forum.wszystkookawie.pl
Poradniki - czyli jak mam to zrobić? => Dyskusje wokół kawy => Wątek zaczęty przez: Antonio w 27 Lipiec 2025, 15:08:30
-
Czy słyszeliście coś więcej o witani ospałej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Witania_ospa%C5%82a)? ;) Podobno jest to cudowna roślina i czyni cuda... Kawa niewątpliwie dokłada się do codziennego, permanentnego stresu, wzmaga produkcję hormonu stresu a to z kolei buduje nam wokół pępka specjalną warstwę ochronną. Może warto więc sięgnąć po antidotum?
-
Używam. Nie jest to cudowna pastylka na wszystko jednak - na mnie przynamniej - działa. Ale trzeba to brać co najmniej dwa tygodnie. Natomiast moje dziecię po jednej tabletce jest nieprzytomny cały dzień
Wydaje mi się jednak - że lepsze jest opanowanie sztuki radzenia sobie ze stresem bez tabletek - przez stymulację nerwu błędnego czy inne techniki oddechowe
-
https://www.wapteka.pl/labofarm-tabletki-uspokajajace-150-tabletek-22082,p
Tanie, skuteczne, lek z wymaganymi badaniami i dobranym przez specjalistów składem, a nie suplement, bez recepty. Nie otumania. Polecam.
Jezeli stres i lęk jest problemem przewlekłym, to raczej psycholog / zmiana warunków bytowania.
-
Wy naprawdę bierzecie antydepresanty?
:o
:picardpalm:
-
Wy naprawdę bierzecie antydepresanty?
:o
:picardpalm:
Nie wiem od czego zacząć, od pytania "wy naprawdę..." wyrażajace zdziwienie, że normani ludzie mogą brać środki na uspokojenie, od wskazania róznic między lekiem uspokajającym i antydepresentem, czy facepalma wyrażajacego zażenowanie faktem przyjmowania czegoś w stresowych sytuacjach. :)
-
Interesuje mnie tylko tytułowa roślina, nie waleriana ani mięta...
-
To nie jest remedium na wszystkie problemy, podobno efekt zanika wraz z użytkowaniem (o ile w ogóle na nas działa), suplement jest na rynku polskim od ponad 10 lat.
Bardzo dobrze przebadany examine.com/supplements/ashwagandha
-
Nie wiem od czego zacząć, od pytania "wy naprawdę..." wyrażajace zdziwienie, że normani ludzie mogą brać środki na uspokojenie, od wskazania róznic między lekiem uspokajającym i antydepresentem, czy facepalma wyrażajacego zażenowanie faktem przyjmowania czegoś w stresowych sytuacjach.
Myślisz, że "pigułka" pomaga?
W mojej ocenie nie.
Ona tylko uśmierza; przyczyna musi być neutralizowana/usunięta.
Mam znajomą, która prowadzi aptekę.
Czasami po spacerze wstępujemy po drodze na pogaduszki. Kiedyś widzimy jakiegoś majstra, który cos tam drobnego grzebał. Znałem człowieka, więc wiedziałem, że stolarz. Znajoma mówi, że zawias w szafce się odrywa. Ja, że pewnie ten od leków uspokajających. Koleżanka-skąd wiesz?
No bo najczęściej sprzedawane specyfiki?
Przyznała-no tak.
Kurtyna.
Szersze kwestie nie na pisanie.
-
Kawa też jest tego typu "suplementem diety" i "środkiem pobudzającym" ;). W zasadzie można to samo o kawie napisać: że przestaje działać, że łagodzi tylko symptomy, że uzależnia, że jest "doskonale" przebadana i znana, że półki się uginają pod ciężarem ziaren...
Zdaje się, że kawowy biznes nie śpi i już pojawiły się adaptogenne dodatki do kawy albo nawet składniki codziennej kawy ;).
-
@Antonio to dawaj listę tych suplementów zrobionych z kawy, taką "kontrę" do ziół.
@Fux mam przyjaciela(znam go 3/4 życia jakoś), trochę życie mu się sypnęło, wylądował na jakichś antydepresantach. Czekał, aż to się skończy... Za to jeden ze znajomych łyka dzień w dzień, miały być na chwilę a już kilka lat bierze. Niby te "najlżejsze", które za dużo nie zmieniają(też brałem, może "za małe" dawki - ale to było pomocniczo do leczenia padaczki, szukanie rozwiązania), no ale bierze. Za to na terapiach różnego rodzaju ogrom ludzi.
-
Nie znasz espresso? Cóż to jest jak nie suplement diety? Albo raczej antydiety... Uzupełnia nam brak co najmniej kofeiny ;).
-
@Antonio To są takie trendy, w dużej mierze tworzone przez marketing importerów, opłacających często różnej maści influenserów. Powstają potem różne mody, bardziej lub mniej niedorzeczne. Tak jak ileś lat temu zielona kawa miała być cudownym suplementem.
Oczywiście, że zioła działają, w końcu często z nich tworzy się leki. Jednak tak samo jak leki, zioła działają różnie na różne osoby i mają interakcje z innymi substancjami aktywnymi. Z tego co wiem ashwagandha ma dość dużo tych interakcji, a pomijając to, jej przyjmowanie robi się cyklami z odstępami przynajmniej kilkumiesięcznymi. Jak w większości ziołoterapii.
Musiałbym poprosić siostrę żeby się wypowiedziała, bo ona się ciągle w ziołoterapiach kształci i czasami mi o tym opowiada. Nie wiem tylko czy znajdzie na to czas.
