Nie znalazłem satysfakcjonujących mnie odpowiedzi w kwestiach różnic między kompaktowymi młynkami ręcznymi, za akceptowalne dla mnie pieniądze. Postanowiłem więc zbadać sprawę i po przeanalizowaniu dostępnych opcji podjąć ryzyko zakupienia nowego produktu. Dzielę się moimi pierwszymi doświadczeniami z użytkowania młynka ręcznego Zassenhaus Quito porównując do poprzedniego Rhinowares Hand Coffee Grinder i momentami z Porlexem mini, ale ćśś, tego nie ma w temacie.
Znów jesteś w swoim kawowym pudełku*?
Postronni obserwatorzy patrzący na ludzi ogarniętych pasją miewają często wrażenie, że ta osoba w niedługim czasie odleci na Marsa albo właśnie wróciła z równie odległych krain. W końcu kto normalny warzy, wącha, mieli, znowu wącha, fotografuje, mierzy temperaturę i czas zalewania, i znowu wącha!Siorbie?! Ale o co chodzi?! Pewnych rzeczy nie da się do końca racjonalnie wytłumaczyć. No taaak, więc od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem kupienia lepszego młynka w celu zadowolenia swoich kubków smakowych. Dotychczasowy mi nie wystarcza z powodu nierównomierności przemiału i niezbyt precyzyjnej regulacji. Tak przynajmniej sobie to uzasadniam. Gdyby nie to, że w obecnym mieszkaniu absolutnie nie mam żadnego miejsca w okolicach kuchni, w które mógłbym wcisnąć elektryczny młynek, to pewnie nie szukałbym kolejnego ręcznego.
Podzielę ten test na części i będę sukcesywnie dodawał kolejne informacje z użytkowania nowego młynka. Jest to szybki domowy test, a więc procedury może nie są naukowe, ale użytkowe i staranne. Przynajmniej na tyle na ile daje się to zrealizować w dość mocno ograniczonym czasie i przestrzeni.
(https://lh3.googleusercontent.com/-JPajOj3TB2g/VndDOezGm0I/AAAAAAAAKZQ/y-jHHDbfjDs/s800-Ic42/Mlynki-zach1650.jpg)
Oba porównywane w tekście młynki fot. Krystian Szczęśniak
Stolice i inne różnice
Niemiecka firma Zassenhaus ma w zwyczaju nazywać swoje młynki od stolic krajów uprawiających kawę, co wg mnie jest interesującym pomysłem, niosącym jakąś edukacyjną wartość. Australijskie Rhinowares chyba nie stworzyło takiego systemu, może po prostu nie planują więcej młynków ręcznych, ich produkt nazywa się wprost: Hand Coffee Grinder [ręczny młynek do kawy]. W dobie internetu i słów kluczowych nie jest to w sumie złą strategią nazewniczą.
QUITO
Wpierw zajmę się opisem nowego nabytku. Główną różnicą, która sprowokowała mnie do zakupu Quito to zastosowane w nim stalowych żaren stożkowych. Mechanizm mielący jest tu dość dobrze ustabilizowany i spasowany, choć oś ma minimalne luzy, które czuć na rączce zamontowanej na stałe. Sposób zmiany ustawienia przemiału jest najprzyjemniejszym rozwiązaniem jakie dotychczas spotkałem. Reguluje się łatwo, przyjemnie i precyzyjnie, aby wykonać cały obrót, dwuramiennej nakrętki regulacyjnej, potrzeba 12 przeskoków. Początkowo było mi trudniej niż dotychczas wyczuć dokładny moment zblokowania żaren w celu ustalenia punktu odniesienia do regulacji przemiału. Jest to kwestia miękkiego działania mechanizmu blokowania pozycji nakrętki. Służą do tego dwie sympatycznie wyglądające, małe, sprężynujące kulki, wystające po obu stronach podłużnej nakrętki. Trafiają one w zagłębienia dolnego żarna blokując pozycję roboczą. Warto wspomnieć, że górny element mielący jest wklejony w plastikowy pierścień zamontowany w obudowie młynka, nie występuje więc opadanie tej części jak ma to miejsce w ceramicznych żarnach. Utrudnia to jednak czyszczeni i nie wydaje się być elementem przeznaczonym do domowego serwisowania. W tym modelu młynka, rączka jest zamontowana na stałe, w związku z tym występuje specyficzne rozwiązanie przykrywki dla części, do której wsypujemy ziarna. Jest to kawałek plastiku z nacięciem. Niby prosta sprawa, ale jest to gwarantowana zagwozdka przy pierwszym spotkaniu. Lubię proste rozwiązania, ale to konkretne mnie irytuje swoim niedopracowaniem. Pokrywka telepie się przy wstrząsach. Mam już pomysł na prostą modyfikację. ale opiszę to przy innej okazji.
