forum.wszystkookawie.pl
Opinie, testy i porównania => Kawiarnie, bary, punkty z kawą => Wątek zaczęty przez: KrzychK w 30 Lipiec 2013, 06:26:40
-
Booking.x właśnie przysłał potwierdzenie rezerwacji, więc następnym krokiem jest...? Nie, nie samolot (tu Kumpel z LOTu pomoże) a poszukiwanie miejsca z naprawdę dobrą kawą.
Każdy, ale to każdy namiar na dobrą/świetną/boską kawę w w/w mieście poszukiwany.
ps. Antoś - piję tylko Twoje (obecnie :blue:), ale może cosik znasz?
-
Nikt nie chciał pomóc, trudno - nie będę świnią...
Spokojnie mogę polecić
Kawiarnię i palarnię kawy BonMercat
Carrer de la Llibreteria x Carrer de la Dagueria,
na tyłach Katedry Barcelony.
Ceny palonych kaw powodują galopadę myśli - "ile może maksymalnie ważyć bagaż" ;-)
więc obawialiśmy się niskiej jakości naparu, ale nie - w przeciwieństwie do wszystkiego w koło
espresso było lekkie, minimalna goryczka, smaczne.
ps. hotel mamy naprawdę fajny, ale ichnia kawa rankiem smakuje jak zbożówka, a z herbat tylko rumianek z pytaniem - czy po naszym jedzeniu masz kłopoty gastryczne? :-D
-
i parę fotek
-
Co to za młyn, ten najbliżej ekspresu?
-
Poznajesz?
cropik
ps. szumy celowe - dla wielbicieli wysokich ISO ;)
-
Nie ma to jak wysokie ISO.
To Mahlkonig?
-
Jeżeli dobrze pamiętam to tak, 4 fotka pokazuje tył innego M. do namielania dla okolicznych mieszkańców. Przychodzą popołudniami po zapasik zmielonej kawy. A wszyscy jak jedna wielka miła rodzina. Dziś jedna z sąsiadek przyniosła zaproszenie na swój ślub (a kobieta pod 40stkę), uścisków i wybuchów radości końca nie było. Miło było posiedzieć i poobserwować.
-
Kolejne miejsca i kolejne rozczarowania - zdecydowanie odradzam ART i SA, pracują (zbyt dużo powiedziane) na ILLY, ale szybkość kawy z wylewek zaskoczyła i mnie i spust/migawkę, kwas. Kanapka tak niechlujnie/niehigienicznie przygotowana, że zapłaciliśmy za kwas i papa. Lokalizacja za to fajna, La Rambla, boczna uliczka.
Na koniec wpadliśmy na Cafes El Magnifico - to jest to! (Carrer de l'Argenteria 64)
Pierwsze (i chyba jedyne miejsce z alternatywą - choć nie brałem do ust, wierzę że mają i że się znają).
Espressi świeże, lekko cytrusowe, finisz wytrawny. W cortado wybija się wytrawność.
Wygląda na pustawe, ułuda - po sekundzie młyn taki, że nie ma jak pogadać. Babki (3 panie po 30) mają też dosyć swoich tematów, bo grzecznie przepraszają i zapraszają w innym terminie...
Nie ma niestety (no może akurat tak trafiliśmy) rodzinnej atmosfery, ludzie biorą i albo na miejscu (ultra mało miejsca, raczej stojące) a większość na wynos. Komuś namielają na wynoś kawy (kolejny raz to widzę w punktach z dobrą kawą).
ps. finiszujemy z testami, mamy dość - w okolicy mamy bar kawowy - Bracafe, teoretycznie w branży od 192(chyba)9, praktycznie 4 x ich różne miejsca/kawiarnie i 4 razy kwas akumulatorowy.
-
Nie masz więcej zdjęć tego pieca do kawy ?
-
Nie, nie miałem jak podejść. Jeżeli plany (i pogoda - bo zapowiadają małą powódź, a dziś miało być pochmurnie, ale bez deszczu a skończyliśmy w jakimś sporym sklepie oczekując na zakończenie powodzi) pozwolą to jutro wpadniemy raz kolejny i może będzie okazja popstrykać foty.
