoves.aspx (http://www.campingaz.com/PL/c-544-backpacking-stoves.aspx)
;-)
-
Ja wycieczkowo a i w pracy używam praski francuskiej z blachy nierdzewnej, (szklane już chyba 4 zbiłem).
Drugim niedrogim zaparzaczem jest phin.
Kupiłem sobie na allegro ale leży u rodziców i czeka, nie miałem jeszcze okazji go użyć.
Kawę możesz brać zmieloną z domu i tak będzie to 100 razy lepsze rozwiązanie niż zalewajka ze sklepowej mielonki.
-
Szkło nie wchodzi w grę, bo nie orzetrwa podróży
-
Drip składany najlepszy do podroży.
-
A szybkosc przyrzadzenia kawy, w robocie nie mam czasu na długie ceregiele
-
Wszystkie wymienione, są raczej mało czasochłonne.
-
To chyba jednak Aero.
-
...Pomyślałem więc że skoro nie mogę ze sobą zabierać mojej RS;-) to chociaż jakąś alternatywę. Pytanie jaka w takich warunkach najlepiej się sprawdzi? Zastanawiam się czy musiałbym też wchodzić w ręczny podróżny młynek, czy może przed wyjazdami mielić w domu na Macap M2D? Z pierwszej oceny forum chyba aeropres to najbardziej mobilne rozwiązanie. Czy w tym kierunku powinienem właśnie zgłębiać wiedzę?
Gdziekolwiek byś nie był, najlepiej pić kawę zbliżoną do tej, którą robisz w domu. Jeżeli chcesz ot tak się czegoś napić to pij cokolwiek co dają za darmo. Jeżeli musisz się napić kawy koniecznie, to już się uzależniłeś. Skoro wszystko ma tylko przypominać to co pijesz w domu, lepiej zrezygnować lub odwiedzać kawiarnie jeżeli lubisz, możesz i chcesz.
Jeżeli ma mało zajmować, to najlepsza będzie kawiarka z gotową mielonką (znaczy zmieloną w domu). Problem to kuchenka. Campingazy (na klik) są OK, ale kartusze wkręcane są dostępne od 100 gramów malutkie i cenowo nieatrakcyjne. Palnik Primus Duo załatwi klik i gwint. Kawiarka jest trwała. Palnik zrobi też gorącą wodę na herbatę itp.
Drugi w kolejności to dripper. Składany jest jakiś dziwny i ten silikon (fuj). Klasyczny dripper nie zawiedzie, drip jest lekki (w smaku). Gorąca woda dostępna wszędzie. Dodatkowo grzałka kupiona od ruskich za kilka złoty da ci niezależność i starczy na długo. Ale drip wymaga celebracji (choć krótkiej, ale jednak i sprzątania po nim). Właściwe mielenie, właściwe lanie, właściwe parzenie. Potrzeba młynka, stopera, wagi, filtrów, kubka z dziubkiem przynajmniej (kuchenny odmierzacz z tworzywa wystarczy). Metodami chałupniczymi bez gratów coś wyjdzie, ale czy to będzie to co w bazie???
Kawiarka nie jest aż tak wymagająca i zmieloną w domu też przyjmie.
Dochodzi jeszcze kwestia pianki (cappu). Trzeba zagrzać mleko, spienić, dosypać może czekolady na wierzch, posłodzić trzciną. Kolejne graty i mleko też gdzieś trzeba trzymać i cukier i czekoladę. Do tego łyżeczka tylko do kawy i filiżanka, bo picie z byle czego nie ma sensu. Chyba, że chodzi tylko o samo, aby wypić coś.
I jaki morał z tego?
-
Porlex jest lepszy, podobno. A metoda "Brasiliany" ma tę przewagę nad wszystkimi "alternatywami", że nie sposób zepsuć procesu zaparzania. Z Aero, dripem itd różnie bywa, a zalewajka zawsze prawdę Ci powie :).
Lepszy to jest serbski młynek ;) Tylko taki, co to grubo może zmielić. A aero nie takie straszne, gdy się w nim owy żurek właśnie przyrządza :) Znaczy ja tak właśnie robię. Cuppingową zalewajkę w aero, potem siup i przefiltrowane. Woda z termosu, czy z czajnika. Tylko jeszcze keepcupa muszę do zestawu dokupić, bo nie mam do czego przeciskać na plaży w Kołobrzegu ;)
Tylko jak się to ma do espresso z RS? Toż to lura będzie ;)
Jeśli mała mocna, to drobny przemiał i mało wody w aero lub phin, z tym, że phin to co najwyżej w hotelu, bo jednak bardziej kłopotliwy to zestaw.
