W latach siedemdziesiątych taki młynek stał w bardzo wielu sklepach spożywczych i cukierniczych (i był w ciągłym użyciu), szczególnie tych trochę większych. To był standard, nie luksus.
Jak pamiętamy typowym polskim sposobem parzenia był b. miałki przemiał zalewany wrzątkiem i takim młynkiem można było to uzyskać, poza tym młynek do kawy nie był w przeciętnym domu standardem. Przynajmniej w Warszawie w latach siedemdziesiątych kawa w zasadzie była dostępna (i młynki też). To wbrew pozorom nie był "towar z drugiego obiegu płatniczego", a z tak zwanych "krajów rozwijających się" (głównie Brazylia, potem Wietnam) i tam obowiązywały trochę inne rozliczenia. Bieda "sklepowa" zaczęła się w końcówce lat 70-tych. A bieda sklepowa niekoniecznie w Pl oznaczała biedę "domową". W latach osiemdziesiątych jak nie było kawy w sklepach to i młynki stawały się niepotrzebne. Wtedy "zaczęła królować" kawa mielona w opakowaniach próżniowych masowo przesyłana przez zagranicznych krewnych i młynki już były zbędne i zniknęły ze sklepów. W Czechosłowacji sklepowe młynki widziałem jeszcze w końcówce lat 80-tych.
A wracając do tego konkretnego młynka sadzę, że renowacja może przynieść pełen sukces. W tych czasach produkowano wyroby "naprawialne", tzn. silnik można było "przewinąć" jak się spalił (bo była przewidziana technicznie taka naprawa) i sądzę, że żarna też były przygotowane do ostrzenia i to wielokrotnego, więc można próbować.