W końcu przyszła pora na spóźnione refleksje z degustacji tych ziarenek. Palone są w miarę jasno. Poniżej, na porównawczym zdjęciu, „miodowy” Meksyk obok mniej licznej Kenii Kiini z Synestezji (po prawej).

Finca Chelin Black Honey Oaxaca Mexico
Ziarenka mają delikatny, ale przyjemny aromat, słodko – czekoladowy. Parzenie rozpocząłem od drippera V60 i od falstartu, niestety. Spotkanie z nieznanymi ziarenkami o takim profilu palenia, zwykle rozpoczynam od temperatury wody wynoszącej 92°C. Ale przy tych, z różnych powodów, temperatura wody w konewce spadła do 90°C. Zaparzyłem taką, jaka była, i z osiągniętego rezultatu nie byłem zadowolony. Był owoc, była czekolada, pić się dało, ale między owocami i czekoladą jakaś pustka, wyraźnie czegoś brakowało. Sądziłem już, że te ziarenka nie są stworzone do przelewania, planowałem zwiększenie dozy, próby w aeropressie i French Pressie. Ale wcześniej zrobiłem jeszcze jednego dripa, woda miała 94°C. I w filiżance było dobrze. Wcześniej zwiastował to miły słodko – czekoladowy aromat z nutą żółtych owoców, unoszący się znad drippera. W naparze dominuje czekolada i słodkie żółte owoce, jest migdałowy akcent. Posmak podobny, z czasem przechodzący w czekoladowy. Drip jest smaczny, dosyć łagodny, słodki, nie kwaśny i nie gorzki, fajny do picia. Ma delikatną, owocową kwaskowatość, miłą czekoladę i dużo słodyczy. Doza standardowa – 6 g kawy na 100 ml wody, czas parzenia 2,5 minuty, bez mieszania. W Frenchu owoce zmalały, czekolada wzrosła, było konkretniej i solidniej. Także ok, ale wolałem dripy. Na koniec pozostaje tylko podziękować @SMaN-owi za zorganizowanie konkursu, dzięki któremu miałem możliwość spróbowania meksykańskich ziarenek z obróbki Black Honey.