(https://lh3.googleusercontent.com/-adD_2n1B1I4/VndCM6yFnSI/AAAAAAAAKZQ/PZxvknIbYHw/s800-Ic42/20151218_MiT_BIG_zarna_Quito1650.jpg)
Wyjęte dolne żarno i nakrętka od Quito fot. Krystian Szczęśniak
Za Zassenhausa Quito, kupując w sklepie niemieckim, zapłaciłem 62 EUR z przesyłką, aktualnie ok. 265 PLN. Wolałbym wspierać rodaków, ale nasze sklepy proponują cenę 400 PLN więc nawet po zniżce wychodzi spora różnica.
RHINO
Przejdźmy do produkt australijskiego, którego używam od niespełna pół roku. Tutaj zastosowano żarna ceramiczne, bardzo podobne do tych porlexowych. Nie są one zbyt ostre, ale górne żarno jest lepiej spasowane z obudową niż w japońskim protoplaście. Niestety stabilizacja osi w Rhinowares nie zachwyca mnie, tworzywo trzymające konstrukcję jest jakby zbyt wiotkie/elastyczne. Daje to możliwość sporych wychyłów na osi. Regulacja grubości przemiału jest prosta i wygodna, a pełny obrót to 8 przeskoków trójramiennej nakrętki regulacyjnej. Oba żarna można łatwo wyjąć żeby wyczyścić. Rączka ma długie ramię, łatwo się zakłada i zdejmuje, jest wygodna w użytkowaniu, brak jej tendencji do spadania - znanej przypadłości porlexa. Jednak pusty młynek z założoną rączką bardzo łatwo się wywraca. Związane jest to z małą wagą i niewielką średnicą podstawy młynka. Wymiar ten ma jednak swoje dobre strony - otóż w komorę na ziarno idealnie wchodzi lejek od aeropressu, a ja lubię korzystać z tego rozwiązania.
(https://lh3.googleusercontent.com/-MxPyP5bsgzM/VndCNK2Br4I/AAAAAAAAKZQ/qhu10J0Qw8w/s800-Ic42/20151218_MiT_BIG_-1650.jpg)
Rozłożone żarna i nakrętka od Rhinowares fot. Krystian Szczęśniak
Koszt powyższego urządzenia aktualnie w Polsce to ok. 175 PLN i zbliżona cena jest u zachodnich sąsiadów (42 EUR).
Twarzą w twarz
Patrząc na oba młynki postawione obok siebie, z założoną rączką są prawie tej samej wysokości przy czym w Rhinowares jest ona cała demontowana. W Quito można zdjąć tylko drewnianą gałkę, z umieszczonym wewnątrz magnesem dzięki czemu nie musimy się obawiać o zużycie mocowania.
Rozmiarowo różnią się one głównie średnicą korpusu, która u pierwszego wynosi 5 cm, a u drugiego centymetr więcej. Pojemnik Ekwadorczyka niemieckiego pochodzenia jest szklany i montowany na gwint. Niemniej wygląda i w rękach czuje się solidność tego elementu. Po zdjęciu go można postawić młynek stabilnie w pionie. W nosorożcu jest to niemożliwe z powodu wystających elementów. Jest to upierdliwe gdyż kładąc młynek na boku, łatwo może się on sturlać z pochyłej powierzchni. Wracając jednak do pojemnika na przemiał, jest on metalowy tak jak korpus i wciska się go na kołnierz z tworzywa. Rozwiązanie wydaje się niezbyt trwałe gdyż po czterech miesiącach choć nie spada, to ma już luzy i lata na boki. Porlexowy, również wciskany pojemnik nie miał żadnych problemów po dwa razy dłuższym okresie. Podobnie jak Mini w Ryniu jest gumowy pasek polepszający chwyt, przydatny drobiazg gdy mamy wilgotne ręce. Co prawda nie ma funkcjonalności przechowywania rączki po jej zdjęciu tak jak w Mini Japończyku, ale perforowana guma trzyma się lepiej i na razie nie rozciąga.
