Gdy się trafi ziemniaczek w zmielonej porcji, to nie sposób go nie wyczuć. Na szczęście to tylko pojedyncze defekty, nie cała paczka. Ale w Rwandzie? W Rwandzie jeszcze nie miałem okazji. W Burundi to tak.
Ta Audunowa, świąteczna całkiem przyjemna, i zaskakująca, ale chyba też na granicy nierozwinięcia. Te z Mastro dobrze wspominam, gęste, śliwkowe, zimowe.