Dwa tygodnie temu dostałem swój egzemplarz i od tamtej pory parzyłem 2-3 espresso dziennie, poniżej "recenzja".
Utrzymanie takiego ekspresu jest raczej tanie - za 1 nabój CO2 w 10-cio paku zapłaciłem około 5,5zł (muszą być takie z gwintem, 16g) a jeden starczył mi na cały tydzień dwóch espresso dziennie + przypadkowe upuszczenie kilku psi

Nabój wkręca się do reduktora ze wskaźnikiem psi (0-2000 psi (jakieś 137 bar)), który ma śrubę regulacji przepływu ciśnienia i spust po lewej stronie (za śrubą - żeby zatrzymać shot espresso). Do głowicy parzącej, wtyka się filtr bawełniany (wygląda jak filtr od papierosów, ale nigdy nie paliłem, nie wiem) żeby dodatkowo przefiltrować CO2 z zanieczyszczeń. Zalecana wymiana to raz na miesiąc. Wszystkie elementy są metalowe. Głowica ma swój manometr 0-16 bar.
Do ciemniejszych ziaren przelewałem raz po lewej i prawej ściance kolby, trzymając kolbę poziomo. Nie ma potrzeby grzania po 10 minut, 3 razy zmieniając wodę itd. Do kolby, na ugniecioną kawę wkładamy prysznic i silikonową wkładkę.
Silikonowa wkładka zapobiega przenoszeniu ciepła z wody do kolby (dlatego też nie trzeba jej ekstremalnie wygrzewać), zapobiega też zmoczeniu kawy przed podaniem ciśnienia.
Prysznic (metalowy) zapobiega wgniataniu się silikonowej wkładki w krążek kawowy.
Ciśnienie jest dowolnie regulowalne i nie wymaga użycia żadnej siły.
Spostrzeżenia:
Kolba mimo masywnej konstrukcji nie stoi na blacie - rączka jest tak ciężka (cała metalowa) że dopiero po nalaniu wody do portafiltra, MOŻE ustoi (ale to też balansowanie na krawędzi rozlania po szafce gorącej wody).
Rączka jest też bardzo krótka (niewygodna), a zintegrowane WDT ma raczej słabe magnesy (ale chociaż ostre końcówki igły ucięli

ALE portafilter ma uniwersalny gwint i można wymienić na coś drewnianego.
Krążki kawowe nigdy nie odbijają się całe, przez to że jedna z uszczelek odkręcanego dna portafiltra (konstrukcja własna, nie jest to sitko 58mm), wchodzi do wnętrza portafiltra - trzeba płukać.
Prysznic i wkładka silikonowa są solidnie wykonane, ale kawa dostaje się między jedno i drugie - trzeba płukać.
Głowica nie ma kontaktu z wodą, trzyma tylko kolbę i podaje CO2.
Obsługa nie jest tak czysta jak Flair 58 czy MaraX (odbić krążek, wytrzeć papierem kolbę i cześć), wymaga płukania kolby i jej elementów po shocie.
Mój osprzęt kawowy stoi na barku kawowym z dala od bieżącej wody i niewygodne jest latanie przez pół domu z brudną kolbą do najbliższego zlewu - i chyba raczej będę sprzedawał.
Samo urządzenie jest bardzo dobrze wykonane - silikonowa podkładka na kapiącą kawę jest z bardzo grubej gumy, stojak na którym spoczywa głowica jest z grubej giętej blachy. Załączony tamper jest cały metalowy i idealnie dopasowany do kolby. Zapasowe uszczelki, wkładki, filtry.
Mimo że sitko nie jest komercyjnym 58mm, to perforowane blaszki w zestawie dają bardzo dobry rezultat - miałem wcześniej Lelit MaraX i Flair 58 i szczerze mówiąc jestem bardzo zaskoczony, zwłaszcza za taką cenę (wyszło mi jakieś 1150 z drogaśnym transportem powietrznym i cłem).
Espresso z ciemnego ziarna, 1:2 wyszło bardzo pełne i zbalansowane.
Espresso z średnio-jasnego ziarna można potraktować długim bloomingiem na 2 bar (chociaż kolbę wygrzałbym bardziej niż do ciemnych), 1:3 wychodzi bardzo kolorowe.
Jeśli ktoś się zastanawiał i nie przeszkadza mu taki workflow (płukanie), a ceni sobie zupełnie bezdźwięczną pracę ekspresu i przeszkadzają mu dźwignie w dźwigniowych - gorąco polecam.