forum.wszystkookawie.pl
Opinie, testy i porównania => Kawa => Wątek zaczęty przez: manfred w 04 Luty 2015, 08:13:02
-
Otrzymałem próbkę tej kawy z Palarnia Kawy W&A. Nie ma daty palenia ot mały woreczek z zaproszeniem na degustację. Od rana mam parcie na drip. Tak też ją przygotowuję doza 25g, 450ml, temp. 90 stC. Mielenie trochę jak pod FP. Cały schemat zaparzania w dripie. Kawa ma intensywny kolor i zapach. Po rozpakowaniu saszetki nie był tak intensywny. Ziarna raczej palone ciemniej. Różne wielkości. Kawa bez 14 cytryn jest bardzo łagodna. Nie doznaję szoku smakowego w jamie ustnej. Wyczuwam czekoladę i ten posmak hmm. Polecam choć próbka nie pozwala mi przygotować z niej espresso. Jutro postaram się o przygotowanie w aeropresie.
-
Data palenia była dołączona do faktury :) 18.01.2015, 70gram to niedużo, ale zawsze coś :)
-
Będzie czekam na Doktora...
-
Czas pochylić się na tą kawą i przenieść tutaj dyskusję w wątku o tej kawie ale palonej przez Javę. Kawę z palarni W&A otrzymałem w drodze podarku od kolegi @KiT. Kawę otrzymałem pod rygorem napisania recenzji i groźbą rzucenia klątwy wszelakiej "14 cytryn" :diabelek:
Zatem do dzieła. Kawa pakowana po 250g, umieszczona w woreczku jutowym, z doczepioną karteczką o nazwie, stopniu wypalenie - City Roast, jak dla mnie dość ciemno, choć do Włoch daleko. Pierwsza myśl - jak kupię kilka kaw pomylę te karteczki i nie będę wiedział co jest co. No ale może w środku tez kawa jest opisana. W woreczku znajduje się woreczek foliowy z ziarnami, niestety bez informacji o tym co to za ziarno. Sam woreczek jest niestety z cienkiej folii, nie ma zaworka, a do tego worek jutowy kaleczy folię i ziarna mają dostęp do powietrza ze świata zewnętrznego.
Ziarna palone 25.01.2015, spożywane nieco ponad tydzień po paleniu. Ziarenka ładne, równe, bez defektów, w całości.
Espresso, kawa fru do młynka, tamper, zapinamy kolbę i po 15 sekundach mam pełną 60ml filiżankę. Gigantyczna, szybko opadająca crema. Myślę - kanał. Odpinam kolbę - piękne zbite suche ciastko. Skręcam młynek, mielę dłużej, mocniejsze ubicie, następny strzał i sytuacja się powtarza. No to kolejna próba, znów drobniej mielimy, znów mocny tamping a filiżanka wypełnia się w 20 sekund. Ostatnia korekta - tuż przy styku ziaren, w zmielonej kawie można odcisk palca zostawić, bardzo mocny tamping, i w końcu jest, udało się nie przelać - 50ml w 25 sekund. Już dawno tak długo młynka nie kalibrowałem - 8-9 strzałów, zupełnie jak bym pierwszy raz espresso robił.Pomiary wagowe wykazały 20g zmielonej kawy i 47g napoju w filiżance. Crema ładna i już tak szybko nie ginie. Jedyne co mnie dziwiło to sama ekstrakcja. Najpierw z wylewek leci kawa czarna jak smoła, potem przez chwilę jest normalna ekstrakcja, po czym około 20 sekundy zaczyna się blonding. Temperatura wody ~92C. Smakowo jedyna słodycz to ta z cremy, w smaku bardzo bardzo płasko, na pierwszym planie aromaty spalonego/wędzonego drewna czy ziemi do kwiatów prosto z worka. Smakowo bez kwasków, bez słodyczy, bez goryczy, ale cierpko - jak jakiś winiak. Ta kawa jedynie broni się jakoś w mleku, chociaż jak mam być szczery to słodycz mleka tłumi ją prawie całkowicie. Ot słodkie mleko o delikatnym posmaku ogniska. Moja żona pijąca tylko mleczne kawy stwierdziła że jest gorzko. Może przyczyn należy szukac w 3kg kawy palonej w piecu o wsadzie 15kg, może trzeba by ją jaśniej palić, może te 8 minut palenia zbyt gwałtowne było dla ziaren - nie wiem ale na bank coś bym w procesie zmienił.
