Potem roaster się zastanawia, na ile sam mógłby "zaryzykować" i z jaką piękną Geishą czy też piękną Pacamarą "nie umoczy" się na rynku polskim. W tle pojawia się wypalenie zawodowe, bo samplery nie służą przecież do "produkcji", ale do testowania a jeśli mają służyć do produkcji, to roasterowi trzeba zapłacić extra i zastanowić się, ile może kosztować jego praca. Kafelkarzowi płaci się od wartości m2 położonych kafelków, stosownie do wartości zakupionych kafelków a nie tylko od metra. Ile należy zapłacić roasterowi za pracę nad Geishą?

Ile za pracę na samplerze nad Geishą w trakcie weekendów i "wolnych godzin"? Ile w ogóle kosztuje praca roastera w Polsce?. Ile warta jest moja praca nad Geishą?
Wracając do kaw "normalnych": ktoś, wyliczając marżę dla Hacienda Sonora, pominął nawet stratę wagową, linowy podatek czy torebki. Jaki jest koszt mojej intelektualnej pracy i mojego zaangażowania? Profilowanie kawy jasno palonej to tyle samo warta "usługa", co manualne przebieranie defektów? Chyba nie? Gdy paliłam Etiopię Kochere, sporo było w niej "białasów". "Białasy" przebierała "pani Irenka" a ja paliłam kawę. Nikt jakoś nie miał pomysłu, żeby postawić panią Irenkę przy palarce..Ja się pracy roastera stopniowo uczyłam i najpierw paliłam Brazylie.
Geishe paliłam potem. Ile jest warta ta nauka i jej rezultat: tak rynkowo i "zdroworozsądkowo"?
Przecież jakaś fajna Kenia, Etiopia czy Kostaryka Hazienda Sonora nie pali się tak prosto i banalnie jak np. zwykła Brazylia czy robusta, palona do mieszanki. Roaster "jasno palący" testuje różne palenia, rozgryza ziarna, odkłada próbki do archiwum, powraca do nich kilka razy.
To nie jest takie proste.