forum.wszystkookawie.pl
Opinie, testy i porównania => Kawa => Wątek zaczęty przez: DrUsagi w 04 Listopad 2013, 11:26:39
-
Palarnia: Mastro Antonio
Odmiana: Kostaryka Finca de Licho
Data palenia: 08.10.2013
Metoda przygotowania: ekspres
Kawa w typowym kolorze dla wypieków Antonia, nie jest to zdecydowanie ciemne palenia, jest trochę ciemniej niż zwykle. Ziarenka drobne, równe, ładne.
Na pierwszy ogień ukręciłem 21g do dripa. W 90 C kawa wyszła bardzo fajna jednak brakowało mi w niej intensywności. Było w niej dużo egzotyki, słodkości, brakowało mi jednak zdecydowania. Nie chciało mi się eksperymentować na dripie więc kawa trafiła do ekspresu. I tutaj już podczas drobnego mielenia pod espresso pierwsze miłe akcenty. Nie czuję śladów fermentacji (może dlatego że ostatnio za dużo wina w domu produkuje) jednak jest w aromacie zmielonego ziarna coś słodkiego, i jednocześnie bardzo intensywnego. Przypomina mi to trochę perfumy Kenzo Jungle ;)
PID na 91C, kolba w ekspres i za pierwszym razem mam piękne doppio. Gruba gęsta crema. Tygryska nie stwierdziłem, może jakieś delikatne cętki tylko. Aromat to pełnia słodkich egzotycznych owoców. Musiałbym się obkupić w papaje, mango, i inne cytrusy aby stwierdzić jednoznacznie co to jest. Podobnie jest w smaku, również dużo egzotyki. Pierwszy łyk to zadziwiająca delikatność i słodycz, która przechodzi w lekkie kwaski i słodycz czekolady z miodem. Ta słodycz to taka miodowo cukrowa (ciemne cukry). Końcówka to jeszcze więcej słodyczy - jak dla mnie morelowo-nektarynkowa. Gdzieś tam w dalekim tle na języku zostaje posmak winnego nastawu który nie do końca zakończył fermentację - bąbelki i gazowanie.
Kawa fajnie orzeźwia, i miło zaskakuje. To licho co w niej siedzi jest niesamowicie ciekawe. Mi w espresso podeszła bardziej niż w dripie, ale z drugiej strony uczciwie przyznaję - nie chciało mi się szukać odpowiednich dripowych parametrów.
O ile nie zaponę to postaram się opis uzupełnić o jakieś ładne fotki.
-
Przygotowałem sobie espresso ze wspomnianych ziaren i naszła mnie chęć podzielenia się refleksjami na temat tej niesamowitej kawy. Przyznaję, że bardzo mi zasmakowała. Zdecydowanie czuć, że jest to najwyższa półka kawusiowa. Wyczułem niesamowitą paletę aromatów owocowych, które po łyku espresso co chwilę jakby zmieniały się, przechodziły jedne w drugie, gdzieś w tle pojawił się na krótką chwilę posmak marcepanowy :pycha:
Faktycznie, daje się poczuć taki przyjemny posmak fermentacji. Espresso jest słodkie, lekko kwaskowate. Bardzo się cieszę, że zaopatrzyłem się w tą kawę, bo jest ona zaiste niezwykła.
-
A mi ona sprawiła nieco kłopotów. Nie jest tak oczywista jak Etiopia Kochere, gdzie jagody rozpływały się po języku nie dopuszczając do głosu nic więcej. Sporo eksperymentowałem z tą Kostaryką i chyba wciąż nie znalazłem na nią swojego sposobu. Szukałem jakiegoś przewodniego smaku i chwilami chwytałem zachwycające leśne jeżyny (nie jagody) czasem zaś gubiłem się w nawale smaków.
-
Spinka, Twoja kawa była palona jako pierwsza i jako pierwsza pewnie nie była doskonała. Picassowa była zaś kolejnym krokiem w ewolucji doskonalenia profilu palenia. Zarówno jedno i drugie wypaliła Ela.
-
No właśnie czuć w niej ogromny potencjał i wiem że da się go wydobyć tylko na razie gdzieś mi umyka ;-)
-
Właśnie skończyłem espresso z resztek Kostaryki palonej 21/02. Kawa naprawdę wysokiej jakości, ciężko skupić się na wyłapywaniu smaczków bo owoce są na każdym kroku. Już podczas mielenia aromaty wręcz wabią egzotyką. Marcepanowych czy czekoladowych nut nie było (jako espresso), kwaski owocowe, słodycz cukrowo-owocowa (dojrzałe owoce, tak że następuje wytrącanie cukru). Finisz wytrawny (może to zasługa metody obróbki). Aksamitna/łagodna. Szkoda do mleka, bardzo ją tłumi.
ps. Paczka otwarta już jakiś czas temu i prawie skończona, a resztka wysupłana teraz, po ponad miesiącu od otwarcia - w moim odczuciu brak oznak zwietrzenia. Smaczna też jako ziarno do rozgryzania - przyjemnie owocowa bez żadnych kwasków czy też przypaleń.