Autor Wątek: Bałkańska (NIE)Kultura  (Przeczytany 53341 razy)

Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #75 dnia: 09 Czerwiec 2016, 21:27:59 »
Znajomy profesor z UG próbuję wskazać na powiązanie kultury kaszubskiej z tradycją serbska. Czy ma rację czy nie, jedno jest pewne, Bubliczki - grupa siedmiu młodych, niezwykle zdolnych muzyków wywodzących się z kaszubskich Brus i Szczecina, swoją muzyką to doskonała udowadniają. Mikstura muzyki folkowej – głęboko zakorzenionej w Polsce – z inspiracjami zaczerpniętymi z Półwyspu Bałkańskiego. Utwory które z intensywnością serbskiej śliwowicy spowodują niekontrolowany ruch Twoich kończyn, tułowia oraz głowy. Na ich "krążkach" znajdziesz echa rumuńskich ulic, moc tureckiej kawy, hałas cygańskich trąb, dzięki którym poczujesz nieskrępowaną radość, a zaraz potem wyciszającą melancholię…

Zespół Bubliczki i Baltic Neopolis Orchestra wystąpili wspólnie w studiu koncertowym Radia Szczecin im. Jana Szyrockiego. Utwory z repertuaru Bubliczek w nowej aranżacji i brzmieniu, o które zadbali muzycy z BNO. Był to kolejny koncert w ramach cyklu "Włącz orkiestrę" /06.11.2014/. Ponad godzina dobrej zabawy.



Z Bubliczkami bawiłem się na Sylwestra, atmosfera była bardzo gorąca, prawie jak w ich najnowszym teledysku :



Jeżeli ktoś chce ich wesprzeć, MP3 lub CD   można zamówić za jedyne 15/32 zł




Offline gromog Mężczyzna

  • Ojciec Założyciel
  • Wiadomości: 895
  • Ekspres: Quick Mill Super Cappuccino, Jura F 50 II, Astoria CKE
  • Młynek: La Marzocco
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #76 dnia: 11 Sierpień 2016, 18:36:55 »

Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #77 dnia: 04 Listopad 2016, 12:05:44 »
Czy Ziemia jest płaska, czy nas okłamują i dla czego ... W wieczornym Talk Show w telewizji macedońskiej, Dave Murphy i jego punkt widzenia tego zagadnienia.
Zanim obejrzałem ten show, nie wiedziałem że ten temat jest tak bardzo wałkowany w sieci. To co nam się wydaję normalne, nagłe nabiera inny wymiar. I nie chodzi tu wcale o płaska Ziemie ale o to abyśmy się nie nabierały i mieli ślepe zaufanie do koncernów, władz, naukowców ...
Myślę że warto obejrzeć ten show a potem i odpowiedz NASA z tego roku ( This Stream may upset those who believe in a #Propaganda or #Conspiracy Theory such as Flat-earth (Flat Earth Society) Live Stream 24/7




Offline Antonio Mężczyzna

    • Mastro Antonio
  • Ojciec Chrzestny
  • Wiadomości: 8713
    • Mastro Antonio
  • Ekspres: WEGA Concept
  • Młynek: Ceado E6P/E37S/E8D MGuate/MSJ
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #78 dnia: 04 Listopad 2016, 12:37:59 »
A o co chodzi? O złudzenia optyczne? Ostatnio podobno świat obiegła fotografia czyichś nóg pokrytych lśniąca folią lub lakierem. Tak przynajmniej widziała to większość ludzi, również ja. Tymczasem autor zdjęcia i właściciel nóg, narysował na nich tylko parę białych kresek...

Offline Biogon35

  • Wiadomości: 282
  • Ekspres: Izzo Alex Duetto
  • Młynek: Mahlkönig K30
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #79 dnia: 04 Listopad 2016, 15:43:11 »
 :ok:

Offline gromog Mężczyzna

  • Ojciec Założyciel
  • Wiadomości: 895
  • Ekspres: Quick Mill Super Cappuccino, Jura F 50 II, Astoria CKE
  • Młynek: La Marzocco
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #80 dnia: 20 Grudzień 2016, 17:27:03 »

Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #81 dnia: 29 Grudzień 2016, 22:45:11 »
Jako że urodziłem się na Bałkanach, nieodzownym elementem tamtejszego folkloru są Cyganie. Jedno jest pewne, nikogo nie zostawiają obojętnym. Jedni uwielbiają ich muzykę, drudzy uciekają przed nimi na drugą stronę ulicy. Niezmierna ilość kawałów o cyganach tylko świadczy o dyskryminacji ale oni się tym nie przyjmują. Żyją pełnią życia i można im tylko pozazdrościć charakteru gdyż nas zabijają całkiem prozaiczne rzeczy. Jako że kultura cygańska jest bardzo różnorodna to i ten artykuł będzie w częściach a dzisiaj zacznę teatrem RomaFest z którym spotkałem się jakieś  pięć lat temu. Teatr gościł również w Polsce więc i niektórzy z Was mogli się spotkać z ich sztuką.

Teatr tańca Romafest Gypsy czaruje tańcem od 1997 r., a grupa powstała przy okazji Festiwalu Cygańskiej Piosenki i Tańca w Gornesti w Transylwanii. Znaleźli w niej miejsce absolutnie doskonali tancerze wykonujący tradycyjne tańce głównie z rejonu Transylwanii. Precyzja, skala trudności wykonania potrafią przyprawić widza o zawrót głowy. Trudno się temu dziwić, ponieważ do zespołu trafiają wybitni artyści, którzy kończą szkoły ze złotymi medalami oraz finaliści najważniejszych konkursów tanecznych.