Drip V60, mielenie w Peżocie na standardowym dripowym ustawieniu - zazwyczaj ekstrakcja kończy się w 2:30. 25 gram ziarna, po zmieleniu odsiałem 2g pyłu (to naprawdę pomaga i robię tak z każdą kawą do dripa), czyli finalnie do filtra trafiło 23gramy kawy. Kawa trochę jednak ciemnawa jak do dripa ale co tam - nie takie rzeczy się robiło. Cel - dolać 300ml wody o temperaturze 85C. Piękny blooming, ale coś szybko woda z filtra ucieka. Przeleciało wszystko w 2:15. W dzbanku dość konkretny ciemny napój, ale znów dominuje taki ziemisty aromat - kojarzy mi się z wiosennymi porządkami na rabatkach w ogródku. Smakowo - sam nie wiem jak to opisać, bo kawa jest strasznie płaska i wodnista - pewnie trzeba by przedłużyć ekstrakcję ale na to już nie mam ziaren. Nie ma tam kwasu, nie ma 14 cytryn, nie ma goryczy ale jest cierpkość, i taki cierpki posmak czegoś bliżej nie określonego, może przypalony karmel, może wysuszona wędzona śliwka - zostaje na długo w ustach.
Porównałem dziś ziarno o tej samej nazwie z innej palarni. Jaśniej wypalone, ale ziarna podobne. W espresso jest mnóstwo słodyczy, zero kwasków, pokłady nugatu. Młynek skalibrowałem w 100% za drugim strzałem.
Podsumowując - kawa od W&S jest bardzo przeciętna, jednak niezaprzeczalnie świeża. Osoby przyzwyczajone do mocnych marketowych doznań będą zawiedzione. Osoby szukające łagodności mogą się nad nią pochylić, bo zwłaszcza jako cappucino była smaczna. Jako drip - odradzam, odradzam bo nie ma w niej nic ciekawego.
@KasiaSzołtysik - mam nadzieję, że się nie obrazicie i że spróbujecie zmienić nieco profile palenia. Może pogadajcie z forumowymi palaczami. Jak dla mnie kawa ta była zbyt mocno palona, co zabiło w niej wszystkie piękne smaki i aromaty jakie to ziarno posiada. Po korekcie procesu mozecie uzyskać dużo lepszy produkt. Zastanówcie się też na sposobem pakowania - torebki jutowe wyglądają pięknie, ale jak u kogoś kawa poleży miesiąc to z uwagi na cienką wewnętrzną folię i dostęp powietrza kawa może być zwietrzała. Może zastosujcie mniej reprezentacyjne torebki z wentylem. No i te karteczki - one naprawdę zaskakująco łatwo się odczepiają.
-
To teraz ja dorzucę swoje trzy grosze...
Mam, a właściwie miałem dwa palenia tej kawy z 18/1/2015 i z 25/1/2015. Pierwsze takie city light, drugie City Roast.
0. Podpisuje się obiema rękami i nogami pod uwagi w temacie pakowania i znakowania. Wolałbym mieć kartkę na kawie, wolałbym mieć lepsze pod względem szczelności, a może mniej dekoracyjne opakowanie. Woreczek z kawą wstawiłem do pojemnika próżniowego, odessałem powietrze, tak do 0.5bar, przewidywalnie spuchł i dobę już tak trzyma. Czyli jest niby szczelny, ale po spuszczeniu powietrza, obkurczył się na kawie, czyli nie jest szczelny na 100% co nie zmienia faktu, że jest delikatny. Kartkę też już raz zgubiłem, na szczęście jedną. Zamawiając kawę w 250g porcjach chcę mieć pewność, że jak sięgnę po kolejną za 3 tygodnie, to nie będzie zwietrzała.
1. Ziarno ładne relatywnie duże okolice 12mm, znalazłem kilka wydmuszek ale sporo mniej niż peaberry. Palenie nie jest jednorodne, jeśli chodzi o kolor wypalenia. Rozrzut jest mniejszy niż w Ariadnie od Antonio ale minimalnie większy niż w Kolumbia Huila, zbliżony do Etiopia Hunda Oli. Próbowałem to sfotografować, ale rezultat kolorystyczny mierny. Może jak będzie słoneczny dzień wyjdzie lepiej.