-
Rozumiem, nie nakręcam się na to sam. Ale na logikę: kawa jest znacznie bardziej niebezpiecznym, znacznie bardziej mocnym w działaniu "zielem". Również ma ogromne działanie uboczne, bo "narusza" system hormonalny. Jak na początku wspomniałem -- przyczyniać się może do otyłości brzusznej (belly fat).
Kofeina wpływa na poziom kortyzolu, hormonu stresu, podnosząc go. Dzieje się to poprzez aktywację osi podwzgórze-przysadka-nadnercza. Kofeina może zwiększać poziom kortyzolu nawet o 30% w ciągu godziny do dwóch od spożycia, częściowo z powodu towarzyszącego wzrostu adrenaliny. Jednak u osób regularnie pijących kawę ten wzrost może być mniejszy lub w ogóle nie wystąpić. Kawa na czczo może dodatkowo podwyższać poziom kortyzolu, który jest już naturalnie wysoki rano, co może prowadzić do negatywnych skutków zdrowotnych przy długotrwałym podwyższeniu.
Influencerów że świata kawy nie jesteśmy w stanie policzyć. Miliony chyba...
-
Z tym kortyzolem to też jest ciekawe zjawisko, siostra mi mówiła że w tym roku bardzo popularny temat. Jednak wg mojej siostry są ważniejsze czynniki, od których m.in. kortyzol jest zależny. więc skupianie się na kortyzolu to trochę jak skupianie się na cremie próbując zrobić dobre espresso.
-
Kortyzol to tylko ogniwo w łańcuchu...
-
Jednak u osób regularnie pijących kawę ten wzrost może być mniejszy lub w ogóle nie wystąpić.
I tego się trzymajmy :taktak:
Jka
-
Tego się niestety trzymamy. Bo korzyści z kawy chyba wtedy nie ma. Chcielibyśmy sobie oczy otworzyć, gdy jesteśmy senni a tu nic nie działa... Jedyne co może być pocieszające, to chwila przyjemności, sam proces obcowania z kawą i z ludźmi przy takiej okazji :).
-
Oj tam, oj tam nie narzekaj, a ten cudowny zapach rozchodzący się po całym mieszkaniu :lol2: to już się nie liczy.
Jka
-
Ja bym nawet powiedział, że u osób regularnie pijących, brak dobrej kawy może być odpowiedzialny za szybki wzrost adrenaliny i kortyzolu :)
Jak to w świecie ludzkich namiętności - "i tak źle, i tak niedobrze" :)
a ten cudowny zapach rozchodzący się po całym mieszkaniu
No ja od razu czuję się lepiej jak wchodzę do pomieszczeń, w których pięknie pachnie dobrej jakości kawą :) Nie potrzeba mi żadnych ziół na poprawę samopoczucia :)
A propos węchu, to po covidzie, dzięki dużej ilości anosmii, okazało się, że nasz węch to nie tylko 80% smaku, ale i bardzo duży procent pamięci długotrwałej. Zmysł powonienia jest nam potrzebny do poczucia bezpieczeństwa i ogólnie - zdrowia psychicznego.
Trzeba się cieszyć, że mamy węch i pięknie pachnące kawy.
-
No ja od razu czuję się lepiej jak wchodzę do pomieszczeń, w których pięknie pachnie dobrej jakości kawą Nie potrzeba mi żadnych ziół na poprawę samopoczucia
:szampan:
-
Myślisz, że "pigułka" pomaga?
W mojej ocenie nie.
Ona tylko uśmierza; przyczyna musi być neutralizowana/usunięta.
Tak, lek uspokajający działa uspokajająco, co jest nie tylko korzystne, ale i zalecane przez lekarza w pewnych sytuacjach. Podwyższenie poziomu stresu wynikające z zaistniałych sytuacji (przeróżnych), jak sytuacja w pracy, w rodzinie, czy inna życiowa, jak najbardziej mogą uzasadniać przyjęcie substancji uspokajającej. I w tej kwestii nie ma nic zadziwiającego.
Natomiast lęk i stres przewlekły, wynikający z zaburzonej biochemii organizmu, albo z problemów i chorób psychicznych, należy leczyć w sposób specjalistyczny, o czym też napisałem.
Interesuje mnie tylko tytułowa roślina, nie waleriana ani mięta...
Pewnie ze względu na cudowność tej rośliny i czynione przez nią cuda. :) Tylko o co dokładnie Ci chodziło?
-
Nieważne o co mi chodziło -- tu odsyłam do tytułu ;). Ciekawy jestem.
-
Tak, lek uspokajający działa uspokajająco, co jest nie tylko korzystne, ale i zalecane przez lekarza w pewnych sytuacjach.
Pewnie na czacie sprawdzał.
😂
-
Tutaj jest ciekawy artykuł na temat zmian w świecie kawy, również wzmianka o adaptogenach...
Sweet, Plant-Based, Functional – The Ingredients of New Coffee Lifestyles
https://www.linkedin.com/pulse/sweet-plant-based-functional-ingredients-new-coffee-schwarz-7zc8e?utm_source=share&utm_medium=member_android&utm_campaign=share_via
Ashwaganda to jeden z wielu takich środków.
-
Wy naprawdę bierzecie antydepresanty?
Ashwaganda nie jest antydepresantem a adaptogenem
-
Myślisz, że "pigułka" pomaga?
W mojej ocenie nie.