 

Bo dziś prawdziwych Cyganów już nie ma.
Bo czy warto po świecie się tłuc.
(A. Osiecka)

Krótka historia Romów
Rozważania na temat Romów i ich etnicznego pochodzenia najlepiej zacząć od dookreślenia tego, kim są Romowie, nazywani również Cyganami. 'Cyganie' to termin o szerszym zakresie znaczeniowym i oznacza różne ludy wędrowne, można go nawet uznać za synonim słowa 'koczownicy'. Encyklopedia PWN podaje, że Romowie są ludem częściowo osiadłym, częściowo koczowniczym, zamieszkują wszystkie kontynenty, w Europie głównie Rumunię, Węgry i Słowację. Nie mają własnej religii, przeważnie przyjmują religię kraju, w którym mieszkają, żyją w izolacji kulturowej wierni tylko własnej tradycji. Mówią wieloma dialektami, które należą do jednej kategorii języka cygańskiego (romani), dialekty te różną się przede wszystkim pod względem słownictwa i składni. Pierwotną ojczyzną Cyganów były Indie, do Europy przybyli w VIII w n.e. przez Persję, Armenię i Grecję. W Polsce pojawili się na początku XV wieku n.e.

Pochodzenie antropologiczne Romów
Jako miejsce pochodzenia Romów przez wieki wskazywano Egipt, ponieważ podczas swojej pierwszej migracji do Europy przedstawiali się oni jako pokutnicy, uciekinierzy z 'Małego Egiptu'. Prawdopodobnie robili to po to, by zyskać zaufanie miejscowej ludności. Określenia 'Gypsies', 'Gitanos', 'Gitanes' będące nazwą Cyganów świadczą o tym, że uwierzono w to, co o sobie mówili. Pierwsza historyczna wzmianka o Cyganach w Europie pochodzi z połowy XI wieku n.e., można ją znaleźć w Żywocie Jerzego Matharsmindel z Góry Athos i wskazuje na obecność ich w Konstantynopolu. Dokument ten mówi o ludziach nazywanych 'Asincan', znanych z trudnienia się czarami i kradzieżą. Drugi pod względem chronologii zapis pochodzi z 1322 roku, od Simona Simeonisa, franciszkanina pielgrzymującego do Ziemi Świętej i odnosi się do napotkanych na Krecie Cyganów, jednak nie nadaje im żadnej nazwy. O tym, że Romowie nie pochodzą z Egiptu dowiedziano się dopiero w XVIII wieku i jako ich ojczyznę wskazano Indie

Najliczniejsze grupy Romów zamieszkują na Bałkanach. Na terenie byłej Jugosławii można doliczyć się ponad dwudziestu plemion. Każde z nich żyje na określonym terytorium, posiada specyficzną kulturę, posługuje się specyficznym dialektem i wyznaniem, Podobna ilość plemion zamieszkuje w Bułgarii.
Polska Roma, nazywani też polskimi Cyganami nizinnymi, są nomadami, w swoich wędrówkach nie przekraczają jednak granic Polski. W tej grupie istnieje swego rodzaju patriotyzm widoczny między innymi w wierszach Papuszy, np. w utworze "Ziemio moja jestem córką twoją", nieobecny w pozostałych, kosmopolitycznie nastawionych plemionach. Ich język zawiera wiele wpływów niemieckich, co świadczy o ich germańskim pochodzeniu, pod względem obyczajowym najbliżsi są im są Cyganie niemieccy (sastyka Roma), a pod względem folkloru muzyczno-poetyckiego rosyjscy (chaładytka Roma).

W kulturze Romów ogromną rolę odgrywa muzyka, wbrew obiegowym przekonaniom nie ma jednak wspólnego wszystkim Romom 'języka muzycznego', ani wspólnego sposobu grania czy śpiewania. Można tłumaczyć to w ten sposób, że w przeszłości Romowie grali zazwyczaj jako zawodowi muzycy, więc starali się dopasować do otoczenia, posługując się też instrumentami znanymi z danego otoczenia. Szczególnie wysoką pozycją cieszyli się profesjonalni artyści cygańscy w XIX wieku na Węgrzech, w Rosji i w Hiszpanii. Na Węgrzech, gdzie wcześniej kowalstwo uważano za główną profesję Cyganów, naczelne miejsce zajęła muzyka, Franciszek Liszt twierdził nawet, że stworzyli oni całą muzykę węgierską, wprawdzie miał on swoich oponentów, jednak w odbiorze szerokiej publiczności to właśnie najlepsi muzycy cygańscy przechowywali muzykę narodową, będąc jednocześnie jej wykonawcami.

Cały tekst o etnologii Romów można przeczytać : http://www.etnologia.pl/wspolny-worek/teksty/romowie-dyskryminowana-mniejszosc-I.php


Offline Antonio Mężczyzna

    • Mastro Antonio
  • Ojciec Chrzestny
  • Wiadomości: 8713
    • Mastro Antonio
  • Ekspres: WEGA Concept
  • Młynek: Ceado E6P/E37S/E8D MGuate/MSJ
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #82 dnia: 30 Grudzień 2016, 11:57:14 »
Obyczaje Romów dość mocno są indyjskie, kastowe, związane z pojęciem czystości, strasznie dziś archaiczne...

Przed świętami (nieprawosławnymi) zacząłem czytać Wołoszańskiego "Wiek krwi". Jest to popularnym i prostym językiem napisana opowieść o dziejach świata w XX wieku. Zaczyna się od Serbii: od słynnego zamachu zorganizowanego przez grupę terrorystów a może patriotów na życie następcy tronu Cesarstwa Austro-Węgier. Zamachowcy byli obywatelami Królestwa Serbii, a dążyli do utworzenia Wielkiej Serbii, złożonej z ościennych krain: Chorwacji, Słowenii itd. RanGo, jeśli znajdziesz kiedyś chwilę, to podziel się proszę serbskim spojrzeniem na ten rozpoczynający wielkie i ciężkie przemiany moment w historii.

Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #83 dnia: 31 Grudzień 2016, 13:12:12 »
Andrzeju,  o atentacie  w Sarajewie jest dosyć dużo napisano. Serbia się nie wstydzi tego czynu chociaż udowodniono że nie to ona stała za tym zamachem. Gavrilo Princip pochodził z Sarajewa a po wykluczeniu go ze szkoły przeniósł się do Serbii. Nie idea utworzenia Wielkiej Serbii a niechęć do rządzenia narodem przez obce mocarstwa była przewodnia tej grupy zamachowej pod nazwą " Młoda Bośnia". Nie był on sam przy atentacie, było pięciu pozostałych członków grupy ustawionych wzdłuż trasy arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Jak to bywa w życiu, jedni nie mogli się dostać bliżej, innym zadrżało serce w  tym momencie i zrezygnowali bo wiadomo jak to jest jak się ma 19 lat. 
Serbia  wtedy wywiązała się z zadania nałożonego  przez  Austro-Węgry  aby  znaleźć odpowiedzialnych za  ten czyn. Broń dostarczyło ugrupowanie Czarna Ręka, działająca  na swoją rękę i jej członkowie zostały aresztowany i osądzony.  Jednak żądania Austrii były tak skonstruowane aby, nie tylko Serbia ale każde inne  państwo jeżeli uważa się suwerennym państwem, nie mogli ich spełnić.  I tak się potoczyła Pierwsza Wojna Światowa.  Serbia, chociaż bardzo osłabiona po wojnach bałkańskich które doprowadzili do wyzwolenia od imperium Osmańskiego i podzielenia  terytoriów po imperium, dała radę stawić  czoło mocniejszej i lepiej wyposażonej armii Austro-Węgierskiej. Niestety, wygrana tej wojny bardzo dużo kosztowała Serbie  gdyż zginęła w niej jedna trzecia całej populacji ( ponad 60% męskiej populacji ).

Co do Gavrila Principa, nie ma on pomnika  w  Serbii, jedynie graffiti, taki jak  ten na  murach  ulicy nazwanych jego imieniem przypominają tamte czasy.

Nasze cienie będą chodzić Wiedniem, wędrować dworami, straszyć włodarzy ...

To co teraz może być ciekawą sprawą dotyczącą Polski, to sprawa badania  DNK Tomasza Masarika, pierwszego prezydenta i ojca niepodległej  Czechosłowacji. Może się okazać że był on nieślubnym synem Austro-Węgierskiego cesarza Franca Józefa. Jeszcze nie ma dowodów na  to ale życie młodego Masarika na  to  wskazuję. Po objęciu władzy, ojczulek Czechów zmienił politykę w  stosunku  do Polski, nakazał armii czeskiej zajęcia dużego terytorium nad Olzą, odradzał zachodnim dyplomatom  udzielania Polsce jakiejkolwiek pomocy a później  zamiast sojuszu z Polską, utworzył sojusz z Mussolinim.

To tyle o polityce na koniec  roku.


   

Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #84 dnia: 14 Marzec 2017, 10:03:58 »
Według starego serbskiego kalendarza ( niektórzy jednak uważają że przejętego z Bizancjum ) dzisiaj byśmy mieli 7525 rok. Od "początku" świata  ( 5508 p.n.e ) aż do 19 stulecia był używany na terytorium Serbii a co ciekawe miał tylko dwie pory roku, lato i zimę. Kto by pomyślał że taki kalendarz mógł mieć ISO 8601, bo układ rok/miesiąc/dzień korzysta się jedynie w komputerowym przetwarzaniu danych. Na twierdzy w mieście Smederewo została wbudowana data jej powstania - rok 6938.




Symbole Vinca, najstarsze pismo świata czy tylko dekoracja?

Kultura Vinca jest jedną z najstarszych kultur europejskich, sięgając swymi początkami epoki neolitu. Pierwsze ślady tej kultury odkrył serbski archeolog Miloje Vasic w 1908 roku w miejscowości Vinca 16 km na wschód od Belgradu. Kultura Vinca rozwijała się na Bałkanach pomiędzy 5500 p.n.e. do koło  3500 roku p.n.e. Potwierdzony badaniami archeologicznymi zasięg kultury Vinca można określić w następujących granicach. Zachodnia granica opiera się o Chorwację (okolice Osjeku i Vukovaru) wschodnia o Rumunię (Transylwania) natomiast na osi północ- południe skrajne punkty to południowo zachodnie Węgry i północna Grecja (pogranicze macedońskie).

U szczytu rozwoju kultura Vinca, odgrywała ważną rolę w południowo-wschodniej Europie. To właśnie kultura Vinca jako pierwsza na świecie wkroczyła w epokę chalkolitu (epoka miedzi, to okres przejściowy pomiędzy neolitem a epoką brązu). W miejscowości Plocnik archeolodzy odkryli zaawansowany warsztat metalurgiczny z kominami i rurami napowietrzającymi oraz najstarsze przykłady narzędzi miedzianych oraz miedzianych ozdób. Odkrycie w Plocnik przesunęło początek epoki miedzi o 500 lat w stosunku do wcześniejszych ustaleń.  Kultura Vinca została więc pionierem metalurgii podczas gdy inne  równoległe kultury tkwiły w epoce kamienia.

 
Na terenie kultury Vinca pojawiają się po raz pierwszy w Europie drewniane domy piętrowe, meble, które współczesny człowiek rozpozna jako formę krzesła i stołu. Ludzie kultury Vinca byli w stanie wykonać ubrania o skomplikowanych wzorach co świadczy o wysokich umiejętnościach w dziedzinie tkactwa. Także ceramika kultury Vinca wyróżnia się na tle innych równoległych kultur wysoką jakością i bardziej skomplikowanym procesem produkcyjnym. Kulturze Vinca przypisuje się także wprowadzenie do użycia po raz pierwszy (napewno w Europie) koła.  A także użycie po raz pierwszy w Europie rodzaju pługu zaprzęgniętego do zwierząt pociągowych.