2. Przemiał/espresso. faktycznie ustawienie młynka bardzo nietypowe. Cały jeden stopień od typowego przemiału dla podwójnego sitka. Na ciemniejszym paleniu dwa. Ta kawa nie wybacza złego mielenia. Zabryzga ekspres na NPF i źle smakuje. Podwójne sitko 15.5g to dla BZ10 były parametry przy których smak jest najlepszy. Innymi słowy wyzwanie dla młynka, który już ją zaczyna granulować. Przelew u mnie 20 sec. i 40ml potem blonding. Crema, duża, średnio trwała, źle się na niej rysuje. Ale przyjemna w smaku.
3. Aromat, tutaj zdania najbardziej podzielone, od porównań co zapachu wyschniętej przyprószonej ziołami śródziemnomorskiej łąki, poprzez sztorm, do czegoś ciemnego przydymionego. Ja się finalnie skłaniam do rozgrzanej ziemi na Adriatykiem. Wersja palenia z 18/1/2015 moim zdaniem ciekawsza.
4. Smak, body bardzo delikatne, zdecydowanie nie dla osób lubiących szeroki dobrze zarysowany bukiet smaków, niemniej bez dominanty, z nutą winną i poziomkową. W paleniu z 25/1/2015 poziomki brak, została wyparta goryczką. Jak bym się nie starał nie udało mi się uzyskać kwaśniej kawy z tych ziaren, czyli trudno jest zepsuć strzał, jak już się ustawi młynek. Słodycz tak, ale bez dominacji. W macciato, wychodzi z tego dobrze zbalansowana kombinacja w cappuccino smak kawy jest zmieszany całkowicie ze smakiem mleka i wychodzi nie do końca to co nazywany cappu, ale jest to ciekawe.
5. Posmak. Łagody, brak goryczy, w pierwszym, jest w drugim paleniu. Jest podobny trochę to posmaku po wypiciu Cabernet'a, ale dużo delikatniejszy, trochę orzech lub migdał, owoce nuty znikają.
Rekomendacja jaśniejsze palenie, inne pakowanie, jak dla mnie łagodna kawa do której chętnie wrócę.
-
Nie w moim charakterze jest obrażanie się, jestem raczej cholerykiem – szybki wybuch i powrót do spokoju :)
Jeżeli chodzi o opakowania, to jesteśmy w trakcie zmian na doypack ze struną i wentylem goglio. Nie zamawiam ich w Polsce także trochę to trawa. Poza tym chciałabym też aby szata graficzna jakoś fajnie wyglądała.
Chciałabym podkreślić, że kawa Malabar według moich obserwacji jest albo bardzo lubiana, albo nie smakuje kompletnie. Nie ma w niej klasycznych czy przewidywalnych smaków (moim zdaniem). Wspomniany Johan&Nyström opisuje ją tak:
” Smak jest mocny i dojrzały. Posmak jest pełen aromatów, przywołujących piwniczną whisky lub torf w najlepszym znaczeniu.”
Nie porównywałabym jej do robusty, chociażby ze względu na cenę (proszę mi wierzyć, że jest droższa od wielu najbardziej popularnych kaw Arabica (może niedużo, ale zawsze…)). Co do stopnia palenia to oczywiście możemy ją wypalić jaśniej, spróbować dłużej ;)
Ale nie jestem do końca przekonana czy długość palenia zmieni Twoją opinie, czy po prostu Malabar to nie jest Twój smak. Tak jak pisał KiT, jaśniejsze palenie bardziej mu odpowiadało, a ciemniejsze mniej, ale nie określił go jako „nicości”.
-
decydowanie nie dla osób lubiących szeroki dobrze zarysowany bukiet smaków, niemniej bez dominanty, z nutą winną i poziomkową. W paleniu z 25/1/2015 poziomki brak, została wyparta goryczką
Co do "nicości", a o czym tutaj pisze ?!
" torf w najlepszym znaczeniu" :wow2: nigdy nie próbowałem torfu :smiech:
-
odnajdziesz od najdziesz w nich 14 cytryn (chociaż jeszcze się nie doszukałam ich dokładnego znaczenia na forum)
Brak 14 cytryn to zaleta. Wspomniane cytryny to synonim kwasu akumulatorowego zamiast filiżanki espresso. :evil:
Inny Malabar, który mam w młynku jest naprawdę inny od waszego - zdecydowanie moje obecne smaki i klimaty.