(https://lh3.googleusercontent.com/-SNixYvwiOps/VndJOGKPI2I/AAAAAAAAKZQ/3ffEfaRD96s/s800-Ic42/20151221_MiT_BIG_1600.jpg)
Widok z góry po zdjęciu wieczek obu młynków fot. Krystian Szczęśniak
Niemiecka solidności gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest.. ?
Dość tych suchych opisów konstrukcji. Z zapałem zabrałem się za rozkręcanie urządzenia żeby zobaczyć jak wyglądają żarna i konstrukcja. Przy dobieraniu się do nowej zabawki czekało mnie jednak kilka niespodzianek.
Wyjmuję dolne żarno, a tu coś wylatuje. Mały element przeleciał po podłodze. Odnalazłem, to taki kawałek plastiku, jakby tulejka. Myślę sobie - zobaczy się w instrukcji, gdzieś w niej pewnie jest lista części i opis co i jak. Guzik, oprócz tego że instrukcja jest tylko po niemiecku, to przydatnych informacji w niej nie odnalazłem. Wchodzę więc na stronę www zaprojektowaną chyba z dwie dekady temu, jeszcze uboższą w informacje. No cóż, jakoś sobie ze złożeniem poradzę później.
Patrzę w końcu do środka i oczom nie wierzę. Z górnej krawędzi, górnego żarna wystaje spory ścinek/opiłek.. Jak by tego nie nazwać jest to odpad stalowy, który powinien być usunięty w czasie produkcji. Nie chciałbym raczej przepuszczać go z kawą przez żarna. Ups kontrola jakości tutaj nie dotarła. W tym momencie miałem spore wątpliwości czy nie spakować tego i nie odesłać, przecież nie kupiłem produktu w sklepie za 5 zł. Tylko tak szybko żegnać się z nową zabawką? Jakoś tak przykro, no i co ja sobie dam pod choinkę ? Ścinek wydłubałem zanim wpadłem na pomysł żeby to udokumentować, ach te emocje.
Pomijając te nieszczęśliwe wypadki, to młynek wykonany jest z dobrych jakościowo materiałów, dokładnie spasowanych. W ręku trzyma się konkretnie bo jest dość masywny. Waży 550 g, dla porównania Rhino (z rączką) waży 298 g.
Do boju - gryź i tnij!
Przebolawszy brak niemieckiego ordnungu przy wykonaniu młynka, przeszedłem do zabawy.
Poniżej pierwsza rzecz, która mnie interesowała w tych dwóch młynkach czyli porównanie przemiału.
https://picasaweb.google.com/2thorkill/RQRev?authkey=Gv1sRgCKybgNLi0qHyEA (https://picasaweb.google.com/2thorkill/RQRev?authkey=Gv1sRgCKybgNLi0qHyEA) - tu znajdziecie wszystkie zdjęcia przemiałów grupowo oraz wycinki kolejno od najdrobniejszych.
(https://lh3.googleusercontent.com/-06_bXI1CWlM/VnH7rH0m8sI/AAAAAAAAKVc/MprozHSrK0M/s800-Ic42/20151217_r-q-1v5_001.jpg)
Porównanie przemiałów, po lewej Quito po prawej Rhino fot. Krystian Szczęśniak
A tu: https://picasaweb.google.com/2thorkill/RqBig2015?authkey=Gv1sRgCKnM3OnV_J_9Og (https://picasaweb.google.com/2thorkill/RqBig2015?authkey=Gv1sRgCKnM3OnV_J_9Og) zestawienie zbliżonych grubości przemiału obu młynków, w samych wycinkach.
Wpierw zrobiłem porównanie w przedziale, którego na ogół używałem w Rhinowares czyli od 4 do 10 skoków podziałki od zblokowania żaren. Jak widać na zdjęciach skala jak i jej skok dla obydwu młynków jest różna. Dodałem więc drugą część dla Quito, która może być bliższa przemiałom z Rhinowares.