Ta rewolucja w rolnictwie pozwoliła na wprowadzenie do uprawy nowych roślin takich jak len, pszenica, jęczmień i owies. Spowodowało to zapewne nadwyżkę żywności co automatycznie poskutkowało gwałtownym rozrostem populacji. Odkryte do tej pory osady kultury Vinca zadziwiają swą wielkością, będąc największymi osiedlami w Europie tamtych czasów a w wielu przypadkach rzucając nawet cień na współczesne im osady z kręgu kultury egejskiej czy kultur Bliskiego Wschodu. Dla przykładu można podać osadę w Divostin, składała się ona z 1028 domów i zamieszkana była przez około 8200 osób lub osada w Stubline zamieszkane maksymalnie przez 4000 mieszkańców, nieco mniejsza osada znajduje się w Belo Brdo osada pokrywała 29 hektarów i zamieszkana była przez około 2500 ludzi. Załamanie się kultury zbiega sie z przybyciem na te tereny wojowniczych dosiadających konie Proto-Indo-Europejczyków przybyłych z okolic Morza Kaspijskiego.

 
Intrygującym aspektem kultury Vinca są zoomorficzne i antropomorficzne figurki, którym przypisuje się funkcje kultowe. Razem z figurkami odkrywano ołtarzyki na trzech lub czterech nogach co wskazuje na istnienie systemu kultowego.  Do tej pory odkryto ponad 1000 figurek, czasami pomalowanych. Zwraca uwagę, że większość z figurek przedstawia postaci o kobiecych cechach fizjologicznych. Na tej podstawie podejrzewa się, że kultura Vinca mogła być kulturą matriarchalną



Jednak najbardziej intrygującym i gorąco dyskutowanym aspektem cywilizacji doliny Dunaju, jest ich domniemane pismo. Niektórzy naukowcy (głównie specjaliści zajmujący się rejonem Mezopotamii) utrzymują, że symbole Vinca są właściwie tylko zbiorem figur geometrycznych i symboli, zwyczajnymi dekoracjami bez głębszego znaczenia. Ignorując fakt, że istnieje ponad 700 różnych symboli (zarejestrowanych na ponad 1000 obiektów takich jak tabliczki, figurki i fragmenty ceramiki) co jest liczbą podobną do ilości hieroglifów w piśmie egipskim. Czasami w świecie naukowym można spotkać się z opiniami, że w najlepszym razie ludzie Vinca skopiowali swe znaki od którejś z kultur Mezopotamii, zapominając przy tym, że niektóre z tabliczek Vinca zostały przebadane laboratoryjnie i stwierdzono, że są starsze niż tabliczki sumeryjskie. 

Inni tak jak Harald Haarmann, wybitny niemiecki naukowiec, językoznawca i kulturoznawca, wiodący specjalista w dziedzinie starożytnych skryptów i starożytnych języków. Obecnie wiceprezes międzynarodowej instytucji The Institute of Archaeomythology. Zdecydowanie popiera pogląd, że symbole Vinca są najstarszym przykładem pisma na świecie. Utrzymuje On, że symbole Vinca zawierają w sobie cechy prawdziwego systemu piśmienniczego. Jeśli ta teoria jest poprawna, mamy do czynienia z najstarszym znanym pismem stworzonym przez rodzaj ludzki. Symbole Vinca określane czasem mianem protopisma predatują pismo sumeryjskie a nawet symbole z tabliczki Dispilio datowane na rok 5260 p.n.e.(patrz osobny artykuł na temat tabliczki Dispilio)  Nie dziwi więc, że badacze specjalizujący się w kulturach Bliskiego Wschodu negują a nawet czynnie przeszkadzają i blokują badania tak nad symbolami Vinca jak i nad tabliczką Dispilio.

Spór trwa i na pewno zasługuje na dalsze i szersze badania. Miejmy nadzieję, że nowe badania nad kulturą Vinca przyniosą nam nowe fascynujące odkrycia potwierdzające, że na terenie Europy pod koniec neolitu rozwinęła się zaawansowana kultura dysponująca pismem.

http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/symbole-vinca-najstarsze-pismo-swiata-czy-tylko-dekoracja





 

Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #85 dnia: 22 Marzec 2017, 19:03:47 »
Una Saga Serbica - Tańce i melodie z Bałkanów czyli Riverdance po serbsku

Piękno Serbii, jej historia, dziedzictwo, kultura i przede wszystkim, jej tańce są nieskończonym źródłem inspiracji dla wielu artystów. Łącząc kroki, słowa, nuty, kolory i ludzi, wpadli na pomysł, aby stworzyć nową perspektywę lokalnej kultury pokazując w ten unikalny sposób, piękno minionych czasów.

Zapowiedz spektaklu :

Spektakl trwa nieco ponad godzinę, odbył się w sali kongresowej w Belgradzie, wybudowanej w 1976 roku a z ciekawych rzeczy, boczne ściany tej sali są ruchome aby zapewnić jak najlepszą akustykę. Grało tu mnóstwo osób znaczących w świecie muzyki i brak mi takiego miejsca w Łodzi ( w Belgradzie mieszkam dokładnie naprzeciwko ). Dla tych co lubią połączenie folkloru i baletu, i zdecydują się obejrzeć cały spektakl, pełna wersja.





Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #86 dnia: 24 Marzec 2017, 13:07:36 »
Na Bałkanach nie jest wszystko tak różowo... ale w jednej dziedzinie jak najbardziej.

Różowe Pantery - najskuteczniejsi złodzieje świata

Sześćdziesiąt sekund. Tylko tyle czasu zajmuje tym złodziejom przeprowadzenie nawet najbardziej skomplikowanego skoku, a dokonali już prawie trzystu pięćdziesięciu. Ukradzione przez nich kosztowności wycenia się na ponad pół miliarda dolarów. Interpol wciąż nie może ich rozpracować. Kim są Różowe Pantery, których obawiają się jubilerzy na całym świecie?

Lipiec 2013 roku. Do luksusowego hotelu w Cannes wchodzi mężczyzna, zasłaniający swą twarz szalikiem. Zaskoczeni rezydenci oraz obsługa nawet nie zdążyli zareagować na to, co stało się w niecałą minutę.
Reklama

Złodziej przywłaszczył sobie biżuterię wartą około 138 milionów dolarów. Po czym, aby skrócić sobie drogę ucieczki... wyskoczył przez okno. Zanim podjęto jakiekolwiek kroki, nie było już po nim ani śladu. Wszystko to stało się w biały dzień i to w dodatku w tym samym budynku, w którym Alfred Hitchcock kręcił "Złodzieja w hotelu". To jednak nie jest jedyny związek gangu Różowych Panter z filmową fikcją.


