Ale Pan jest uparty! My, mali rzemieślnicy opieramy swoje relacje z klientami na zaufaniu a nie na certyfikacji. Ja miałam do czynienia z certyfikacją sensoryczną: np. produkt certyfikowany znakiem INEI (Istituto Nazionale Espresso Italiano) musi mieścić się w ramach pewnego profilu sensorycznego, który został wypracowany w badaniach nad preferencjami konsumentów jako pewien "model jakości". Za tym "modelem jakości" stoją poważne badania statystyczne, obejmujące setki, jeśli nie tysiące konsumentów . Badania preferencji przeprowadza się na dużych targach typu Vinitaly czy Sigep. Modele jakości wskazane przez konsumentów są następnie opisane szczegółowo przez panele testerów, używające formularzy opartych o kilkadziesiąt deskryptorów: smaku, aromatu oraz wrażeń dotykowych czy wzrokowych.
Jeśli miał Pan do czynienia ze statystyką i szuka Pan "naukowej precyzji" , to chyba nie umknął Pana uwadze fakt, że w każdym badaniu: instrumentalnym czy też sensorycznym pobiera pan zaledwie "próbkę" z produktu a do pomiaru używa Pan instrumentu (ludzkich zmysłów czy też aparatury pomiarowej) o ograniczonej dokładności pomiaru, czyli mówiąc po ludzku, obarczonego błędem pomiarowym. Jeśli pan mówi o mikrozanieczyszczeniach, nawet jeśli w żadnej ze 100, 1000 czy 10 000 pobranych próbek używane przez Pana instrumenty pomiarowe stwierdzą zerowe stężenie badanej substancji, to i tak nie uzyska Pan PEWNOŚCI, że jej tam nie ma, gdyż abstrahując od błędu pomiaru, populacja próbek jest zaledwie reprezentacją rzeczywistości a nie rzeczywistością "w rzeczy samej". W nauce mówimy o prawdopodobieństwie otrzymania określonego wyniku, poziomach istotności błędu pomiarowego czy przedziałach "ufności" . Pewność kojarzy mi się raczej z religią..
Pytanie, kto czego szuka i czym się zadowala. Czy szukam Absolutu czy też zadowalam się pewnym poziomem prawdopodobieństwa i cieszę się życiem. To kwestia subiektywnego wyboru i naszej osobistej filozofii. W tej materii psychologiczny test Dusaya mógłby wiele wyjaśnić..