Zapraszam na mały fototoreportaż z Medellin i okolic.
Samo miasto dzielnie podnosi się po latach narkotykowego terroru, ma coraz więcej do zaoferowania zarówno mieszkańcom (ich wielką chlubą jest rozbudowany - i oblegany - system metra) jak i turystom.







Na południe od miasta, na stromych i zielonych zboczach Andów górujących nad dolinami Cauca i Aburra, rozciągają się plantacje kaw.
Ostrzegali mnie, że w Kolumbii ciężko wypić dobrą kawę 'na mieście'. Nieprawda. Mikropalarnie i modne kawiarnie wyrastają jak grzyby po deszczu. W jednej z nich (Hija Mia) gdzie właściciel pali na miejscu w 3kg palarce North miałem okazję wypić bodaj najlepszą kawę w tym roku - kolumbijskiego naturala z regionu Huila, coś fantastycznego.

No to w drogę, na plantację kawy.
Alejandro, sympatyczny właściciel plantacji La Ilusion, zawiózł nas do siebie rozklekotanym pickupem.
Alejandro jest właścicielem 180000 drzewek kawowych na wysokości 1800-1900m 1h drogi na południe od Medellin
(
https://goo.gl/maps/HvMKa6AVct42).
















Właściciel zatrudnia ok. 30 osób.
Weteran zbierania kawy wynurzył się z chaszczy:




Alejandro hoduje 3 odmiany kawy - colombia, castillo oraz tabi.
Tabi to jego chluba, ma tylko 1000 drzewek tej odmiany i ich owoce jako jedyne obrabia na sucho.
Dla ciekawych:
https://www.coffeehunter.com/knowledge-centre/tabi/Kiełkujące tabi:

Suszące się:

Mielące (separator ziaren):

I przedmuchujące:

Trzeba będzie jeszcze podłubać:

Chwali się łamanym angielskim, że te ziarna zdobywają 90 punktów, ale nie dowiedziałem się co to za punkty i kto je stawia. Ale dowiem się jak kawa smakuje - kupiłem 2kg najbardziej bezpośrednio kupionej kawy w życiu

Wysuszona kawa pachnie bajecznie, a przy separowaniu zapach jabłek z cynamonem był absolutnie obezwładniający!
Teraz szoty z obróbki mokrej.
Ważonko i zsypywanko:





Maszyna depulpująca:

Następnie ziarna kilkanaście godzin dojrzewają, 'cukrują się', a potem jazda do mycia i separowania od nieczystości rynnami:




Na koniec lancz niespodzianka!
