Wielki dzień i wielki stres. Wyjazd z domu koło 10:00, po drodze trafiłem w Łodzi na paradę starych samochodów na Piotrkowskiej - na miejscu byłem koło 12:30. Szybkie rozeznanie co, gdzie i jak. Uściski, powitania z łódzkimi i przyjezdnymi forumowiczami. Szybkie espresso tu i tam. Potem nadszedł czas na zwiezienie gratów i oczekiwanie na start.
Zdecydowałem się targać wszystko z domu, od wody, przez mleko (chłodzone dwoma wkładami z lodówki turystycznej), młynek, ekspres, tamper, ścierki, pędzel, odbijak, dzbanki, nawet butelka do prezentacji mleka przed wlaniem do dzbanka. Dekoracja stanowiska workiem z plantacji, z której kawa była w młynku - Goran raz jeszzce wiekie wielkie dzięki za wsparcie i dobre słowa, oraz za cudowną kawę - Kenia Superstar. Moją maszynę podłączyłem sporo wcześniej - myślę że grzała się z 45 min. Mimo to pierwsze cztery testowe espresso nie wywołały uśmiechu na twarzy ani Oli ani Gorana. Kolejne było już akceptowalne. Nadszedł czas startu.
Okazało się że sędziów nie będzie trzech a dwóch - wiec zamiast 3 napojów każdego rodzaju robiłem po dwa - z czego niezmiernie się ucieszyłem - bo 3 cappu wymagało by chłodzenia bojlera w mojej maszynie, a to raz że trwa, dwa czasem się za nisko zejdzie i trzeba czekać.
Włączam stoper i zaczynamy przedstawienie. Krótkie przywitanie z sędziami (ale kto to był to z wrażenia zapomniałem

), prezentacja kawy i mielimy. W głowie kołacze lista czynności do wykonania, żeby technicznie wszytko było ok. Płukania przecierania, czyszczenia. Dwa espresso lądują w filiżankach i idą na prezentację. Powrót do maszyny, następne espresso do filiżanek i spieniamy mleko. Jak do tej pory byłem z siebie zadowolony. Jednak podczas nalewania mleka włączyła się delirka w stylu "Pod mocnym aniołem" - ręce latają, mleko się leje, nic się nie rysuje - pierwsza filiżanka gotowa ale nie ma zachwytu. Przynajmniej tekstura była OK. Na drugiej już jakiś niby tulipan wyszedł. Stwierdziłem - czas jest ale nerwy nie przejdą. Nie ma sensu robić raz jeszcze - podajemy.
I koniec, sprzątamy stanowisko - Olak, Pro-fan dzięki za pomoc!! Następuje radosne oczekiwanie aż reszta kolegów i koleżanek skończą.
Nerwy się uspokoiły, ciśnienie zeszło, włączył się głód

Z moich obserwacji - chyba tylko ja przytargałem ekspres, kilka osób miało swój młynek. Jednak 10-15 min. to zbyt mało czasu aby poznać się z nowym ekspresem (Vibiemme Junior 2B). Własna woda i własne mleko (Metiu - dzięki za przypomnienie o tym!!!) to też klucz do sukcesu. Można ćwiczyć w domu, ćwiczyć pojąc kawą sąsiadów - to coś daje ale od tremy i stresu występu nie chroni - niektórzy mieli ponoć większą delirkę niż ja
Wszyscy zawodnicy pokończyli, zliczanie punktów trwa. Odczytanie kolejno 3. miejsce, 2. miejsce, i w co nie wierzę do końca mimo iż nagroda stoi w kartonach za moimi plecami - 1. miejsce i moje nazwisko

Potem małe afterparty u Gorana i czas na powrót do domu.
Dziękuję raz jeszcze wszystkim trzymającym kciuki, oraz tym którzy dopingowali na miejscu.

Brawa dla was!!! I zapraszam jednocześnie wszystkich wahających się - startujcie. Zabawa i atmosfera jest przednia, ciekawi ludzie. @Metiu - za rok wypadało by bronić pięknej statuetki, którą wygrałem

O ile terminy pozwolą to już dziś potwierdzam - startuję! Jest rok na trening.
Teraz po głowie chodzi mi szatański plan na dalszy los nagrody rzeczowej - może się uda

Raz jeszcze dzięki wszystkim wspierającym!!!