Praca w sklepie i palarni wre. Zapełniamy półki singlami oraz mieszankami również z tego powodu, że w najbliższym czasie planujemy rodzinne wyjazdy. Nasza córka, Matylda, odkryła w sobie miłość do tańca klasycznego i wyciąga rodziców na spektakle teatralne i konkursy. Wszystko wskazuje na to, że w okresie największej przedświątecznej gorączki będziemy w rozjazdach. Aktualnie szukamy tamburyna do partii Esmeraldy: koniecznie z mosiężnymi talerzykami, niezbyt wysokiego i ciężkiego oraz z dogodnym otworkiem na rękę.
Wczoraj wypaliłam ponownie czerwono-owocowego Don Jimeneza: moje najnowsze odkrycie, sporą partię Reda (Brazylie Bobo-Link oraz Lilith, Honduras Comsa oraz Rocko) oraz "ukręciłam" świąteczną Sambę: mieszankę Bobo-Linka z Lilith, palonych troszkę ciemniej, niż ostatnio. Red jest także bardzo synestetycznie "czerwony", jak cygańska sukienka Esmeraldy "

.
Moja praca obfituje w emocje: mam obecnie w pracy dość samodzielnego asystenta..z wyraźnymi aspiracjami na szefa

. Troszkę mam już dość komentarzy typu: "Po co pani tyle blendów? Powinien być jeden. Mniej by było zamieszania w sklepie", zmieniania butli gazowej w ostatniej chwili oraz robienia 12 kilogramów mieszanki zamiast 16. Jeśli dodadzą Państwo do dopełnienia obrazu pytanie: "a dlaczego akurat 16 kg?", to wyobrażą sobie Państwo jak się czuję

Z niewytłumaczonych dla mnie przyczyn poczynania mojego asystenta bardzo cieszą Antonia.. który chyba optuje za "demokratyczną konecpcją blendu"..
Ja, aby poprawić sobie humor, na jutro zaplanowałam palenie Toraji peaberry oraz którejś Kenii..oraz powrót do współpracy w kwestii konfekcjonowania z zaprzyjaźnioną panią na emerturze, której w szybkości i skutecznośći pakowania jeszcze nikt nie zdystansował

A ja pochwalę Juicy - dobra w dripie i espresso. Bardzo mi pasuje.
Ja także polecam wszystkim ostatnią wersję Juicy. Bardzo dużo w niej Kenii Karatu i bardzo będzie dobra w espresso.