-
No, kolega o delegacji w hotelu pisał, nie na plaży :-)
Praska francuska, phin, no i żurek.
Te są najszybsze i najłatwiejsze, wystarczy czajnik.
-
Jeżeli chcesz ot tak się czegoś napić to pij cokolwiek co dają za darmo
No to chyba tylko jak się w gości idzie bo inaczej to nie wiem kto daje kawe za darmo. A w pysk owszem wiem :-)
Jeżeli musisz się napić kawy koniecznie, to już się uzależniłeś.
A to jest prawda choć jak góral mówi naprawdę to kłamie jak cholera.
lepiej zrezygnować lub odwiedzać kawiarnie jeżeli lubisz, możesz i chcesz.
Zdecydowanie wole swoje zabawki niż kawiarnie. Choć odwiedzam i łudzę sie ze w końcu ktoś mi poda smaczną kawę.
Jeżeli ma mało zajmować, to najlepsza będzie kawiarka z gotową mielonką (znaczy zmieloną w domu). Problem to kuchenka. Campingazy (na klik) są OK, ale kartusze wkręcane są dostępne od 100 gramów malutkie i cenowo nieatrakcyjne. Palnik Primus Duo załatwi klik i gwint. Kawiarka jest trwała. Palnik zrobi też gorącą wodę na herbatę itp.
Kuchenka np taki pingwin z wężykiem jest bardzo stabilna i bez niej nigdzie sie nie ruszam. Służy mi do wszystkich metod alternatywnych w plenerze.
Ale drip wymaga celebracji (choć krótkiej, ale jednak i sprzątania po nim). Właściwe mielenie, właściwe lanie, właściwe parzenie. Potrzeba młynka, stopera, wagi, filtrów, kubka z dziubkiem przynajmniej (kuchenny odmierzacz z tworzywa wystarczy). Metodami chałupniczymi bez gratów coś wyjdzie, ale czy to będzie to co w bazie???
Jakie sprzatanie po dripie??? przeciez to najbardziej czysta metoda. Ot filtr z kawą do kosza i posprzątane. Choć różnie czystym jest aeropress ale jego trzeba płukać. Jak jest potok to problem z głowy. W terenie nie potrzeba cudów a już na pewno wagi. Ot miarka hario, menażka z dziobkiem.Dochodzi jeszcze kwestia pianki (cappu). Trzeba zagrzać mleko, spienić, dosypać może czekolady na wierzch, posłodzić trzciną. Kolejne graty i mleko też gdzieś trzeba trzymać i cukier i czekoladę.
Sie mleko w tubie kupuje jak już musi być z mlekiem.
I jaki morał z tego?
Drip, mielonka, kuchenka, miarka, filiżanka to atrybuty plenerowego szybkiego parzenia kawki.
-
E... po odpowiedziach widzę, że Kolega zna się, a się pyta się. Znaczy prowokator! Skoro prowokator, to będzie się awanturował. Skoro awanturującym jest, znaczy będzie nie kto inny, a sam Hofander. To może w takim razie idzie jakiś nabór do filmu i szuka sobotwóra??? ;)
Po dripie sprzątanie pisałem tak ogólnie, a sasetkę to wsypać i zalać wystarczy, jak i kapsułkę zresztą też.
Owszem można nie ważyć tylko miarką (łyżeczką) przygotować ziarna. Przy wprawie czasu liczyć nie potrzeba. Przeleje się co ma się przelać do ustalonego poziomu. Nie bawić się z dripperami tylko przelać przez woreczek. GSI drogo, Jula/Ikea (?) mają za grosze. Nie bawić się z wodą tylko lać z czajnika, bez przelewania papieru. Zrezygnować z odsiewania pyłu, nawet tego pierwszego. Ale czy będzie to drip domowy? Jakiś drip wyjdzie to fakt. Kawa to pewna ceremonia - pobudzenie kawowych receptorów smakowych. Była już tutaj ceremonia parzenia herbaty. Się to oglądało z pół godziny, no to wypić ot tak zwyczajnie? Kawa bez ceremonii, to nie kawa. Nawet w opisywanym przeze mnie coffe-barze ceremonia była prezentowana publiczności.
W 'fabrykach kawy' dripy idą taśmą bez zabawy z myciem, sprzątaniem, odstawianiem i ludziom smakuje i ładnie wygląda, automatycznie.
Smaku mleka z tuby (chyba) nie znam.
W terenie kawiarkę polecam, bo nie ceregielisz się z dozami, temperaturami, filtrami, sitkami. Wsypać można nawet starszą kawę i też coś wyjdzie. Kwestia gustu. Kawiarkę można lubić lub nie, ale się nie uszkodzi i na powietrzu zawsze wyjdzie ciepła kawa. Drip szybko stygnie. Problem jest tylko, że każda kawiarka ponoć raz w życiu marzy o podróży w kosmos i ma smak różniący się od dripa jednak.