Ona tylko uśmierza; przyczyna musi być neutralizowana/usunięta.
Rozumiem że takie samo podejście masz do leków na serce, wątrobę, tarczycę i całą resztę?
Zakładasz że mózg jako jedyny organ w ciele nie może być chory? Nie może mieć niedoczynności albo nadczynności?
Czy zakładasz że wszystkie leki są złe i jak ktoś ma chorą tarczycę to nie powinien brać pigułek bo jest to niezgodne z naturą?
Czy jeśli ktoś ma gorączkę 40 i rośnie to nie powinno się podawać niczego na jej obniżenie bo należy walczyć tylko z przyczną?
Jeżeli ktoś ma chorą (znowu) tarczycę, to zanim wyzdrowieje nie powinno się suplementować hormonów, bo w sumie po co, niech mu w międzyczasie rozwali całą resztę organizmu.
W czasie żadnej choroby nie bierzesz nigdy leków objawowych bo walczy się tylko z przyczyną?
-
Rozumiem że takie samo podejście masz do leków na serce, wątrobę, tarczycę i całą resztę?
Mam do leków bardzo ograniczone zaufanie a do niedorobionych lekarzy wcale.
Tekst, że w tym wieku to już tak musi być jest śmieszny.
Przykład znajomego.
Ciśnienie 150/100, cholesterol +200.
Lekarz pigułki takie i owakie.
Pytanie kolegi, mam to brać przez jakiś czas czy już na stałe.
Lekarz oczywiście na stałe.
A co z wpływem na wątrobę, nerki, etc.
Yyyyyyyyyyy..........
Kolega recepty wrzucił do kosza.
Odstawione % do 0.
Po roku 120/85, cholesterol pozostał, z racji wieku, koło 60, nadal 5-8 km każdego dnia.
Ascetycznie przy lodówce.
Można? Można.
Co do tarczycy to Syn ją sobie odbudował rocznym pobytem na Seszelach. Znajoma endokrynolog, która się nim opiekuje od wielu lat, nie mogła w to uwierzyć.
Więcej kawy, drobnych przyjemności, wysiłku.
I jeszcze jedno. Tak, używam czasami antybiotyków, sterydów czasami, kropli do nosa, etc.
Probiotyki także przyjmę w formie jogurtu.
Szczepiłem się na choroby tropikalne, na grypę prawie co rok.
-
@Wiszczu to jest ciężki temat i nie na temat :). Jasne, że trzeba unikać medykamentów w wymienionych przez Ciebie przypadkach.
Też chciałem to zauważyć:
Ashwaganda nie jest antydepresantem a adaptogenem
Z tym pojęciem spotkałem się dość późno, przy okazji rozwijanego w Polsce przez pewną firmę tematu "kawy z korzenia mniszka". W ramach tego projektu łączy się wspomnianą kawę-niekawę z adaptogenami, tworząc różne mieszanki. Ciekaw jestem czy takie adaptogeny jak tytułowa roślina mogą mieć jakikolwiek wpływ na nasze samopoczucie, przystosowanie do niekorzystnych warunków? Bo prawdziwa kawa sama w sobie na pewno ma mocny na to wpływ i na upartego można by ją wciągnąć pod określenie "adaptogen" -- tylko, że działa chyba odwrotnie?
Tu jeszcze link to artykuliku Steffena, Dr Steffena Schwarza (Niemcy uwielbiają podobno takie przedrostki ;))
-->> https://www.linkedin.com/pulse/sweet-plant-based-functional-ingredients-new-coffee-schwarz-7zc8e/
Można tego nawet posłuchać, wow ;).
Morał taki:
Coffee, once defined by exclusion — no milk, no sugar — is now increasingly defined by inclusion. And with every addition, it becomes something more than itself.
Rzeczywistość ostatnio mnie zaskakuje, ale co zrobić, gdy wszystko płynie? Można się zastanawiać po co i dlaczego te zmiany, ale nie zatrzymamy się chyba w miejscu? Zaszokowało mnie to, co zobaczyłem w wystąpieniu mistrza świata baristów z 2024 roku (dopiero tydzień temu) -- "mleko" złożone z trzech składników. Dekadę wstecz chyba jeszcze było to nie do pomyślenia a przecież dzieje się od ładnych kilku lat.
-
Mam do leków bardzo ograniczone zaufanie a do niedorobionych lekarzy wcale.
Tekst, że w tym wieku to już tak musi być jest śmieszny.
Odnosisz się do czegoś o czym nie pisałem.
Napisałeś "Wy naprawdę bierzecie antydepresanty?" - I to mnie zirytowało. To jest jednoznacznie lekceważące i piętnujące i nic nie mówi o tym czy powinno się, nie powinno, kiedy itp.
Lek to lek. Jak go bierzesz choć nie potrzebujesz to źle. Jak go nie bierzesz a potrzebujesz też źle. Mam ci napisać "Ty serio bierzesz sterydy?" i potem dyskutować o tym jakie mają efekt uboczne na przykładzie anegdotycznym?
Leki na depresję są czasem konieczne, pomimo ich efektów ubocznych. To czy są nadużywane, czy nie to jest zupełnie inna kwestia.
Lekarz tak samo może ci źle przepisać przeciwzapalny, antybiotyk czy cokolwiek. Ale jakoś nie spotykam się z tekstami 'ty serio bierzesz antybiotyki?'
