Przed wpół do szóstej po południu pojawiłem się na hali targowej. Ciekawy zbieg okoliczności bo miejsce to jest wplecione w moje życie od zawsze. Pięćdziesiąt metrów stąd chodziłem do podstawówki, na której boisku spędziłem zdecydowanie więcej czasu niż w budynku szkoły. W parku obok uczyłem się jeździć na rowerze i grać w szachy. Chodziłem po schronach z czasów wojny, gdzie omal nie straciłem życia. Nie będę pisał co działo się na podwórku przylegającym do hali, ale wszyscy wiemy jak bujne życie toczy się w dzieciństwie.
Wracając jednak do tego pod wieloma względami pięknego budynku, w którym to mieści się cafe targowa, kierując się tam za pierwszym razem łatwo zbłądzić. Nie wynika to z trudu dostania się tam, a znacznie bardziej pstrokatego sąsiedztwa. Jakieś 10 metrów dalej jest herbaciarnio-kawiarnia, będąca znacznie większa i łatwiej dostrzegalna. Ominąłem jednak to miejsce i dotarłem do ustalonego na forum punktu zbornego. Minimalistycznego kawiarni, gdzie zastałem Kacpra spijającego espresso serwowane przez Filipa z Czarnego Deszczu. Po chwili rozmowy, w oczekiwaniu na pozostałych forumowiczów, również zamówiłem espresso. Był to napar z ziaren kenijskich zaproponowanych przez sympatycznego baristę. Mój forumowy towarzysz również się skusił gdyż wcześniej pił inną kawę. Napój był zacny, a w czasie jego spożywania pojawić się Mateusz, który zamówił dripa z Gwatemali CP, którą to ostatnio miałem przyjemność również pić. Ziarna te nazywają się Mercedes-Geisha co dla mnie brzmi dość zabawnie, niemniej ważne, że smakuje przednio, przynajmniej dla takeigo miłośnika zawiłych smaków jak ja.
Zaczęliśmy gadać, wiadomo wokół jakiego tematu. Kacper pokazał nam na telefonie, swój jak to nazywa „ołtarzyk” i historyczne już, niemniej nadal sprawne, maszyny służące mu do wypału ziaren. Oczywiście wzbudził tym nasz zachwyt bo o takich sprzętach możemy z Mateuszem pomarzyć. Filip spontanicznie reagując na informację o paleni kawy, podzielił się zielonymi ziarenkami, żeby nasz kolega mógł spróbować je wypalić. Ten z kolei wyjął butelkę z eliksirem, w którego bazie były m.in. kawa i pomarańcze. Cóż za przyjemny początek wieczoru. Kto nie był już w tym momencie może żałować.
(https://lh3.googleusercontent.com/-PbHROxj4Aew/Vpw7gcD-iLI/AAAAAAAAKcY/W4Q6Z56opk4/s800-Ic42/_DSF0474.jpg)
Ponieważ więcej osób się nie zjawiło ruszyliśmy dalej. po kilkunastu minutach dotarliśmy do Rozrusznika - małego, przytulnego miejsca na wrocławskim Nadodrzu. Tym razem role się odwróciły i Mateusz zamówił espresso, a my z Kacprem dripa. Do wyboru mieliśmy chyba z 6 kaw, ja wziąłem Etiopię z JB kaffee, gdyż pachniała słodko i nie piłem nigdy kawy z tej palarni. Nie pamiętam jakie dokładnie kawy zamówili towarzysze kawowej tułaczki. Niemniej wszyscy byliśmy zadowoleni. Może Mateusz najmniej jako zwolennik naparów o większych pojemności. Przelewy były bardzo delikatne. Etiopia była, słodka i kwiatowa z lekkimi nutami owoców cytrusowych, niemniej ekstrakcja trochę zbyt delikatna jak dla mnie, bo miałem również możliwość spróbowania drugiego przelewu. W obu przypadkach aromaty były jakby lekko zamglone, w kawie Kacpra nawet warzywne jakieś nuty się pojawiały, wnioskuję z tego że był trochę za niski poziom ekstrakcji. Niemniej widok na przeuroczą baristkę jak i jej koleżankę, z którą dzieliły się ciastem nad ladą wynagradzał i znosił wszelkie ewentualne zastrzeżenia.