Magiczne mechanizmy
Natrafiłem w sieci na opisy świadczące o jakimś tajemniczym mechanizmie, który w Quito miałby odpowiadać za płynniejszy przemiał. Hmm, no więc nie wyczuwam tej magii, albo moje ręce są już tak toporne i nieczułe od walenia w bębny, albo to po prostu jakaś bujda. No chyba że kontrola jakości poszła szukać elementu, który za to odpowiada i tyle ich widzieli.. Oprócz różnicy wynikającej z ostrzejszych żaren, raczej szczególnej lekkości w mieleniu nie doświadczyłem. Jest trochę lepiej niż w Ryniu, ale drobniejsze przemiały jasno palonej kawy nie są lekkie w korbce i nie obywa się bez przycięcia młynka.
(https://lh3.googleusercontent.com/-yoEBIa7fghQ/VndCN0G2V_I/AAAAAAAAKZQ/um4qi1isr1M/s800-Ic42/mlynki-zakretki-1650_.jpg)
Złożone żarna od strony pojemnika na przemiał fot. Krystian Szczęśniak
Cóżeś Pan uczynił?
Jeśli kogoś interesuje procedura przygotowania testu porównawczego, to przedstawiam ją poniżej. Była ona powtarzana dla każdego przemiału.
1. Wyczyszczenie zbiorników młynka i żaren - wytrzepanie, przedmuchanie, czasem usunięcie przylegających resztek przemiału palcem, wskazującym jakby kto pytał.
2. Ustawienie grubości przemiału za każdym razem przesunięcie o dwa stopnie w stronę grubszego przemiału.
3. Zasypanie żaren kawą tą sama do wszystkich testów, tak aby przykrywała żarna. Ilość nie była dokładnie mierzona
4. Mielenie - młynek dociśnięty do stołu żeby zapewnić lepszą stabilność
5. Wysypanie kawy na kartkę
6. Zapisanie ołówkiem grubości przemiału
7. Uformowanie paska
8. Przyłożenie kartki i dociśnięcie - żeby pokazać zachowanie kawy, wydawało mi się pomocne przy ustaleniu konsystencji kawy.
9. Otrzepanie kartki dociskającej
10. Wyrysowanie „wzorka”- wybaczcie jaka pogoda i talent rysowniczy taki wzorek
Co dalej?
W kolejnej części chciałbym przedstawić wam zagadnienie, które wydaje mi się bardzo ważne i podstawowe. Pierwsze napary i wrażenia sensoryczne z takich samych przelewów kawy zmielonej oboma młynkami. Ja już wiem, że jest ciekawie bo trochę naparów przelało się przez moje kubki smakowe.
(https://lh3.googleusercontent.com/-zKYqBCpPW_E/VndCNskH1NI/AAAAAAAAKZQ/mGt9GTH1jxY/s800-Ic42/20151220_MiT_BIG_-2raczki-1650.jpg)
Machamy na pożegnanie fot. Krystian Szczęśniak
Gdyby ktoś z Łodzi miał ochotę porównać z posiadanym przez siebie innym ręcznym bądź budżetowy młynkiem elektrycznym, to bardzo proszę o kontakt.
Przepraszam za usterki
Jeśli coś nazwałem nie tak jak trzeba, bądź popełniłem jakąś inną gafę, to proszę o wyrozumiałość. Jestem kawowym nowicjuszem i kilka lat już nie napisałem nic równie długiego. W razie błędów proszę o informację zwrotną, postaram się poprawić.
*Odnosi się do skeczu Marka Gungora, opowiadającego o różnicach w funkcjonowaniu mózgu mężczyzny i kobiety.
http://www.youtube.com/watch?v=Wl7gep9f16M (http://www.youtube.com/watch?v=Wl7gep9f16M)
CZĘŚĆ DRUGA - POLEWAMY
tekst i fotografie - Krystian Szczęśniak
Jak to z kawami bywa najlepsze są zalane. No może nie tyczy się to wszystkich, bo niektóre na sucho obiecują więcej niż potem są w stanie oddać. Przedstawiam więc dalsze zmagania moich dwóch zawodników w domowym młynkoboju.
(http://lh3.googleusercontent.com/-E0IOkW8bwdc/Vq68B7HvkRI/AAAAAAAAKp8/HsTjNKunVEU/s800-Ic42/tmk1.jpg)
Teszt számú
Muszę niektórych zmartwić - nie będzie jedzenia przemiału gdyż z węgierskiego znaczy to po prostu „test numer jeden”. Będąc jednak przy temacie jedzeniowym, to robiliśmy w domu ciasto z zieloną herbatą matcha i było bardzo dobre. Może czas spróbować czegoś podobnego z kawą?