-
Czy spotkałeś się z kawą "Torrefacto" , może taką właśnie podają na śniadanie ?
-
Chodzi Ci o paloną z cukrem? Tylko w Lizbonie.
Tu, w hotelu, standardowo podają dwa metalowe dzbanki - kawa (metoda typu FP) oraz mleko, ale wystarczy wydukać dwa trzy słowa po katalońsku i pojawia się całkiem pijalne cortado z jakiejś 2grupowej...
-
Wygląda na to, że w październiku odwiedzimy Barcelonę. Ktoś był w międzyczasie od 2013 roku? :D
Na pewno mam w planach Nomad Coffee - http://nomadcoffeeproductions.com/ (http://nomadcoffeeproductions.com/) - miałem od nich kawę w paczce z The Coffeevine. Chyba obecnie jedyna (jedna z niewielu?) palarni, ujmijmy to w ogolny sposób, specialty w Hiszpanii. Tak się sklada, że są z Barcelony 8)
A czy coś poza tym? No i gdzie warto pójść jeść?!
-
Do golibrody idź koniecznie. ;)
-
Nie wiem czy mogę, z pewną dozą nieśmiałości.... olać kawę! Chłonąć miasto, kulturę, zabytki. :pycha:
Klymaty pozostaw na noc :hihihi:
-
Kawa na pewno priorytetem nie będzie. Jedzenie, ludzie, zabytki, morze... ale o kawę też zahaczę ;)
Z resztą, to będzie dość intensywna wycieczka. wylot 6.10 wieczorem i powrót 10.10 wieczorem.
Ale tak dla potomności, akurat wczoraj natknąłem się na świeżego linka - http://europeancoffeetrip.com/spain-journey-to-speciality-coffee/ (http://europeancoffeetrip.com/spain-journey-to-speciality-coffee/)
Akurat Barcelona najlepiej stoi pod tym względem z calej Hiszpanii.
@KrzychK, coś szczególnego możesz polecić w Barcelonie, poza oczywistościami? Może jakiś nocleg? ;)
-
Niejaki Jon Willasen miał tam swoją palarnię i laboratorium. Nie wiem czy jest to otwarte dla publiczności, ale jeśli tak, to na pewno warto odwiedzić.
-
Nocleg? Mogę - Europark, hotel butikowy, 3 gwiazdki, z kilometr od Sagrady. Idealny, polecam.
A coś szczególnego? Jak w każdym mieście - mieć czas na "zgubienie się". My jesteśmy łazikami - najpierw muzea, potem miejsca a jednocześnie gubienie się.
Sagrada robi wrażenie (szczególnie wieże - wspinaczka) ale bądźcie przed otwarciem z godzinkę, potem park Guell, następnie Montjuic (to wszystko jednego dnia, pieszo bez busa itp), potem wytchnienie z góry wracać kolejką linową do mariny, posiłek i spacerki pod foto do nowy w okolicach stalowej ryby przy plaży - jeden dzień z głowy ;)
-
Zaplanowaliśmy 4 dni w Barcy, więc postanowiłem się przygotować.
Cel był taki, żeby oprócz obowiązkowych punktów przewodnikowych (sagrady, guelle, montjuiki i inne atrakcje) mieć coś własnego jako fajny przerywnik.
Przeczytałem gdzieś, że 4 miejsca w Barcy zmieniły dotychczas obowiązujący tamże styl picia kawy:
a) nomad
b) onna cafe
c) satan's coffee corner
d) cafe di francesco
dorzuciłem do tego palarnię Il Magnifico na argenteria 64 - o której już ktoś tu pisał dobrze (i dobrze, że napisał dobrze) - bo chciałem sobie ziarenka jakieś przywieźć.