Żeby było mniej off top to teraz o kawie:
Czy to jest antydepresant czy adaptogenem czy to ma duże znaczenie? Chcesz aby oddziaływało na twoją biochemię organizmu. Tak samo jak kawa - większość osób chce aby wpływała na ich biochemię. Kawa ma wpływ na poziom serotoniny w organizmie, co może wpływać na nastrój i ryzyko depresji. Czy jest antydepresantem? Adaptogenem? Czymś innym? Jaka to różnica.
Trzeba znaleźć jakie substancja ma plusy, jakie efekty uboczne a nie przejmować się etykietką którą jakiś marketing przykleił.
-
etykietką którą jakiś marketing przykleił
Nie specjalnie mnie marketing naszej ulubionej substancji pociąga, bo wiadomo co nam podpowie. Raczej rzetelna wiedza, doświadczenia na własnej skórze, refleksje potem. Ale też interesują mnie nowiny z pogranicza kawy, bardziej ekonomiczne, rynkowe. Coś od lat się w tej dziedzinie zmienia, ewidentnie :). Dodatki adaptogenne czy inne funkcjonalne do kawy w kawiarni -- czy to jest coś, co faktycznie się rozwinie czy zostanie tylko w swojej niszy?
-
Mam do leków bardzo ograniczone zaufanie a do niedorobionych lekarzy wcale.
Fux, z racji tego, że osoby niebędące lekarzami nie mają wiedzy medycznej, muszą kierować się wiarą. Mogą wierzyć albo w system nauki, który kieruje się zasadami kształcenia, egzaminowania, oraz niesamowitymi osiągnięciami naukowymi, albo przykładami jakiegoś znajomego, tak zwanymi dowodami anegdotycznymi, które rozumiane są "na chłopski rozum", bez wymaganej, skomplikowanej wiedzy o budowie i zależnościach w organizmie.
Każdy robi co uważa, jednak dla mnie sprawa jest prosta. :)
-
Z takich rzeczy można przetestować grzyby, Lions Mane i inne
-
Mam do leków bardzo ograniczone zaufanie a do niedorobionych lekarzy wcale.
Tekst, że w tym wieku to już tak musi być jest śmieszny.
Odnosisz się do czegoś o czym nie pisałem.
Napisałeś "Wy naprawdę bierzecie antydepresanty?" - I to mnie zirytowało. To jest jednoznacznie lekceważące i piętnujące i nic nie mówi o tym czy powinno się, nie powinno, kiedy itp.
Lek to lek. Jak go bierzesz choć nie potrzebujesz to źle. Jak go nie bierzesz a potrzebujesz też źle. Mam ci napisać "Ty serio bierzesz sterydy?" i potem dyskutować o tym jakie mają efekt uboczne na przykładzie anegdotycznym?
Leki na depresję są czasem konieczne, pomimo ich efektów ubocznych. To czy są nadużywane, czy nie to jest zupełnie inna kwestia.
Lekarz tak samo może ci źle przepisać przeciwzapalny, antybiotyk czy cokolwiek. Ale jakoś nie spotykam się z tekstami 'ty serio bierzesz antybiotyki?'
Sterydy podał mnie lekarz dwa razy przy jakimś horrendalnym kaszlu.
Tyle w temacie.
To ludzie zaklinają rzeczywistość, prosząc lekarzy o pigułkę na wszystko, jakby one miały świat zbawić.
Najlepiej jeszcze na ćwiczenia aby tylko nie musieć wstawać z fotela.
To są słowa lekarza, który zachowuje zdrowy rozsądek i wywala takie egzemplarze z gabinetu.
Niestety inni przyjmują.
Temat rzeka.
Podsumowując. Chlanie, ćpanie, farmakologia-też narkotyk przy braniu ciągłym, nikomu nie służą.
Fux, z racji tego, że osoby niebędące lekarzami nie mają wiedzy medycznej, muszą kierować się wiarą. Mogą wierzyć albo w system nauki, który kieruje się zasadami kształcenia, egzaminowania, oraz niesamowitymi osiągnięciami naukowymi, albo przykładami jakiegoś znajomego, tak zwanymi dowodami anegdotycznymi, które rozumiane są "na chłopski rozum", bez wymaganej, skomplikowanej wiedzy o budowie i zależnościach w organizmie.
Każdy robi co uważa, jednak dla mnie sprawa jest prosta.
Tzn. w jakim zakresie jest prosta?
-
Fux, z racji tego, że osoby niebędące lekarzami nie mają wiedzy medycznej, muszą kierować się wiarą. Mogą wierzyć albo w system nauki, który kieruje się zasadami kształcenia, egzaminowania, oraz niesamowitymi osiągnięciami naukowymi, albo przykładami jakiegoś znajomego, tak zwanymi dowodami anegdotycznymi, które rozumiane są "na chłopski rozum", bez wymaganej, skomplikowanej wiedzy o budowie i zależnościach w organizmie.
To raczej nie jest wybór typu 0/1. Ogólnie lekarze to może kiedyś (na początku kariery?) byli w miarę na bieżąco, ale nie chce im się/nie mają czasu/... na dokształcanie, a świat idzie do przodu. Mam znajomą pracująca jako tzw "przedstawiciel medyczny" firmy farmaceutycznej i jej opinia o lekarzach jest hm... lekko negatywna :( Np. spora część czerpie wiedzę o nowościach tylko z ulotek rozdawanych przez przedstawicieli, a w necie od ręki można wyszukać info o udziale lekarzy w "konkursach" sprzedaży leków - typu co drugi pacjent wychodzi z receptą na to, co zapewnia np. wakacje na koszt firmy... ;)
W ciągu kilkunastu lat pracy RAZ dostała pytanie, które wymagało konsultacji z lekarzami z firmy (o ile pamiętam od ordynatora w jakimś w miarę sensownym szpitalu ), a nie ma wykształcenia medycznego...