W pierwszej odsłonie zmagań padło na popularny dripper hario V60-02. Starałem się dobrać jak najbardziej zbliżony, dość drobny w tym wypadku przemiał dla obu młynków. Postanowiłem pojechać po bandzie i zrobić przelew na granicy nadekstrakcji, żeby spróbować wyciągnąć jak najwięcej z ziaren. Celowałem w okolice 250 ml przy dozie 6 g kawy na 100 ml wody. Z wcześniejszych doświadczeń wynikało, że będzie ponad gram pyłu, którego w tym przypadku pozbywam się. Odsiewałem mocno żeby przy dość długiej ekstrakcji gorycz nie zakryła innych aromatów. Tak więc z 16,3 g kawy zostało dla: Quito 14,9 i Rhinowares 14,7. Gring di ding, fyyy, frrr, bul bul, sssy, kap kap i mamy dwa napary. Czasami cudownie byłoby móc rano, nawet takim onomatopeicznym zaklęciem, wyczarować kawę. Lubię tą kuchenną orkiestrę, temperaturę w czajniku na ogół poznaję po dobiegających z niego odgłosach. Wracając jednak do tematu - ciekawe było to, że pomimo odsiania większej ilości pyłu i mniej równego przemiału również w stronę gruzu, to z australijskiego produktu przelew trwał 13 sekund dłużej, a dokładnie 4 min. i 16 sek.
(http://lh3.googleusercontent.com/-VC2CeTRpkN8/Vq68CcD5DdI/AAAAAAAAKp8/JLnhw2FALic/s800-Ic42/tmk3.jpg)
Z kubka na kubki
Tak na prawdę interesuje nas efekt tego całego zamieszania, w końcu lubimy kawę nie tylko za to, że daje nam możliwość do eksperymentowania.
QUITO
W tym konkretnym przypadku napar z kawy mielonej zassenem był lżejszy, świeższy, a zarazem bardziej owocowy oraz lepiej zbalansowany. Musicie mi wybaczyć posługiwanie się takimi ogólnymi pojęciami. Trudno nimi przekazać doznania związane ze smakiem, a zarazem uruchamiające wyobraźnię. Mój język jest jeszcze dość ubogi, ale staram się rozwijać.
RHINOWARES
Z ziaren pogryzionych nosorożcem wyszły cięższe aromaty trochę taninowe, wyższe body świadczące o mocniejszej ekstrakcji, a zarazem patykowo-warzywne posmaki czyli jakby też w stronę niedoparzoną. Może to przez większy rozrzut grubości przemiału? Kto to wie, to był taki szybki wstępniak bo chciałem tak na prawdę napić się kawy, a przy okazji sprawdzić czy będą jakieś różnice. Tak więc wykryto odmienny charakter naparów, jest to dobry początek do dalszych testów i pomyślna informacja dla mnie jako nabywcy.
Test kapindho
Z racji możliwości pewnego zniekształcenia wyników poprzez ewentualną sugestię bądź rozbieżność w zalaniu, postanowiłem spróbować metodą cuppingową* na ślepo, nie wiedząc którą kawę piję. Przemiał każdego z młynków był rozłożony na dwie filiżanki. Co dawało łącznie cztery naczynia do próbowania. Tym razem nie odsiewałem przemiału; aha „kapindho” po jawajsku ponoć znaczy drugi, ale brzmi jakby między kapingiem, kapaniem, a sami sobie dopowiedzcie czym jeszcze.
(http://lh3.googleusercontent.com/-J26uuy6Worw/Vq68CiwhFlI/AAAAAAAAKp8/shxQv4ltFOc/s800-Ic42/tmk5.jpg)
To był prawdziwy test na ślepo bo nawet nie widziałem filiżanki, z której jest kawa. Dostawałem po kolei napełnioną łyżkę (dla każdego naczynia osobna), próbowałem i robiłem notatki. Rezultaty przedstawiają się następująco, idąc od końca stawki:
msce 4. W pierwszych próbach gdy kawa była najcieplejsza, najgorzej wypadła filiżanka nr 1 (F1) z nieprzyjemnymi posmakami drewniano-dymnymi.
msce 3. Niewiele wyżej uplasował się podobny w charakterze napar nr 3(F3) z dymem i drewnem. Ten zawodnik był nieco lepszy bo posiadał również wyczuwalne aromaty cytrusowe.
msce 2. Drugie miejsce dla nr 2(F2) ze słodszym zestawem aromatów i cytrusowymi kwaskami.
msce 1. Zwyciężczynią rundy została zalewajka z przemiału nr 4 (F4), która w smaku była słodka krągła i najlepiej zbalansowana.