(https://lh3.googleusercontent.com/-rBjJDKIAsDs/Vpw7PCh9xEI/AAAAAAAAKcY/t7n-flhChrg/s800-Ic42/_DSF0482.jpg)
Poszliśmy dalej bo trochę zgłodnieliśmy, po drodze ku okrąglakowi trafiliśmy więc do Renomy na sałatkę, po której w dalszej części wieczoru miałem problemy żołądkowe, skutecznie zażegnane śliwowicą, ale do tego wrócę później.
Po konsumpcji przeszliśmy kilkadziesiąt metrów do Etno Cafe mieszczącego się w „okrąglaku”, miejsca, które ja historycznie kojarzę z kioskiem pamiątkowym oraz trafiką. Jest to taki większy kiosk o okrągłej podstawie stąd potoczna nazwa. Sama kawiarnia jest wyjściem na spotkanie swojego produktu z ludźmi, gdyż Etno zajmuje się głównie paleniem ziaren. Po rozmowie z gospodarzami wybraliśmy na spółkę Nikaraguę z chemexa. Kawa, z charakterystyczną dla obróbki naturalnej wyraźną nutą dojrzałego winnego owocu. W 3/4 bardzo przyjemna kawa, której finisz niestety jak dla mnie był goryczkowo-ściągający, ale jestem przeczulony na tym punkcie. Trudno określić czy jest to kwestia palenia, czy np. braku odsiania pyłu (sitko chłopakom zginęło). Panowie za kontuarem przyjęli nas bardzo serdecznie i zaoferowali wstępnie możliwość spotkanie dla forum u nich w palarni. Jako że przyszliśmy niedługo przed zamknięciem nie zabawiliśmy tam zbyt długo. Ruszyliśmy dalej, niestety pobliskie Gniazdo będące na liście miejsc, które chcieliśmy odwiedzić, było już zamknięte.
(https://lh3.googleusercontent.com/-tv349GycGzI/Vpw7PAEG84I/AAAAAAAAKcY/ynnty87adzI/s800-Ic42/_DSF0515.jpg)
Wróciliśmy więc do rynku, idąc w półmroku doświetlonym bardzo klimatycznym oświetleniem trochę jak z Łódzkiego festiwalu światła. Miejscami występowały stacje artystyczne, którym towarzyszył żywy ogień. Dopiero na miejscu dowiedziałem się jaki był tego powód. Zachwycony okolicznościami na chwilę porzuciłem swoich kompanów żeby dołączyć się do bębnowego jammu, który mijaliśmy.
(https://lh3.googleusercontent.com/-q5twT_vcKFo/Vpw7QvrpbQI/AAAAAAAAKcY/XZQXcGCJ9dY/s800-Ic42/_DSF0546.jpg)
Cóż za niezwykła noc otwierająca wrocławską stolicę kultury. Przyjemnie się to zbiegło w czasie z naszym spotkaniem, bo gdy wokół ludzie są w radosnym nastroju trudno tego uczucia nie podzielać. Dotarłszy do lotu kury musieliśmy odpuścić ze względu na przeludnienie i hałas. Powłóczyliśmy się trochę wokół rynku i Kacper stwierdził że musi wracać do domu. Pożegnawszy kolegę poszliśmy poszukać jakiegoś miejsca, w którym można by jeszcze chwilę pogadać. Przypomniał mi się pewien lokal, w którym to wyleczyłem się z bólu brzucha, a następnie popijałem whisky. Rozmawialiśmy z Mateuszem o naszych niedawnych pierwszych krokach w świecie dobrej kawy i innych ciekawych sprawach. Wstępnie umówiliśmy się na następny dzień na test młynków, o czym przeczytacie w stosownym wątku i rozeszliśmy do domów. Tak oto minął czas na szlaku zacnej kawy. To był bardzo przyjemny wieczór. Dzięki panowie świetnie było spędzić ten czas z wami. Do następnego razu. Zachęcam też żebyście dodali coś od siebie
(https://lh3.googleusercontent.com/-V6py3HVHy7k/Vpw7QJGEyyI/AAAAAAAAKcY/Jisgz1vguto/s800-Ic42/_DSF0520.jpg)