-
To raczej nie jest wybór typu 0/1
Nie, wierzyć w medycynę naukową, albo nie wierzyć w medycynę naukową, to jest właśnie wybór 0/1. Nie można trochę wierzyć, a trochę nie.
Brak zaufania do medycyny naukowej skutkuję alternatywami w postaci wiary w pseudonaukę, leczenie się samemu bez wymaganej wiedzy medycznej, albo nie leczenie się w ogóle.
Jeżeli ktoś nie ma z jakiegoś powodu zaufania do konkretnego lekarza, to powinien udać się do innego lekarza, a nie "włączać myślenie" i tym podobne historie.
-
Nie, wierzyć w medycynę naukową, albo nie wierzyć w medycynę naukową, to jest właśnie wybór 0/1. Nie można trochę wierzyć, a trochę nie.
Brak zaufania do medycyny naukowej skutkuję alternatywami w postaci wiary w pseudonaukę, leczenie się samemu bez wymaganej wiedzy medycznej, albo nie leczenie się w ogóle.
Jeżeli ktoś nie ma z jakiegoś powodu zaufania do konkretnego lekarza, to powinien udać się do innego lekarza, a nie "włączać myślenie" i tym podobne historie.
..i do innego, następnego... ;)
lipa z nimi i tyle :( przykład żony: złamany palec u ręki, wizyta SOR - usztywnienie, diagnoza - raczej będzie się kiepsko zginał, ortopeda z sieciówki opłacanej w korpo - podobnie, koniec leczenia - zgina się kilkanaście stopni... zgłoszenie z ubezpieczenia - komisja, trzeci - no... tak juz zostanie 5kPLN odszkodowania...
następnie wizyta u fizjoterapeuty sportowego (z polecenia znajomej) - pierwsza wizyta - "pikuś, będzie OK" z ~mc ćwiczeń, obecnie śladu nie ma ;)
-
Sam chodziłem cztery lata zanim dopiero mnie zdiagnozowano. W Zimbabwe np. w stolicy, w szpitalu mają tylko paracetamol (Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe,
Peter Godwin). U nas nie jest tak źle 🤪
-
Medycyna to ciężki temat. W razie "W" nie chciałbym mieć przyjemności z jej ciemną stroną. Byłoby fajnie, gdyby to jakoś porządnie działało w naszym państwie. Ale nie działa porządnie, jakoś działa. Odpukać ;).
-
Myślę, że "overall" w naszym kraju to działa bardzo dobrze. Mój 91 letni dziadek ma dużą opiekę. Czy to lekarz, sanatorium. Dziś byliśmy kupić nowe aparaty słuchowe z dotacją 5100zl Świat to nie tylko USA, Japonia, Australia. Świat to ~193 kraje, u nas naprawdę nie ma na co narzekać, w gruncie rzeczy
-
Sam chodziłem cztery lata zanim dopiero mnie zdiagnozowano.
I bardzo się cieszę, że się udało. :) Niektórzy poszliby w "alternatywę" w postaci pseudonauki na FB, czy brednie ludzi od strukturyzatorów wody - czy jak się to tam zwie. A taka "alternatywna" alternatywą nie jest.
-
Alternatywą u mnie mogły być rękoczyny, bo lekarze mi nie wierzyli 🤣
Co do innych metod leczenia, chłopaki tutaj się znają
https://youtu.be/pRkqhGfXYWI?si=V7gBB-OfXkw9b9YR
A co do tego, że ludzie szukają innych metod, aż tak bardzo mnie to nie dziwi. Wszystko zależy od poziomu desperacji. Jakby mi ktoś zaproponował, że wyzdrowieję jak kupię tę kołdrę, to bym wziął 3 🤣🤣🤣
-
Wy naprawdę bierzecie antydepresanty?
Jeżeli komuś zginęła rodzina w wypadku, to oczywiście że tabletka tego nie naprawi ale pomoże
-
Myślę, że niewiele pomoże prócz otumanienia.
-
Antydepresanty to chyba jedno z największych ówien, jakie ten świat ma - big pharma i Xanax to książkowy przykład jak stworzyć produkt i potrzebę na niego. Potrzebę, która będzie "aktualna" przez następne kilkadziesiąt lat. Żeby nie było - nie neguję potrzeby istnienia takich leków, ale u mnie w toku leczenia innej choroby pojawiły się leki, które na upartego można by podciągnąć jako antydepresanty(czyli stabilizatory nastroju). U psychiatry też byłem, też dostałem leki(z dala od xanaxu), zasadniczo nic z tego nie wyszło, odstawiłem. Efekt? Wypłukanie ze mnie wszystkich emocji. Owszem, gdybym to dostał od psychiatry to można by to uznać za sukces. O ile sukcesem można nazwać doprowadzenie człowieka do tego, że nic go nie rusza - śmianie się z żartów wśród znajomych udawane, smutek udawany, szczęście udawane i tak dalej... A w ostatnim wspomnianym przypadku - czego nikomu nie życzę - może pomóc, ale to jest opcja tylko na chwilę. To jest sytuacja ekstremalna, zły przykład IMO - przynajmniej patrząc na to, co się teraz dzieje i jak modną chorobą stała się depresja. A efekt wzięcia antydepresantów? Tak, otumanienie. @Fux dobrze napisał, i to piszę z autopsji(awaryjnie nosiłem ze sobą coś sporo mocniejszego niż Xanax, w zupełnie innym celu i po konsultacji z neurologiem) - od kiedy mam, czy też jak dostawałem w szpitalu, wziąłem kilka tabletek/zastrzyków i tak to działa. Znałem dziewczynę, która kilka lat leczona była Clonazepamem, nie do końca antydepresant ale też od psychiatry można dostać. Efekt? Słów mi brak, żeby opisać jak to ją zniszczyło.
