W końcu wjechała Lelit Victoria. Mam porównanie do poprzedniego ekspresu Delonghi Dedica. Tak na szybko - kawa lepsza bez dwóch slow i mam na to 4 testerow. Dodatkowo, w Dedice nigdy nie miałem pewności jak wyjdzie (NPF), a tu robię 6 kaw i wszystkie dobre. Pianka także pierwsza klasa, znacznie gęstsze i mocniejsze.
Nie mogę jednak przeżyć jak ta Victoria jest zrobiona… nie wiem, może taka moda na prymitywizm czy wręcz brutalizm. Dedica, pomimo że to inna półka cenowa, to jakieś mistrzostwo inżynierii - ciche, stabilne, nie klekocze, nie dzwoni. W Victorii brzęczy wszystko, jak ruski złom. Filizanka od wibracji się przesuwa, trzeba trzymać - a warto bo kawa pyszna. Bez lekkich ulepszeń nie da się żyć. Wniosek - Victoria to chyba taki entry level, zeby nie dzwonilo trzeba dołożyć 2x tyle.
Czy macie jakieś patenty na takie ulepszenia?