W ogóle to masz swoją rację i też mi się ona podoba, ta racja Twoja. Dripper, filtr, wcześniej zmielona kawa i jakiś kubeczek lub filiżanka tylko do kawy. Zalać i wypić - dużo nie potrzeba i powtarzalność się wyrobi sama.
-
E... po odpowiedziach widzę, że Kolega zna się, a się pyta się. Znaczy prowokator! Skoro prowokator, to będzie się awanturował. Skoro awanturującym jest, znaczy będzie nie kto inny, a sam Hofander. To może w takim razie idzie jakiś nabór do filmu i szuka sobotwóra???
A koledze to się fora nie pomyliły?
Co do reszty w w pewnych kwestiach się zgadzam w innych nie.
-
Buuu, czyli nie będzie naboru, bo z profilu to jestem podobny całkiem do nikogo, czyli akurat bym pasował. :'( ;)
Najważniejsze, że coś nas łączy, znaczy w czymś się (przynajmniej) częściowo zgadzamy. :ups:
-
Zmiana tematu :D Podobno kupując kalitę lepiej kupić tą większą, gdyż daje lepszy napar i radzi sobie tak samo dobrze, a nawet lepiej z małymi porcjami tj około 250ml. Co wy na to?
-
Wiem tyle co niedawno przeczytałem na FB u PopularCoffee Blog:
Sprawa wygląda następująco. w Kalicie 155 zmieścisz około 24g kawy, ale zostanie już bardzo mało miejsca na ekstrakcję. Tzn, będziesz musiał polewać bardzo często i to, na co kiedyś zwracał uwagę Scott Rao, " Your brew basket and batch size should combine to create a bed depth of 2-5 cm. A shallower bed will almost certainly lead to excessive channeling; a bed deeper than 5 cm can yield reasonable extraction and brew strength, but will probably require using the bypass valve ". Czyli w skrócie, z 155 na upartego zrobisz i ze 450ml kawy, ale najprawdopodobniej w zbyt długim czasie i kawa będzie przeparzona. Z drugiej strony, 155 pozwala na znaczne przybliżenie powierzchni zmielonej kawy do dzióbka dzbanka, co pozytywnie wpływa na zaparzanie, bo nie ma mocnych turbulencji, mieszania, "bombardowania" wodą. Dlatego 185 daje najlepsze efekty przy większych ilościach (ale możesz też zrobić jakąś małą dozę np. na 250-300ml, ale powiedzmy, z pewnymi niedociągnięciami technicznymi). Te ilości w ml są umowne bardzo.
oraz:
Ja wziąlem Kalitę 155 (szkło) ze względu na to, że mam V60-02 i w 155 zaparzam z reguły 280-340ml. 400 już może być minimalnie za dużo dla 155.
-
W kalicie 155 męczy mnie jedno - przelewanie filtra... Przelałem już chyba pod 200 i nadal potrafi mi się wredny filtr powywijać do środka 222
-
Spróbuj przechowywać filtry w pojemniku o średnicy podobnej do drippera. Wciśnij je na przykład do tekturowego kubka.
-
Ja tak na prawdę rozpatruje głównie porcje 250ml bo pijam taką kawę sam. Mam już hario 01. Nigdy nie wiadomo co zrobic żeby było dobrze. Najlepiej kupić 2 rozmiary ale nie tędy droga..
-
Kalita 155 jest malutka. Tutaj (http://forum.wszystkookawie.pl/index.php?topic=677.0) znajdziesz zdjęcie porównawcze z Tiamo-01 i Hario-02. Do 250 ml objętości wybrałbym większy model Kality.
-
Moje ulubione:
v60 - przelewanie bez mieszania;
syfon - ale tylko i wyłącznie Cona ze szklanym filtrem;
FP - kawa przesiana, "kożuch" zdjęty z góry przed opuszczeniem tłoczka.
W przeciwieństwie do v60 dwie ostatnie metody pozwalają na uzyskanie naparu z olejkami na powierzchni.
-
W przeciwieństwie do v60 dwie ostatnie metody pozwalają na uzyskanie naparu z olejkami na powierzchni.
Myślę, że chyba jest to bardziej kwestia oczyszczenia kawy z pyłu. Z V60/Kality także uzyskuję połyskliwą powierzchnię kawy, zwłaszcza jak przesieję przemiał.
-
Nie mówię, że wcale nie ma olejków....ale papier jednak większość zabiera?