Próbowałem już wielu metod i chciałbym podzielić się swoją recepturą, dzięki której od wczoraj uzyskuję zadziwiająco dobre i powtarzalne szoty. Nie jest to jeszcze ideał ale czuję, że jestem blisko najlepszego espresso jakie miałem przyjemność kosztować. Trzy założenia, których trzymałem się twardo podczas eksperymentów:
- portafiltr baristy
- żadnych papierowych filtrów
- żadnego rozgrzewania grupy

- wagę odstawiamy na czas ekstrakcji i skupiamy się na barometrze
A oto przepis:
17g kawy, średnia siła nacisku tamperem, lekkie dociśnięcie filtra metalowego, rozgrzanie filiżanki, 60-62g wrzącej wody, unosimy ramiona robota i trzymamy je, montujemy grupę, wchodzimy od razu bez PI w czasie ~ 2s na 6 barów (u mnie przez kilka sekund spadają wtedy gęste krople naparu a następnie uzyskujemy ciągły strumień) i trzymamy bardzo starannie, tak aby nie było żadnych wahań ciśnienia a już broń Boże skoku w dół, końcówka 3-4s na 4 barach (zjazd z 6 na 4 w płyny sposób tak aby nie unieść sitka), jak ciśnienie zacznie spadać - przerywamy ekstrakcję unosząc sprawnie ramiona robota.
Bardzo fajne efekty na kawach Polish Horse, La Vaca, Arabica 9 Mix i Mujeres od Gorana. Próbuję czasami z 18g kawy.. i nie wiem na co się zdecydować. Używam aktualnie młynka 1zpresso Q2 na 30 kliku. Zero goryczki i niepożądanej kwasowości. Wyczuwalna delikatna słodycz lub pyszny winny posmak, w zależności od użytej kawy.
Pamiętajcie, że sitko za wszelką cenę nie może podnieść się do góry. Eksperymentujcie z tą myślą i dawajcie znać co sądzicie a jak uda się wam udoskonalić recepturę, informujcie. Smacznej kawusi