Sama nazwa tej wywodzącej się z Serbii i Czarnogóry organizacji pochodzi rzecz jasna od pamiętnej komedii z 1963 r. Co ciekawe, złodziejom nadali ją sami policjanci, po tym, jak w 2003 r. udało im złapać się jednego z rabusiów, próbującego schować skradziony pierścionek z diamentem kosztujący 750 tysięcy dolarów w opakowaniu kremu do twarzy - zupełnie, jak we wspomnianej produkcji. Różowym Panterom jest jednak bliżej bohaterów serii "Mission: Impossible".

Perfekcyjnie zaplanowane skoki, brawurowe ucieczki (także te z więzień), i wreszcie siatka kontaktów na całym świecie sprawiają, że od ponad dwudziestu lat członkowie gangu pozostają nieuchwytni. Na dobrą sprawę ścigający ich Interpol nie jest w stanie potwierdzić choćby przybliżonej liczby Panter. Według różnych szacunków, do organizacji należy obecnie od 50 do... 500 osób. Złodzieje nie mają ustalonej hierarchii, przez co działają niczym terroryści. Każdy z nich doskonale wie, jakie są jego zadania.


Większość ze złodziei to dawni żołnierze, którzy brali udział w walkach w Chorwacji i Bośni, które miały miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych. Mówi się, że w Różowych Panterach swoje miejsce znaleźli byli członkowie Tygrysów Arkana, czyli Serbskiej Straży Ochotniczej, odpowiedzialnej za kilka zbrodni wojennych.

Mimo że przez część mieszkańców krajów byłej Jugosławii uważani są za współczesnych Robin Hoodów, to nie można mieć żadnych złudzeń - to brutalni złodzieje, którzy nie cofną się przed niczym, aby zdobyć upragniony łup. Nawet jeśli - co jest raczej legendą niż potwierdzoną informacją - część pieniędzy przekazują najbardziej potrzebującym osobom w swoich rodzinnych stronach.

Wojskowe wyszkolenie przydaje się złodziejom w planowaniu skoków. Zdaniem próbujących rozpracować ich metody detektywów, poświęcają oni wiele czasu na przygotowania poszczególnych akcji. Robią tak, by same rabunki nie trwały więcej niż minutę.

Jednym ze sztandarowych przykładów działalności Różowych Panter jest napad na prestiżowy sklep z biżuterią w Tokio, do którego doszło w 2007 r. Złodzieje weszli do środka w specjalnych strojach i maskach, po czym potraktowali trzech sprzedawców gazem łzawiącym. Rozbili kilka witryn, wyciągając z nich najcenniejsze przedmioty, w tym tiarę o wartości 1,5 miliona dolarów, i udali się do wyjścia. Tam czekały na nich rowery, przy pomocy których uciekli z miejsca przestępstwa, przeciskając się przez zakorkowane ulice. Akcja trwała 36 sekund. Tokijska policja była bez szans.

Nie mniej spektakularną operację Pantery przeprowadziły tego samego roku w Dubaju. Przez szklane drzwi centrum handlowego przebiły się dwa Audi S8. Z samochodów wysiedli dwaj zamaskowani mężczyźni z rewolwerami i małymi walizkami. Kiedy stanęli na progu sklepu z biżuterią, jego obsługa zaczęła uciekać. Wtedy złodzieje zabrali się do opróżniania gablot.

W ciągu kilkudziesięciu sekund zabrali wszystko, co przyciągnęło ich uwagę. Po precyzyjnych ruchach, widocznych na nagraniu z monitoringu, policja ustaliła, że ma do czynienia z ludźmi, którzy nie robili tego po raz pierwszy.

Przestępcy wrócili do samochodów i odjechali, zanim na miejscu zjawili się ochroniarze. Udało się ustalić, że skradziono kosztowności wyceniane na 3,4 miliona dolarów, a dwa nowiutkie egzemplarze audi zmieniły swoich właścicieli na kilka godzin przed skokiem.

Od tamtej pory Interpol powołał specjalną jednostkę zajmującą się tylko i wyłącznie ściganiem Panter. Jak do tej pory stróżom prawa na całym świecie udało się złapać 189 złodziei, w tym tych odpowiedzialnych za napad w Dubaju. Okazało się, że rabusie - paląc pojazdy służące im do ucieczki - nie otworzyli w nich okien, przez co ogień nie strawił w całości wnętrz.

Po znalezionych w samochodach śladach DNA udało się namierzyć kryminalistów - Dusko Poznana i Milana Lepoia, ściganych również za rabunki w Szwajcarii i Liechtensteinie. Nie znaleziono natomiast biżuterii. Tę, podobnie jak w przypadku pozostałych kradzieży, spieniężono w niecałe 24 godziny po napadzie.

Kolejną wpadkę Pantery zaliczyły w zeszłym roku w Grecji. Złodzieje wzbudzili podejrzenia policji już w trakcie przygotowań do skoku. Zgubiły ich... peruki, które przykuły uwagę stróżów prawa. Próba wylegitymowania członków gangu skończyła się strzelaniną, w której ucierpiał jeden z funkcjonariuszy. Trójkę podejrzanych złapano. Znajdująca się wśród nich kobieta - co najlepsze, była zawodowa koszykarka - po ucieczce z więzienia znów  jest na wolności,

Mimo niepowodzeń Różowe Pantery wciąż pozostają jedną z najskuteczniejszych i najniebezpieczniejszych grup przestępczych, z jakimi ma do czynienia Interpol. Skoki, takie jak ten w Cannes, są potwierdzeniem, że złoczyńcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Zastanawiające jest to, jak bandyci zareagują na... pełnometrażowy film o ich działalności, nad którym pracę rozpoczął Banny Boyle, reżyser "Slumdoga: Milionera z ulicy". Pantery, czerpiące inspiracje z kinowych produkcji, same staną się gwiazdami jednej z nich. Czy na jego premierze też dojdzie do spektakularnej kradzieży?



