Mój dobry przyjaciel właśnie obdarował mnie prezentem niespodzianką - kawa prosto z palarni w Quito w Ekwadorze. Liczyłem na paczuszkę, a dostałem 3 po 227gr.

Każda w innym stopniu palenia od bardzo jasnej, jaśniejszej niż cynamon, przez średnią która jest średnia jak na europejskie standardy po ciemną, której ziarna są ciemne, pokryte olejkami, ale daleko im do włoskich klimatów - można by jeszcze dopiec


Cafe Aguila De Oro - Quito, Ecuador
Kawa palona jakieś 2-3 tygodnie temu. Pakowanie oryginalne to woreczek foliowy w papierowej torebce, zrolowane zamknięcie, zszyte zszywaczem. Nie trzeba zaworków - odgazowała się sama, a zwietrzeć nie zdążyła - świeżość sama się obroni.
Ziarenka ładne, równe bez defektów. W średnim paleniu trafiają się ziarenka z jasnego - może kwestia pakowania.

Cafe Aguila De Oro - Quito, Ecuador
Jasna chyba ekspresu nie zobaczy, wygląda jak stworzona do przelewania - ale po ostatnich przygodach nie mówię nie. Średnia właśnie leci do hoppera, ciemna sobie poczeka.
Średnia w filiżance pachnie skórką mandarynki - coś niesamowitego - oraz czymś bliżej nieokreślonym. Smakuje mocno - wyrażny posmak palenia może coś jak dębowe beczki. Smakuje ciemną chrupiącą skórką chleba z odrobiną ciemnej czekolady. Jest niezbyt słodka, ale też ani gorzka ani kwaśna. Bardzo intensywna. Najbardziej mi to przypomina któryś z Kubańskich wypieków Gorana. Ta kawa ma szansę błyszczeć w mleku, ciężko będzie ją zamaskować.

Cafe Aguila De Oro - Quito, Ecuador

Cafe Aguila De Oro - Quito, Ecuador
Bardzo zaskoczył mnie kontrast między aromatem i smakiem. Zapachy naprawdę nie zapowiadały takiej mocy i intensywności smaków. Kawa zostawia długi, trwały posmak, lekko dymny, bardziej kakowo/czekoladowy. Przyjemnie pobudza.

Cafe Aguila De Oro - Quito, Ecuador
W kolejnych postach pojawią się recenzje kolejnych paleń, ewentualnie wersje mleczne.