No to po kolei wrażenia:
a) nomad - nie dotarłem. W niedzielę pasaje de sert jest zamknięty dwoma stalowymi bramami na głucho. Dostać się pod nr 12 - nie można było. W poniedziałek tenże nomad (próbowałem drugi raz z poświeceniem) czynny był tylko do 1730 - więc znowu kicha. Ale faktycznie w innych knajpach wyrażali się o tym miejscu z trwogą i należnym szacunkiem w głosie.
b) onna cafe - pełna profeska. Calle Santa Teresa 1 - choć wygląda z zewnątrz jak podrzędna stołówka, goście są młodzi, fascynaci tego co robią. Gostek jak usłyszał że chcę flatłajta i jakiś ichni blend firmowy w espresso, chętnie z owocową nutą - aż rumieńców dostał. Nie ma lipy - wypalają sobie własne ziarenka, które ściągają z zaprzyjaźnionej kostarykańskiej plantacji: Cafatalera Rio Jorco mistera Hermanos Alfaro. Chwalił się, że powoli wchodzą na rynek i jakiś hotel bierze już od nich regularnie po parę kilo tygodniowo. Fajna rozmowa, goście podjarani że ich nawiedził kofi-nerd z Poland. Była też mała wtopka - postanowiłem nabyć paczuszkę ziarenek (wypiek z 4 września) - gostek opowiada, machami wierzga... macam torbę, zmielone... ej - mówię - miały być grains... gość wpadł pod stolik ze wstydu... przepraszał. Dostałem 300gr zamiast 250 i dodatkowe ziarenka do spróbowania czegoś innego. Mega pozytyw wrażenie - polecam - szczególnie na powrocie z Sagrady do centrum
c) satan's coffee corner na carrer de larc de sant ramon del cal 11 - nie dotarłem, bo pierwszy raz zalazłem na carrer de sant ramon (bez larc) a to zupełnie gdzie indziej... Drugi raz nie zdążyłem bo mieli otwarte do 1800 tylko. Uwaga - knajpa jest tak przykitrana chytrze, a uliczka tak mała - że naprawdę trzeba się nawęszyć, żeby trafić. Z zewnątrz wygląda modernie i zachęcająco. Awangarda.
d) cafe di francesco - raczej nie polecam, choć knajpa reklamowana w necie. Oprócz wystroju wnętrza (pewnie kupionego hurtem w ichniej DESIE) dno. Kelnerka kompletny cygański matoł - tłumaczenie że doblo espresso to nie w kubku o pojemności 450ml - i takie tam. Kelnerka przekazuje drugiemu matołowi za barem - ta druga jeszcze większy tłuk... Niechlujnie podane, bez jakiegokolwiek przyłożenia się, bez jaja, bez zęba... za to lewym cyckiem. Dno.
no i tak jak mój znakomity przedmówca coś już wspomniał:
El Magnifico - polecam.
Można się uprzeć na małe zwiedzanko palarni, jest kilka rodzajów ziarenek do nabycia - choć, nie wszystkiego można spróbować, bo w młynie tylko firmowy blend, ale bardzo zacny. Mleko też sinior polał zupełnie sympatycznie, choć żartował że za tulipa chce eurasa dodatkowo. Kupiłem sobie tamże Hondurasa Maracalę z La Paz.
Generalnie - d..py mi nie urwało. W większości kawiarni nie wiedzą do czego służy ekspress. Mało kto wie, że z mleka można coś wylać. Jak nawet wie - to mu się nie chce. Turysta - zło konieczne. Mało zapaleńców - tych chlubnych opisałem wyżej. Można też trafić zupełnie przypadkowo na przyuliczny zwykły barek - gdzie gość wie jak zrobić kawę. Mnie się poszczęściło i zaczynałem każdy dzień na skrzyżowaniu ulic z cafe llet. W końcu to Katalonia i nie ma żadnego lecche :)
Może nie umiem opisać tak wszystkiego jak powinienem - zważywszy szacowne grono i profesjonalne wymogi - ale przynajmniej szczerze.
