Mam teraz kawę z Meksyku, średnio paloną i mam z nią taki problem.
Zawsze z nową kawą zaczynam na ustawieniu młynka 5 i dla większości potrzebne jest minimalne dostosowanie, zazwyczaj kończy się na 4,5-5, od wielkiego dzwonu troszkę drobniej.
Teraz przy 4,5 mam wodospad, więc schodzę niżej.
Pomimo robienia sporych zmian (4, dalej w dół małymi krokami aż do 3) zmiana jest niewielka, ale jest i jest w miarę stała - przepływ coraz wolniejszy.
Tylko że do czasu - po mniej więcej 10-12 sek przepływ znacząco wzrasta i wychodzi 36 out (z 18 in) w 22-23 sek i jest... kwaśno, a przynajmniej wydaje mi się że to kwaśny smak, na pewno coś nie tak.
Im drobniej mielę, tym wolniej płynie przez te pierwsze 10 sek, ale potem już to samo - znacząco przyspiesza.
Bardzo bardzo starałem się dokładnie przygotowywać kawę, WDT, super wypoziomowanie ubicia itd (z innymi kawami nie mam problemu zazwyczaj).
Zauważyłem, że tuż przed przyspieszeniem przepływu robi się mocny błonding.
Czy ta kawa jest tak trudna w przygotowaniu w kolbie, że mimo największych starań mam kanały?
Czy też możliwe jest, że po prostu po tych 12 sek jest już tak wyekstraktowana że stawia dużo mniejszy opór niż na początku?
Jak zaradzić temu?