tekst: http://facet.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-rozowe-pantery-najskuteczniejsi-zlodzieje-swiata,nId,1061757

Offline Krocek

  • Wiadomości: 11
    • Ekspresy do kawy
  • Ekspres: Krups EA 850B
  • Młynek: Krups
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #87 dnia: 30 Kwiecień 2017, 12:34:16 »
Na Planete+ był kiedyś dokument na temat tej grupy. Jednym słowem: zawodowcy :)

Offline andrak Mężczyzna

  • Wiadomości: 132
  • Ekspres: Gaggia Accademia, Bialetti Mokona, Aeropress, V60, Chemex
  • Młynek: Comandante, Porlex Mini
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #88 dnia: 01 Maj 2017, 18:37:35 »
W sam raz na długi weekend. Widziałem ten film kilka razy (z polskim tłumaczeniem).
Energetyczny jak mało co. Gucza i tyle w temacie.


Offline ranGo Mężczyzna

  • Administrator
  • Wiadomości: 2074
    • Euro Cafe
  • Ekspres: Dalla Corte Mina, Moccamaster, V60, Chemex, Kalitta, Aeropress,
  • Młynek: RTF64, Lido2, Lido3, Ditting, Mahlkoenig, Quamar80e
Odp: Bałkańska (NIE)Kultura
« Odpowiedź #89 dnia: 21 Czerwiec 2017, 12:31:05 »

O dzieciach z Macedonii, które zabrano z domu i wysłano kiedyś do Polski
Magda Piekarska

23 października 2016 | 11:24



- My na całe życie pozostaliśmy dziećmi, tymi, które w 1948 roku wyrwano z rodzinnych domów i wysłano w nieznane - mówią Macedończycy, bohaterowie spektaklu Roberta Urbańskiego i Jacka Głomba "Przerwana odyseja"

Do granicy odprowadziły je matki. Żegnał je głośny ich płacz. I obietnice majek, że tak, będą pamiętać, kto się w nocy odkrywa, komu zdarza się zmoczyć przez sen i co kto lubi na śniadanie. Potem i tak opiekunki mogły zająć się tylko najmłodszymi. Starsze musiały radzić sobie same.

Dziewięcioletnia Dimitra szła ze starszym o trzy lata bratem Ilo.

14-letni Liso był sam.

Nikt nie wie, ile lat miał Mito - już w Polsce uznano, że wygląda na dziewięć, i tak zostało.

Pierwsza kromka chleba czekała na nich dopiero w jugosłowiańskiej Bitoli, skąd towarowymi pociągami jechali do Rumunii, żeby po kilku miesiącach trafić do Polski. Wychowawcy, którzy czekali na nich na dworcu w Lądku-Zdroju, załamywali ręce: dzieci były brudne, obdarte, głodne i zawszone.

Mito: Klawczov, Alexiu, Aleksowski

Rodziny bohaterów tej opowieści pochodziły z Macedonii Egejskiej, regionu, który znalazł się w granicach Grecji w 1913 roku - przedtem te tereny należały do Imperium Osmańskiego. W latach dwudziestych nastąpiła tu wymiana ludności - Turcy wyjechali, na ich miejscu pojawili się Grecy. Ale Macedończycy pozostali. Urzędową decyzją zmieniono im nazwiska, a używanie języka macedońskiego zostało oficjalnie zakazane. Słowiańskie nazwy wiosek i miasteczek - Szesztewo, Galiszcze - również zamieniono na greckie.

- Kiedy w 1946 roku w Grecji wybuchła wojna domowa, po stronie komunistów zaangażowało się w nią wielu Macedończyków z pokolenia moich rodziców - opowiada Grigorij Popowski, urodzony w Płakowicach pod Lwówkiem dziennikarz i tłumacz. Jest synem partyzanta i jednej z majek - jego mama w drodze do Polski miała pod opieką grupę 22 dzieci ze swojej okolicy, w tym małego Mita. Po wojnie oboje uczyli w ośrodkach dla uchodźców. - Komuniści obiecywali im po wygranej autonomię. Wielu w tej wojnie straciło życie, zdrowie, rodziny, a obietnica nie została spełniona.

W "Przerwanej odysei" dramaturg Robert Urbański i reżyser Jacek Głomb opowiadają historię, w której mogą się odnaleźć tysiące dzieci z terenów Macedonii Egejskiej, które w 1948 roku zostały odebrane rodzinom i wywiezione do Polski, Rumunii, Węgier, ówczesnych NRD i Czechosłowacji.

Exodus dotknął 28 tys. greckich i macedońskich dzieci. 3,5 tys. z nich trafiło do Polski, połowa to Macedończycy.

Ich przyjazd był objęty tajemnicą - kiedy statek z uchodźcami na pokładzie przybijał do portu w Świnoujściu, na jedną dobę wysiedlono wszystkich mieszkańców najbliższej okolicy.

Jednak o ile Grecy mieli po latach szansę powrotu do domu, większość Macedończyków ją straciła - dla tych, którzy urodzili się na terenie Grecji i nie zdecydowali się na przyjęcie greckiego obywatelstwa, granica do dziś jest zamknięta. A istnienia Macedonii, kraju obejmującego region należący przez lata do Jugosławii, greckie władze nie uznają - przy wjeździe do Grecji skrót MK na tablicach rejestracyjnych jest zaklejany przez celników, a paszport zastępuje wystawiany na miejscu dokument.

Po przyjeździe do Polski, gdzie większość dzieci, ale też zdemobilizowanych partyzantów, trafiła na Dolny Śląsk, do ośrodków wypoczynkowych w Lądku-Zdroju i Międzygórzu, potem - do Zgorzelca, Wrocławia czy Legnicy, komplikacje związane z danymi osobowymi Macedończyków uległy kolejnemu spiętrzeniu.

