Niemal w każdej kawie z Kenii (palarnia nieważna, polska, europejska, tania, droga, najczęściej droższa, byleby ziarno nie spalone na węgiel) czuję pomidory, na szczęście najczęściej tylko w suchym aromacie. Po zalaniu jest czerwono-fioletowo najczęściej, czyli porzeczki czarne i czerwone, czasem jeżyny, czasem truskawki, czasem maliny. Czasem po zalaniu jest zupa pomidorowa, czasem coś się z tym da zrobić, a czasem nie i wtedy dziękuję. Niemniej chyba nie wszystkim to przeszkadza, w sensie pomidory za złe uznają, jeśli dobrze pamiętam Casino Mocca podała kiedyś w opisie jednej ze swych Kenii: dżem pomidorowy.
Pomidorów i przetworów z pomidorów jadam dużo i od zawsze, lubię, nawet bardzo, ale nie w kawie.