-
hehe nie machami wierzga - tylko miało być łapami macha, ale poprawiłem na wierzga no i tak wyszło jak zwykle :)
-
Piękna relacja !
-
W nocy wróciliśmy z uroczej Barcelony, obżarci po uszy wszelkimi owocami morza, opaleni, wykąpani w morzu, nachodzeni i opici nie tylko kawą ale i cavą. i sangrią. i piwem ;)
na pewno szerzej będę jeszcze na blogu pisał o całym wypadzie i kawie w Barcelonie, ale teraz tak pokrótce i na bieżąco.
Z miejsc stricte kawowych odwiedzilismy po jednym razie Satan's Corner Coffee, który mieliśmy blisko siebie oraz Nomad Coffee.
Satan's to miejsce mocno hipsterskie i awangardowe. Jak dla mnie aż za ;) Ukryci w wąskich uliczkach dzielnicy Barri Gotic są ewidentnie nastawieni tylko na swoich ludzi, stałych klientów i na pewno skonkretyzowanych pod względem poglądów polityczno-kulturalnych, patrząc po prasie o naprawdę niszowej i współczesnej sztuce.
Ale nie wygonili nas ;) zamówiliśmy cortado, które jak na cortado miało sporą objętość (cortado to nic innego jak espresso macchiato), podpadającą pod cappu bardziej oraz dripa.
Kawki mają z barcelońskiej palarni Right Side Coffee. Mój drip z Nikaragui był bardzo przyjemny, czysty i słodki w smaku. Naprawdę fajna kawka.
Nomad z kolei jest już mocno nastawiony na klientów zewsząd. Właściwie ciągle gadali po angielsku z klientami. Hipsterskość trochę tak, ale zdecydowanie bardziej okiełznana ;) gdyby tylko nie byli tak schowani w cienistym podwórzu, tylko gdzieś bliżej jakiegoś placu czy większej uliczki, to już w ogóle byłoby świetnie. Ale nawet bez tego sporo ludzi się tam przetoczyło w ciągu tej kilkunastominutowej bytności u nich.
Kawki mają oczywiście od siebie. Sprzedają też butelkowany cold brew. Zamówiłem u nich dripa, też Nikaragua. Cerro de Jesus, czy jakoś tak. Wyborna. Załapałem się na ostatnią porcję ziarenek ostatniej paczki jaką w ogóle mieli, więc już niestety nie kupiłem sobie tego suweniru do domu (za to kupiłem Etiopię Limu Konjo). Bardzo, bardzo słodka kawa, z dużym, mięsistym body. Nuty truskawek i lukrecji (wg wypisanego profilu i w smaku faktycznie tak było).
Ale to, że w takich miejscach jest dobra kawa, to nie powinno zaskakiwać. Najbardziej zostałem zaskoczony tym, że podczas całego pobytu nie trafiłem w żadnej knajpie, restauracji, targu czy piekarni na niedobrą kawę. Wszędzie była bardzo przyzwoita. Mimo niedbałości procesu robienia, wszędzie, czyli napełnienie kolby, lekkie, szybkie ubicie tamperem przymocowanym do młynka i podpięcie do ekspresu, bez żadnego flusha, nigdy nie widzialem, żeby ekstrakcja trwała kilka sekund a z kolby poleciał intensywny "rzyg". Nie, zawsze to był równy strumień, spokojny (oczywiście, mógłby być lepszy), ekstrakcja zawsze na poziomie zbliżonym do optimum, objętościowo też całkiem ok... Nigdzie nie widziałem w młynkach włoszczyzn i potężnych koncernów. Wszędzie hiszpańskie marki, a wręcz barcelońskie. Nigdzie nie miałem sytuacji, że kawę chcę wylać, albo potem rozpaczliwie szukam czegoś żeby przegryźć jej smak i pozbyć się z głowy smutnego wspomnienia.