Mito, bohater filmu "Macedończyk" w reżyserii swojego syna Petra Aleksowskiego, mieszka w Polsce od 1948 roku. I do dziś nie ma żadnych dokumentów, które potwierdziłyby jego pochodzenie. Jako człowiek bez obywatelstwa, bez aktu urodzenia, skończył w Polsce studia, pracował, prowadził własną firmę. Zanim Polska weszła do UE, raz na jakiś czas Straż Graniczna próbowała odstawić go na granicę, teraz ma spokój. Ale wciąż nie jest w stanie powiedzieć, jak tak naprawdę się nazywa.

Pytano go o to w Lądku-Zdroju, dokąd trafił w 1948 roku. Wtedy podał nazwisko Klawczov, które zapamiętał z rodzinnej wioski Szesztewo.

- Jego kuzynka, jedna z majek, która w Macedonii nosiła zgreczone nazwisko Alexiu, bała się, że zostaną rozdzieleni i dlatego podróżował już pod jej nazwiskiem - tłumaczy syn Mita, Petro. - W Polsce Macedończykom zmieniono je na polsko brzmiące Aleksowski.

- W przypadku macedońskich i greckich dzieci, które trafiły w latach 40. do Polski, mamy do czynienia z podobnymi historiami - mówi Jacek Głomb. - Ale ten kłopot z narodową tożsamością Macedończyków dodaje ich losom dramatyzmu. Dlatego wybraliśmy macedoński wątek. Sięgnęliśmy po niego z tym większym zainteresowaniem, że to historia wciąż nieodkryta, niedostatecznie opowiedziana.

Na premierze w Skopje (spektakl to koprodukcja legnickiego Teatru Modrzejewskiej i Narodowego Teatru w Skopje) było gęsto od emocji. Na scenie - aktorzy polscy i macedońscy. Na widowni - bohaterowie tej opowieści.

Dimitra: Polska jak bułka z masłem

Dimitra Karczycka ma 77 lat. I tytuł profesora matematyki.

- Nasze dzieciństwo zostało tak brutalnie przerwane, że myśmy tak naprawdę nigdy nie dorośli, na zawsze pozostaliśmy dziećmi - snuje.

Dziewięcioletnia Dimitra śpiewała w Lądku "Kipi kasza, kipi groch", "Rolnik sam w dolinie". Kilka lat później, we Wrocławiu, znała już na pamięć wiersze Słowackiego i Mickiewicza - wciąż je pamięta. Wciąż ma przed oczami trasę z domu dziecka na Racławickiej do VIII LO na Trzebnickiej: kino Przodownik przy Hallera i tramwaj nr 7, w który wsiadała co rano.

- Przez naszą rodzinną wioskę w 1948 roku przechodził front i albo partyzanci byli u nas, albo się właśnie wycofywali - opowiada. - Dlatego rodzice zgodzili się oddać mnie i mojego brata Ilo. Nikt nie myślał o długiej rozłące. Mieli nas wywieźć na dwa-trzy miesiące do Albanii. Mama się sprzeciwiała. Ojca, partyzanta, nie było w domu. Nie zdążył przyjechać, żeby się z nami pożegnać. Nigdy już później go nie widziałam.

Polska zawsze będzie miała dla prof. Karczyckiej smak bułki z masłem i zapach świeżo wypranej pościeli. Miła odmiana po Rumunii, gdzie do jedzenia była tylko mamałyga. Polska pozwoliła jej też odzyskać imię i nazwisko. - Bo w Rumunii byliśmy tylko numerami - tłumaczy. I dała wykształcenie. - To był najważniejszy i najlepszy okres w życiu, bo zanim tu przyjechaliśmy, myśmy nie znali nic, oprócz wojny. Tych dziesięciu lat w Polsce nie oddałabym za całe moje życie.

Po maturze Ilo zdał na wydział elektryczny, Dimitra na wydział łączności na Politechnice Wrocławskiej - spośród trzystu przyjętych była piąta na liście. I wtedy, podczas wakacji, przyszła wiadomość, że 16 sierpnia mają się stawić w Szczecinie i wracać do Jugosławii w ramach akcji łączenia rodzin.

- Byłam zrozpaczona, jakby mnie ktoś chciał wyrwać z korzeniami z mojego życia. Przecież ja prawie nie znałam macedońskiego!

Spakowała do kuferka książkę "Wśród puszcz i jezior", zeszyty z matematyki, fizyki i chemii. I pojechała. W Belgradzie pociąg stanął, na peronie zobaczyła osiołka. W Polsce widywała je tylko w zoo. Pomyślała: "Dimitro, gdzieś ty wróciła!".

W Skopje czekała matka: - Nie poznała mnie - myślała, że będę wciąż małą dziewczynką, jak dawniej. Rozpłakałam się. Potem trafiliśmy do maleńkiego mieszkania, pokoik z kuchnią, gdzie żyliśmy wszyscy na kupie, całą rodziną, dziesięć osób. Myślami wciąż byłam w Polsce. Koniec końców uratowała mnie matematyka. Ona angażuje całą uwagę, sprawia, że zapomina się o wszystkim. Ale to, kim jestem dzisiaj, zawdzięczam przede wszystkim Polsce.

Listo: Dzieckiem byłem, co to dziecko mogło wam zrobić?

Listo Solomonowski ma lat 82. W 1948 roku był 14-latkiem. Zapamiętał pożegnanie z matką - nie wiedział, że nigdy więcej jej nie zobaczy. A niewiele brakowało, a zostałby z nią i trafił do partyzantki jak starsza siostra. - Zabierali dzieci do 14. roku życia, ja byłem na granicy - tłumaczy. Pamięta drogę przez góry, nocleg nad jeziorem w chłodną marcową noc. To, jak się rozchorował tam z zimna. I jak w Rumunii nauczył się pisać i wysłał swój pierwszy list do domu. I jeszcze pięć pierwszych dni w Lądku spędzonych w izolatce, na słomie - żeby wybić insekty.

Skończył liceum we Wrocławiu, w Warszawie studiował ekonomię polityczną. A potem przez kilka lat pracował w państwowej komisji cen.

