Tak się pięknie złożyło że w młynkach i torebkach mam obecnie 4 różne kawy z Hondurasu. Każda z innej plantacji. W sumie z 3 różnych palarni.


Do młynka trafił Honduras
- Honduras Marcala COMSA od Antonia, płd-zach
- Maragogype od Gorana, płd-wsch
- Jazmin od DropCoffee, płn-wsch
- Manuel Vallecillo od DropCoffee, płn-zach
Zalanie, przełamanie i siorbanie. 4 kawy, niby takie same a jednak bardzo inne. Widać a raczej czuć, że każda potraktowana w palarni w inny sposób, ewidentnie 3 różne style.

Nawet kożuszek się wyraźnie różnił między Skandynawią a Polską.
Na wszystkich zdjęciach Skandynawskie kawy są na północy, a polskie na południu


O konkretnych smakach rozpisywać się nie będę - dość tylko powiedzieć że o ile polskie wypały przyciągają głównie nutami czekolady i chowają kwaskowość gdzies na trzeci plan, to szwedzkie ziarenka nut czekolady nie mają prawie wcale. Szwedzkie są za to dużo bardziej słodkie niż polskie.
Wszystkie kawy były naprawdę dobre, smak zmieniał się na plus wraz ze spadkiem temperatury. Jeśli cupping mówi nam o potencjale kawy, o tym czego się spodziewać po zaparzeniu to polskie ziarna jak dla mnie będą obłędne w espresso, a skandynawskie celują jednak bardziej w przelewy. Choć wszystkich jako espresso zamierzam spróbować.