Otóż już starożytni słowaccy Indianie mówili, że najważniejszy jest młynek.
DF54 zrobił robotę i prosty acz przyzwoity ekspres
Ascaso Arc Steel&Black dał radę właściwie od strzała. Prób było kilka, ale już drugie dało niemal idealny przemiał. 14 g kawy, 28 g naparu w 28 sekund. No i wreszcie było gęste-gęste.

Na drugi ogień poszedł mój nowy nabytek - również używka - dźwignia
La Pavoni. Jestem zachwycony tym urządzeniem. Jest piękne i proste w użytkowaniu a przy tym pozwala na eksperymenty. Tu też szoty wychodziły jeden za drugim, a kawy były za każdym razem inne, ale za każdym razem dobre. Świetny sprzęt. Moja żona była mleczną kawą na bazie espresso zauroczona, a porównanie ma do całkiem dobrych mlecznych specjałów z Jury E8 użytkowanej na co dzień.
Do testów użyłem kaw:
1.
Chocolate Wave od Mastro Antonio
2.
Góralski Blend z Beskidów
3.
Brasil Mogiana z marketu
Jak się nietrudno domyślić, marketówka wypadła bardzo słabo. Kwasu, którego w kawie nie znoszę - zero, ale za to gorzka, niemal spalona. Sprawdza się za to dobrze w automacie. Nawet "espresso" czy americanę da się pić. Chocolate Wave dla mnie niestety za bardzo kwaskowata. Za to świetna z mlekiem. Żona wniebowzięta. Najbardziej podeszło mi espresso z Góralskiego Blendu. Balans, orzechowo itd. To, co lubię.
Będę dalej eksperymentował - zwłaszcza na La Pavoni: z różnym stopniem zmielenia, innymi kawami, różnym czasem, naciskiem itp.
Mam jeszcze Ariadnę+ i Synestesję (Etiopia) od Antonia oraz Santosa z Beskid.
No i pierwszy raz w życiu zrozumiałem co to znaczy lekka kwasowość kawy pochodząca z owoców, a nie złego parzenia. W Synestezji (Etiopia) od Antonia, ale z przelewu. Fajne doznania smakowe, ciekawe, inne - jak ktoś lubi - polecam, ale ja raczej się nie przywiążę, bo jak już pisałem - uciekam od kwasowości w kawie, a cukru używać nie chcę. Takie mam chyba chamskie kubki smakowe.

No I pozostała mi zabawa w unowocześnianie dźwigni, bo widzę w necie, że to kultowy ekspres a modów powstało mnóstwo. Tylko te ceny…