A żeby nie było, że nie wiem jak leki działają - któregoś roku sprawdziłem, 3,5kg tabletek zjadłem. I uwierzcie mi, wolałbym nie potrzebować ich brać.
-
@siewcu Problem z substancjami, które mają stabilizować chemię mózgu, polega na tym, że w pierwszym etapie organizm musi się do nich przyzwyczaić. Zazwyczaj wiąże się to z bardzo trudnym okresem - często trwającym kilka miesięcy - po którym dopiero okazuje się, czy dany lek przynosi korzyści konkretnej osobie, czy też nie.
Osoba która nie pije na co dzień kawy i wypije espresso też poczuje się źle, dziwnie, bo jej organizm nie znając substancji na wszelki wypadek traktuje ją jak truciznę. Którą oczywiście chociażby kofeina może być - jeśli dawka będzie zbyt duża.
Znałem i znam wiele osób z poważnymi problemami psychiatrycznymi, wynikającymi z różnych przyczyn. Zdarzało mi się odwiedzać bliską osobę na oddziale psychiatrycznym i uważam, że warto mieć takie doświadczenia, aby zrozumieć, po jak cienkiej linii czasem stąpamy i jak bardzo możemy się rozregulować. Spotkanie na żywo z osobami funkcjonującymi w innej rzeczywistości, kręcącymi się po oddziale, to jednak coś zupełnie innego niż oglądanie lotu nad kukułczym gniazdem czy innych filmów.
Tego typu przypadków przybywa w naszym przebodźcowanym świecie, z używkami typu alkohol, dopalacze, magiczne grzybki, cudowne mieszanki ziół. Do tego politycy napuszczają jednych na drugich z jakiegokolwiek powodu - bo ktoś nie reprezentuje dostatecznie "wartości narodowych", "kapitalistycznych", za bardzo się różni, itd. Łatwiej jest dzielić społeczeństwo niż zmagać się z ludźmi działającymi w celu poprawienia wspólnych warunków. A gdy my się kłócimy - oni mają lżej, rzucą tym kawałek albo innym mogąc napuszczać dalej.
Warto się czasem zatrzymać i pomyśleć: co możemy zrobić dla siebie nawzajem? Czy naprawdę powinniśmy zacierać różnice czy cieszyć się z różnorodności? W końcu to przyroda dąży do jak największego zróżnicowania by znaleźć rozwiązania dające przetrwanie. Ślepe uliczki cały czas pojawiają się i znikają. Ruchy ekstremistyczne, które biorą na cel mniejszości, jak pokazuje historia, nigdy nie rozwiązały żadnego problemu. Za to dobrze im wychodzi produkowanie kolejnych pacjentów z obrażeniami psychicznymi i fizycznymi, czasem na całe życie. Za co my wszyscy płacimy z naszych podatków.
prócz otumanienia
Czasami "otumanienie” jest potrzebne, żeby nie "przegrzać procesora”. Podobnie jak w przypadku ciężkich obrażeń fizycznych - wprowadza się pacjenta w śpiączkę farmakologiczną. Ból psychiczny nie jest mniej dotkliwy niż fizyczny. Każda osoba i każda sytuacja są inne. Dlatego nie dyskredytowałbym leków.
Chyba rozumiem, co masz na myśli - ludzie często szukają drogi na skróty. Zamiast codziennie dbać o siebie, chcieliby magicznej pigułki rozwiązującej wszystkie problemy. Tak samo, jak chcieliby jednego, najlepszego przepisu na kawę. Znam takie przypadki i osoby, które ciągle na coś narzekają, ale nie chcą zmienić swoich nawyków. Wolą łykać kolejne tabletki i narzekać na lekarzy, że nie chcą wypisywać im nowych recept.
Oczywiście, wiele przypadłości fundujemy sobie sami - złymi nawykami, wygodnictwem, brakiem podejmowania rozsądnych decyzji, jak chociażby zapewnienie sobie codziennej godziny adekwatnego dla siebie wysiłku fizycznego. W takich przypadkach tabletki są zamianą jednego problemu na inny - może mniej upierdliwy, ale w dłuższej perspektywie często groźniejszy.
Ale sprawa nie jest tak prosta i jednostronna. Do wielu problemów doprowadzają też sami lekarze, szukający prostych rozwiązań - przez co wpędzają pacjenta w kolejne kłopoty. Pamiętam, jak sam miałem różne dziwne bóle, a nikt nie potrafił/nie postarał się dostatecznie ustalić, co je powoduje. Niektórzy przepisywali mi nawet barbiturany - z których nie skorzystałem. Po latach okazało się, że to była borelioza. Odpowiednio dobrana kuracja bardzo pomogła, kiedy wreszcie odkryto przyczynę problemu, ale gdybym brał co raz to nowe leki, raczej nie byłoby lepiej. Myślę, że dobrze jest postarać się do problemu podejść z rozsądkiem i pewnym dystansem.