Ożenił się w Polsce z Macedonką poznaną na weselu u przyjaciół.

I nie planował wracać, do czasu, aż dzieci podrosły. Na wieść, że jadą do Macedonii, skakały z radości, dopóki nie usłyszały, że wyjeżdżają na zawsze.

- Wtedy nastąpił bunt: "Jak to? Przecież my jesteśmy Polakami". No i zrozumiałem, że muszę wracać, żeby im uświadomić, kim są naprawdę.

Wyruszyli 23 listopada 1975 roku, z trójką dzieci, samochodem z przyczepą kempingową. Jechali tydzień. W Skopje zatrzymali się u siostry, tej, która jako nastolatka wstąpiła do partyzantki. - A tam podchodzi do mnie jakaś druga kobieta: "Nie poznajesz mnie?" - pyta. "Jestem twoją siostrą". Nie mogłem jej poznać, nie wiedziałem o jej istnieniu - urodziła się cztery lata po tym, jak wyjechałem.

Ojciec Lista został w Grecji - zmarł tam w 1986 roku.

- Chciałem jechać na pogrzeb, ale na granicy mnie nie puścili - opowiada. - Tłumaczyłem, przekonywałem, że dzieckiem byłem, wyjeżdżając, co to dziecko mogło im zrobić złego? Pokazywałem telegram od siostry, ale tam nazwisko inne, strażnicy nie dali się przebłagać. Granicę sforsowałem, jak już było po pogrzebie. Pojechałem z córką. Dziwnie, obco się tam czułem. Cała rodzina mówi po grecku. Córka siostry pyta: "Dlaczego, wujku, tak markotny siedzisz, czemu się do nasz nie przyłączysz". I wtedy się ze mnie wylało: "Jak to? - pytam. "Wy jesteście Macedończykami, a mówicie po grecku!".

Wasilka: Dwa złote talary

"W pewnym mieście na Północy świata zamieszkała macedońska rodzina. Zostawiła za sobą ojczyznę: Macedonię Egejską zniszczoną przez wojnę, rozpoczęła nowe życie. (.) Uciekając z Macedonii Egejskiej, babcia zabrała ze sobą dwa talary z prawdziwego złota. Starczyło, żeby kupić do mieszkania telewizor, tapczan, stół i krzesła, dywan i trzydrzwiową szafę. Jej wnuczka urodziła się w tym mieście i tam wyrosła. To miasto nazywało się Legnica" - monolog w wykonaniu Rafała Cielucha otwiera "Przerwaną odyseję".

- Opowieść o dwóch złotych talarach brzmi jak baśń, ale to historia mojej babci - Wasilka Tripkova (z domu Nelkowska) ociera dyskretnie łzy. - I to ja jestem tą wnuczką, która urodziła się w Legnicy - dodaje. - Babcia te dwa talarki wzięła ze sobą z Macedonii. Jeden dała potem mojej mamie, a drugi cioci. Ciocia swój zachowała zgodnie z tradycją i przekazała córce z okazji ślubu. Mama była praktyczna - za talara umeblowała nasze legnickie mieszkanie przy ul. Róży Luksemburg.

Rodzice Wasilki byli partyzantami - tata brał udział w walkach, mama pracowała w szpitalu polowym. Tam się poznali. I razem trafili do Polski, kiedy ojciec został ranny. Z wyspy Wolin, gdzie był operowany, skierowano ich do Lądka, stamtąd do Wrocławia, gdzie oboje pracowali w cegielni na Stabłowicach. Tam urodziła się starsza siostra Wasilki. Ona sama przyszła na świat już w Legnicy.

Mieszkali tam całą rodziną - tata, mama, trzy córki, dwie babcie, stryjenka z dzieckiem, ciocia. Rodzice pracowali w Milanie, ojciec był miejskim radnym. - A babcie zawsze powtarzały: "Nie zapomnijcie, że jesteście Macedonkami" - wspomina Wasilka. - Tata codziennie kazał nam czytać po dziesięć stron po macedońsku. Nie rozumiałam tego: "Po co, przecież ja w Polsce już na zawsze zostanę" - myślałam.

Kiedy w 1967 roku rodzice postanowili wyjechać do Jugosławii, trzy siostry płakały przez trzy dni. - Bo w Legnicy miałyśmy cały świat! - tłumaczy Wasilka. - Tutaj każdy był skądś - moje koleżanki to były Polki, Żydówki, Ukrainki, Greczynki. No i miasto, najpiękniejsze na świecie.

Wyjazd do Skopje nie był powrotem - droga do Macedonii Egejskiej była zamknięta na zawsze. Z tęsknoty do rodzinnych stron rodzice kupili kawałek ziemi nad Jeziorem Prespanskim, na granicy z Grecją. Z widokiem na wioski, z których wyjechali: - Tata wciąż wpatrywał się w lornetkę. "Tam, za tą górą, jest moja wioska, a za tą mniejszą wioska mamy".

I do końca życia wąchał przed snem ziemię zawiniętą w chusteczkę. Córkom tłumaczył, że próbuje poczuć dzieciństwo, które mu zabrała wojna.

Dzieciństwo Wasilki mieszka w języku - opowiada mi swoją historię czystą polszczyzną, chociaż w Skopje mieszka od 1967 roku. Mnoży wyłącznie po polsku. I nie zaśnie, jeśli nie obejrzy czegoś w polskiej telewizji, nie zajrzy na Onet czy choćby na Pudelka. Wciąż pamięta imiona koleżanek: Władki, Romki, Danki i Jurka z podwórka, Teresy i Celiny z klasy w nieistniejącej już legnickiej podstawówce nr 11. Wierzy, że jeszcze uda im się spotkać. Jej wnuki wciąż poznają polskie słowa - ostatnio, z początkiem roku szkolnego, "tornister".

Cały tekst: http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,142076,20858837,o-dzieciach-z-macedonii-ktore-zabrano-z-domu-i-wyslano-kiedys.html#ixzz4kdC3ulyy

 


Pokaż nieprzeczytane posty: Nowe / Wszystkie / Odpowiedzi