Może lepiej przygotujcie sobie jakiś prowiant, bo przed nami jeszcze trzy rundy. W drugiej części, gdy płyny były jeszcze mocno ciepłe, zmartwiłem się, gdyż wszystkie zaczęły zmierzać w stronę słodyczy. Pomyślałem, że może być trudno określić dalsze różnice, ponieważ tylko jedynka zdecydowanie się wybijała i nadal była królem zadymy choć nieco już słodszej. Na szczęście po chwili, gdy temperatura kawy całkiem się ustabilizowała, szerszy wachlarz aromatów znalazł się na moim języku. Tak oto w F1 [msce 4]oprócz dymu zagościł winowajca czyli węgiel i przypalone drewno,
w F2 [msce 2] melasa i cytrusy, w F3 [msce 3] dym, a w czwórce [msce 1] przyjemny zestaw kwasków.
Docierając do finiszu z letnimi płynami przebrnąłem przez pole tytoniowe w F1 [msce 3], zadymione chaszcze z cytrusami w F2 [msce 2], spaloną sawannę z nosem w cybuchu fajki w F3 [msce 4] i farmę cytrusów w F4 [msce 1] Na szczęście ostatnia filiżanka mnie uratowała bo kolejnej traumy nie wytrzymałbym, przynajmniej na trzeźwo.
(https://lh3.googleusercontent.com/-sbDI4Ep8uxM/Vq68CiMJahI/AAAAAAAAKp8/AWsvVQk4wWw/s800-Ic42/tmk4.jpg)
Wodzu skąd jesteś?
Ciekaw jestem jak obstawiacie, czy zaskoczę was jeśli powiem, że po pierwszej rundzie już miałem dosyć i na prawdę nie wiedziałem, która kawa może być z jakiego przemiału. Wy pewnie skupiliście się bardziej na numerkach czytając rezultaty. Ja wtedy próbując i spisując tylko spostrzeżenia w kolejnych kratkach nie do końca się jeszcze orientowałem. Teraz analizując różnice widzę, że są dość wyraźne, bardziej niż mógłbym się spodziewać. No więc filiżanka numer jeden to wyprawa z Australijczykiem, nr 2 z Ekwadorczykiem, nr 3 jak obstawiacie ? Niestety, jest to znów Ozzie (czyt. ozi) jak lubią się zwać mieszkańcy, jedynego w swoim rodzaju kontynentu - wyspy, na oceanie indyjskim. Może smak tytoniu w kawie pasuje prawdziwym twardzielom jak Krokodyl Dundee, jednak w moje gusta nie trafia.
No te tino*
Ponieważ kończyła mi się jedna paczka kawy i po zważeniu okazało się, że mam idealnie na mały test, to postanowiłem utwierdzić się w tym jaki to cudowny produkt nabyłem. Tym razem trochę szybciej testując, jednak metodologia ta sama, cuppingowy test na ślepo, po dwie filiżanki z każdego młynka.
No i zaczęła się udręka. Z mocno ciepłych kaw nie smakowała mi żadna. Po chwili pojawiło się światełko w tunelu - trochę słodyczy, jakieś kwaski. Jednak różnice były znacznie mniejsze niż poprzednio, ale kawa generalnie też mniej wyrazista. Dwie filiżanki były smaczne, a dwie nie. Wyobraźcie sobie, że ten pojedynek był bardzo wyrównany, ze wskazaniem na.. no właśnie długo się zastanawiałem czy nie będzie to ex aequo, ale z tych dobrych jedna smakowała mi trochę bardziej bo była słodsza. Przemiał w tym przypadku dostarczył nie kto inny jak Rhinowares. Quito poza tym że zajął przegrane miejsce czyli drugie, to także zamknął stawkę. Zrobił to czymś spektakularnie złym czego nie chcecie znać ani wy, ani ja, nie chcę tego też wspominać, opisywać i utrwalać w pamięci, ale wyobraziłem sobie, że tak może smakować woda ze Styksu. Ponoć młodsza część społeczeństwa lubi używać określenia "przegryw", w tym wypadku wyobrażam sobie, że pasowało by do rezultatu Zassenhausa.