-
Zazwyczaj wiąże się to z bardzo trudnym okresem - często trwającym kilka miesięcy - po którym dopiero okazuje się, czy dany lek przynosi korzyści konkretnej osobie, czy też nie.
To nie końca tak działa. To wieloetapowy proces, w którym skutki widać w trakcie. Chociaż z tego co słyszałem po znajomych to max miesiąc i wiadomo czy jest sens próbować dalej, o ile lekarz jest ogarnięty. Niestety z takimi jest problem.
-
Cześć
Wypowiem się bo sam używałem ashwagandhę przez 2-3 miesiące, odstawiłem na 3-4 miesiące, a obecnie L-teaninę od >4 miesięcy.
Ashwagandhę używałem taką jak znalazłem w aptece, nie ksm-66 (a żałuję). Generalnie to coś na czym można polegać (niezależnie od marki samego suplementu), bo jest czymś co ma konkretny sposób pozyskania i produkcji z konkretnej roślinki żeby mogło być nazwane ksm-66.
Gdzieś czytałem że te nie-ksm-66 to po prostu mix losowych korzeni i liści z ashwagandhy, więc działa to albo nie, zależy od partii.
W moim przypadku ashwagandha ma działanie tu i teraz, na stres i trochę luźniejszy dzień - a bardziej godzinę-dwie po wzięciu suplementu, nie ma efektu długotrwałego.
Ale im dłużej używałem tym mniejszy efekt, może gdybym brał te ksm to efekt by się utrzymał, ale nie tego szukałem, więc odstawiłem.
L-teaninę biorę od początku Suntheanine i próbowałem też niecały miesiąc Alphawave (nowsza formuła, miała poprawiać sen a wyszło wręcz przeciwnie).
Przez pierwszy miesiąc nie było szału, brałem razem z kawą. Nogi trochę mniej skakały przed komputerem ale dalej raczej szybko się denerwowałem. Po nieco ponad miesiącu zauważyłem że przestałem krzyczeć do monitora, tak szybko się denerwować.
Z ciekawości zacząłem brać Alphawave, miało poprawiać sen ale przez 3 tygodnie wstawałem mega zmęczony i nie mogłem się wyspać. Nie pamiętam żeby ta wersja L-teaniny była jakoś lepsza jeśli chodzi o pozostałe aspekty, raczej jakbym brał połowę dawki Suntheanine, mimo że w pigułce było więcej mg.
Wróciłem do Suntheanine i biorę do tej pory.
L-teanina w przeciwieństwie do ashwagandhy, cały dzień jest taki luźny, na czillu. Nogi mi nie skaczą, nie denerwuję się jak wcześniej, jakoś tak łatwiej się myśli od razu po wypiciu kawy (wcześniej ciężko mi było pozbierać myśli po kawie i byłem trochę roztrzepany).
Piję dwa przelewy dziennie po 16g, kapsułka ma 125mg Suntheanine, do każdej kawy biorę jedną.
-
Myślę, że niewiele pomoże prócz otumanienia.
Ja jednak myślę, że kwestie - co pomoże, jak pomoże, czy pomoże, dlaczego coś warto (lub nie warto ) brać, w jaki sposób to działa - warto konsultować z lekarzem, bo on się w tym kierunku kształcił.
-
bo on się w tym kierunku kształcił.
To, że ktoś ma wykszatcanie kierunkowe, nie pozwala na wysnucie tezy, że potrafi z niej w sposób inteligentny skorzystać.
Pamiętaj, słupki w excellu muszą się zgadzać.
;-)
-
Cześć
Wypowiem się bo sam używałem ashwagandhę przez 2-3 miesiące, odstawiłem na 3-4 miesiące, a obecnie L-teaninę od >4 miesięcy.
Ashwagandhę używałem taką jak znalazłem w aptece, nie ksm-66 (a żałuję).
No i w końcu sensowny post w kwestii ashwagandhy 
Jeżeli już, to tylko standaryzowane KSM-66.
Rynek suplementów w Polsce to zwyczajny cyrk. Problem w tym, że ludzie kupują suplementy, których nikt nie sprawdza i nie kontroluje, a producent nie ponosi żadnej odpowiedzialności za niezgodność zawartości z opisem. Potem czytamy skrajnie różne opinie i zastanawiamy się co jest prawdą. Rynek suplementów np. w US podlega pełnej kontroli, podobnie jak leki, więc może warto czasem kupić drożej, bo przynajmniej sprawdzimy czy działa.
Ale… co ma na celu rozwijanie wątku o wątpliwe merytorycznie dywagacje na temat spektrum działania antydepresantów …..
Na koniec, realny dochód aptek, pochodzi ze sprzedaży suplementów, nie leków.
-
bo on się w tym kierunku kształcił.
To, że ktoś ma wykszatcanie kierunkowe, nie pozwala na wysnucie tezy, że potrafi z niej w sposób inteligentny skorzystać.
Pamiętaj, słupki w excellu muszą się zgadzać.
;-)
Fux, to że do jakiegoś lekarza ktoś ma jakieś zastrzeżenia, nie pozwala wysnuwać tez, że lekarzom nie należy ufać, bo to jest błąd logiczny.
A twierdzenie, że nie każdy może "inteligentnie korzystać" ze zdobytej wiedzy specjalistycznej, nie jest absolutnie argumentem, aby do specjalisty się nie kierować (ewentualnie kierować się opiniami niespecjalistów).