Także to chyba jest najważniejsza "lekcja" kawowa z tego wyjazdu :)
-
Nigdzie nie widziałem w młynkach włoszczyzn i potężnych koncernów
Cieszę się, że poprawiają światek kawowy, ale byłeś w ARTiSA'nie? Oni z tego co wiem do dziś "pracują" na Illy, a w większości punktów ich 9 sek espresso jest dalej fuj (mam info z lipca br).
-
Ktoś może był ostatnio w Barcelonie i jest coś w stanie polecić? może coś nowego poza tymi w wątku.
-
Z miesiąc od wizyty już upłyną ale dopiero teraz się zebrałem, może komuś się przyda.
- Nomad Coffee - maja dwa miejsca w Barcelonie - jeden to palarnia z barem - tu niestety pocałowałem klamkę bo spóźniłem się 15 min po zamknięciu z racji pomylenia dni i godzin otwarcia. Drugie to bar kawowy bliżej turystycznego centrum z dosłownym słowa tego znaczeniu, parę krzeseł przy barze i tylko kawowe rzeczy.
+ "no sugar, no milk to drip", obsługa bardzo miłą, daję każdemu wodę do picia nawet jak nic nie zamawia i tylko towarzyszy
- krótkie godziny otwarcia.
-Satan's Corner Coffee potwierdzam tezę;
Satan's to miejsce mocno hipsterskie i awangardowe. Jak dla mnie aż za ;) Ukryci w wąskich uliczkach dzielnicy Barri Gotic są ewidentnie nastawieni tylko na swoich ludzi, stałych klientów i na pewno skonkretyzowanych pod względem poglądów polityczno-kulturalnych, patrząc po prasie o naprawdę niszowej i współczesnej sztuce.
Ale nie wygonili nas ;)
+najładniejszy wystrój z kawiarni, bar kawowy w formie wyspy wiec można wszystko podglądać siedząc bariście za plecami, morzą coś zjeść
najbardziej urzekł mnie znak "no sugar, no baby carrier, no wifi", oraz napis na ścianie w stylu " dzieci bez opieki postawione, będą oddawane w niewole"
- obsługa taka sobie - może źle trafiłem albo nie byłem miejscowy, w Barcelonie maja dość turystów lokalni :hihihi:
i na koniec przez przypadek trafiłem do nowego miejsca Black Remedy (z 3 minuty pieszo od satan`s).
Zdecydowanie najlepsze espresso jakie wypiłem w barcelonie. Plus mają nitro cold brew wiec na ciepło idealne.
Co ciekawe po dopytaniu barmana dlaczego niektóre kawy można singiel szota zamówić a niektóre nie. Odpowiedział że na niektóre nie mają przepisu i nie są wstanie zrobić na pojedynczym sitku dobrego naparu (spodziewałem się praktyki zawsze doppio, jeden szot na straty)
+ładny wystrój, duży wybór jedzenia, piękny bar kawowy z wyeksponowanymi slyerami.
- miejsce nastawione na turystów, przy dość ruchliwie turystycznej ścieżce.
-
Trochę odgrzebię ale będę bronić Stan coffee.
W te wakacje szukałem hotelu w krótkim dystansie od tej kawiarni bo tak mi przypadła do gustu. Moim zdaniem jak się pojedzie na weekend do Barcy i 2x tam pójdzie to już jest się "swoim".
Mają obłędne cold brew zalewane na drobnych kostkach lodu co potęguje doznania w upalne dni.
Sent from my SM-G970F using Tapatalk
-
Catalonia
Catalán: coffee with crema catalana, the regional version of crème brûlée (pic below).
Trifásico or tricolor: coffee, brandy and milk.
Cigaló: Carajillo coffee with rum served in a tall glass, somehow gets its name from the word for langoustine, cigala.
Honorable: Coffee and Pujol brand rum.
Perfumat: Coffee and aniseed.
O katalonskich specyfikach ...i o hiszpanskich kawach
tutaj:
https://www.thelocal.es/20190329/how-to-order-and-drink-coffee-like-a-spaniard
Byłem tam ale wtedy nie interesowałem sie jeszcze kawa.
Kawa z anyzem? Na ostro tam ida O0