(https://lh3.googleusercontent.com/-VYIrIEi5EeU/Vq68CzoDW-I/AAAAAAAAKp8/BasY3Lmk4cI/s800-Ic42/tmk6.jpg)
W sumie nie zrobiło mi się jakoś specjalnie smutno z powodu braku powielenia wyników poprzednich prób. Raczej utwierdziłem się w przekonaniu, że każde narzędzie może się sprawdzić w odpowiednich warunkach. Nie wnikam co mogło być przyczyną takiego rezultatu, bo nie mam laboratorium żeby przeprowadzić stosowne analizy.
Tortur nigdy dość
Ponieważ to był weekend, od rana następnego dnia biorąc młynek do ręki postanowiłem nie zmieniać nastawów i spróbować zrobić dwa małe dripy w V60 po 200 ml. Przy okazji przypomniało mi się, że można by sprawdzić efektywność mielenia licząc obroty korbki obu urządzeń . Tak więc 13 g ziaren Quito zmielił 55, a Rhino 80 obrotami. Czyli w drugim przypadku było prawie połowę więcej kręcenia - nosek chyba ma zadatki na polityka. Po odsiewie zostało z tego 12,2 g kawy pociętej stalą i 11,7 g ceramiką.
(http://lh3.googleusercontent.com/-Yq7eXseq5AI/Vq68CO0DmJI/AAAAAAAAKp8/VjpIMXX8liY/s800-Ic42/tmk2.jpg)
Jeśli kogoś interesuje czy dostosowywałem ilość przelanej wody do wagi, to odpowiedź brzmi: tak. W drugim przypadku użyłem 7 g mniej wody. Nie wiem czy zrobiło to jakąkolwiek różnicę dla smaku, ale co tam, mam wagę z dokładnością do dziesiątej części grama, to mogę poszaleć. Mózg można trochę rozgrzać liczeniem zanim wejdzie na obroty kofeinowe. Pisząc w skrócie, bo jak widzę że jest już tego prawie 7000 znaków, to kto to przeczyta?
Przelew z Quito trwał 3 minuty, z Rhinowares 5 sekund mniej. Oba były smaczne. Jeden był bardziej wyrazisty z mocniejszymy aromatami, stygnąc przechodził w coraz bardziej wyczuwalne kwaski. Drugi był bardziej płaski bez dalszych planów i polotu z pojawiającym się akcentem kowbojskim stygnąc szedł w gorycz. Cóż nie będę was trzymał w niepewności, chociaż może jeszcze trochę.. No dobra, i tym razem wygrał Zassenhaus. Końcowo wygrał Ekwadorczyk o niemieckich korzeniach wynikiem 3:1. Nie wiem na ile to dla was zadowalające, ale dla mnie wystarczająco. Tak mi wyszło i schluss.
C.D.N
(https://lh3.googleusercontent.com/-H20kql45tzw/Vq6_q3BONtI/AAAAAAAAKp8/0pEtEcmYsOc/s800-Ic42/tmk7b.jpg)
P.S. Może was interesować kawa, której używałem, poza tym że nie zapisywałem bo nie wydawało mi się to istotne, każdy test był z innymi jednorodnymi z pochodzenia ziarnami, jasno palonymi.
Następnym razem opowiem już z pewnej perspektywy czasu, o tym jak sprawują się te urządzenia, jak można usprawnić ich działanie i podsumuję wszystko zassenem, przepraszam - zusammen do kupy.
kite koe i muri
*(po maorysku - dla pewności)
**Cuppingiem określa się procedurę testową kaw. W skrócie: zmielone ziarna trafiają do naczynia, są zalewane wodą ok. 95 °C, po czterech minutach przebija się „kożuch”, miesza, a następnie po ostygnięciu próbuje się łyżką. Najlepiej robiąc to specyficznie siorbać.
Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o cuppingu, to możecie skorzystać z poniższych linków:
http://popularcoffee.pl/cupping-zweryfikuj-swoja-kawe/ (http://popularcoffee.pl/cupping-zweryfikuj-swoja-kawe/)
http://www.kellerancoffee.pl/index.php?m=Co_to_jest_cupping (http://www.kellerancoffee.pl/index.php?m=Co_to_jest_cupping)
http://coffeegeek.com/guides/beginnercupping/stepbystep (http://coffeegeek.com/guides/beginnercupping/stepbystep)