Problem w tym, że ludzie kupują suplementy, których nikt nie sprawdza i nie kontroluje, a producent nie ponosi żadnej odpowiedzialności za niezgodność zawartości z opisem
Dlatego warto kupować medykamenty ze statusem leku, a są bez recepty. Dotyczy to nawet witamin.
.
-
Jeden pacjent, schorzenie biodra, wizyty z rentgenem, rezonansem, tomografem.
1. Z polecenia lekarz. Uuuu, na razie przepisze coś na odbudowanie mazi. Proszę za pół roku roku do kontroli ale raczej endoproteza. Po czterech miesiącach telefon z gabinetu piele©siarki, czy ma umawiać wizytę przed operacją? :o :o :o :o
2. Inny z polecenia. Wizyta. Dramatu nie ma, coś na odbudowanie mazi, 60 dni. Proszę za rok, gdyby nie było gorzej to wcześniej. Operacja? Nieeee. Na to zawsze jest czas.
3. Kolega chiropraktyk na ulicy, przy której mieszkam. Od słowa do słowa, gatka szmatka co dolega. Przyjdź do mnie. Okazało się, że jest problem z mięśniem krawieckim. Kilka wizyt i nowonarodzony. Co czas jakiś idę się odbudować, jak da znać o sobie.
Kurtyna.
-
No właśnie. Często wykształcenie oznacza ignorancję, klapki na oczach.
Ale… co ma na celu rozwijanie wątku o wątpliwe merytorycznie dywagacje na temat spektrum działania antydepresantów
Mnie interesuje raczej biznesowy, rynkowy aspekt takich substancji (adaptogennych) jak ashwaganda w odniesieniu do kawy. Czy to ma sens? Bo coś tam, gdzieś się dzieje, więc może ma to sens? ;)
-
Kurtyna.
A mnie znany i polecany lekarz uratował od kalectwa. Obecnie uzyskałem pełną sprawność.
Kurtyna.
A nie, jeszcze nie kurtyna! Był dowód anegdotyczny, to jeszcze:
Caitlin Jensen po wizycie u chiropraktyka doznała udaru mózgu. Paraliż i dewastacja zdolności kognitywnych.
Kurtyna.
*Taka argumentacja nie ma większego sensu.
No właśnie. Często wykształcenie oznacza ignorancję, klapki na oczach.
A co oznacza brak wykształcenia medycznego w medycynie?
Z mojej strony EOT. ;)
-
Generalnie, każde wykształcenie może prowadzić do ignorancji :). Wkurzają mnie mechanicy samochodowi... Bo nie ogarniają całości, tylko skupiają się na tym, co znają. Problem może dotyczyć turbiny, ale wymienią skrzynię biegów. Jeden zajmuje się turbinami a drugi skrzyniami. Ten od skrzyń ma tak wąską specjalizację, że zawsze problem znajdzie w skrzyni biegów, itp. itd. Większość z nich tylko zrobiłaby wymianę oleju i opon... Nie ma wyjścia, trzeba się samemu zagłębić w tajniki motoryzacji. Brak wykształcenia może być motywem do jego zdobycia -- człowiek nie tkwi wtedy w mniemaniu, że wszystkie rozumy pozjadał.
-
Generalnie, każde wykształcenie może prowadzić do ignorancji .
Generalnie, to właśnie brak wykształcenia najczęściej skutkuje ignorancją.
Dobra, teraz już EOT.
-
U lekarzy jest jeszcze gorzej ;) często nie za bardzo ogarniają swoją dziedzinę :(
Podawałem już przykład żony, 3 ortopedów vs fizjoterapeuta - BTW z opinii znajomych przy kontuzjach fizjoterapeuta jest znacznie lepszym wyborem, bo lekarze zazwyczaj mają wersję - czekać ~pół roku / niezbędna operacja ;)
Inny przykład - dwie znajome się popstrykały o dermatologów ;) Jedna stwierdziła, że kosmetyki są niepotrzebne, wystarcza szare mydło (wg jej mamy dermatologa), druga stwierdziła, że tacy dermatolodzy powinni tracić prawa do leczenia. Long story short: w liceum miała coś ala trądzik, codziennie ~pół godziny w łazience, w końcu rodzice się zlitowali i zabrali ja do dermatologa - szybki wywiad typu "myjesz twarz?, tak, to trzeba lepiej, szare mydło - następny proszę..." , efekt: 45 min w łazience ;) zero efektu... 1 rok studiów - chciała z tym coiś zrobić, brak kasy na dermatologa, to poszła do kosmetyczki... szybki wywiad, "myjesz mydłem? złapała się za głowę... przy Twoim typie skóry musisz natłuszczać, bo mycie wysusza skórę, ta się broni i produkuje jeszcze więcej tłuszczu..." 2-3 wizyty + stosowanie się do zaleceń istotna poprawa, po ~pół roku przestała robić maskujący makijaż... twierdzi, że ten dermatolog zrujnował jej młodość...
Reasumując dermatolog: kosmetyczka => 0 : 1 ;)
-
Korzystałem kilkukrotnie z ashwagandhy przez różne okresy w życiu. Bardzo mi pomogła w okresie liceum gdzie suplemontowałem ją poprzez rok. Jednak nie ważne jak długo ją brałem powodowała anhedonię i stany depresyjne. Wielu użytkowników na Reddit zgłaszało podobne problemy. Suplemontowałem ksm -66