-
Ja tylko dodam, że na recenzji Doktora tylko możecie skorzystać, bo niejako za darmo, jest nie tylko opisany profil sensoryczny, ale też dość precyzyjne wskazówki co można łatwo poprawić.
Trudno ocenia się własne dzieci i własny produkt, świeże spojrzenie jest cenne.
-
Dlatego nie mówię NIE, wyraźnie napisałam, że spróbujemy jaśniejszego palenia i wydłużymy czas :)
Nie rozumiem tylko agresji niektórych osób z forum i nie mam tu na myśli DrUsagi, który zadał sobie trudu w smakowaniu i napisaniu recenzji. Czasami konieczna jest metoda prób i błędów, aby wpasować się w gusta. Myślę też, że z kawą jest jak z perfumami :)
-
Duża zaletą tego forum jest, że ten wątek jest już posprzątany, a dyskusja na temat ziarna toczy się w innym.
-
To pewnie moja ta agresja, prawda? Zapewniam Cię, że nie gryzę ;). Chętnie też skosztuję czegoś z Indii...
-
Cała forma dyskusji chyba miała taki charakter i dlatego wątek został podzielony na 2, w wyniku czego moja pierwsza wypowiedz wygląda jakbym miała lekką schizofrenię. Mimo tego, że wątek dotyczy mojej kawy staram się nie unosić i widzę tu dwie opinie. Jedną gorszą, drugą lepszą. W innym wątku, ta sama, nasza kawa jest całkiem fajnie opisana.
Oczywiście w weekend poeksperymentujemy z Malabarem, natomiast 20 lat działalności nauczyło nas, że i tak nie zawsze da się wszystkim dogodzić.
Osobiście dla mnie to forum, to raczej jakaś przygoda, może inne spojrzenie na kawę, a nie chęć sprzedaży. Wiem, że zaprezentowałam naszą palarnie, ale raczej z chęci pochwalenia się, że my też istniejemy.
-
No i słusznie :szampan:. Moim zdaniem, nie ma sensu słuchać cudzych opinii, lecz trzeba kierowć się własnym poczuciem estetyki, rozumem, sercem. Co z tego, że komuś dana kawa nie smakuje, gdy mnie smakuje?
A czy moje zdanie o monsunowaniu zostało przez Ciebie odebrane jako agresja? ;)
-
Na całe szczęście Antonio smakuje i nam i naszym klientom, inaczej nie palilibyśmy kawy dla innych tylko kupowalibyśmy dobrą kawę dla siebie np. u Ciebie :)
Trochę odebrałam to jako atak na bogu ducha winny Malabar i proces monsunowania.
A przecież nie jest to kawa z gorszego sortu czy też tania. Zachęcam Cię do wypróbowania tej Indii. Myślę, że ziarno mimo, iż żółte a nie zielone miło Cię zaskoczy :) Nie znajdziesz w nim wielu robaczywek, nie wspominając już o kamieniach czy patykach ;).
PS: Gdybym miała bliżej to bym podskoczyła do Ciebie, ale niestety odległość nie pozwala na krótki wypad :)
-
Kasia, do mnie miałabyś dużo bliżej a mogła byś i porównać swój Malabar z tym który jest u nas wypalany. Różnica jest począwszy od samego surowca do procesu palenia. Ale widzę że Ci Kolobrzeg bardziej kręci niż Łódź, ale czekaj tylko zanim Elka się odezwie na te Twoje propozycję :mrgreen:
Ze względu na inną zawartość wilgoci w ziarnach, jest to kawa bardziej trudna do utrzymania w "ryzach" podczas palenia, szczególnie w okolicach procesu po pierwszym crack-u. Dla mnie jest ta kawa bardzo ciekawa, jednak nie uznał bym ją nigdy za Specialty ( może jako specjalność kuchni indyjskiej ) ze względu że posiada ona ogólne cechy nadane po procesie uprawy które przeważają cechy otrzymane przy uprawie kawy. Kawa uprawiana na jednej plantacji, po monsunowaniu będzie bardzo podobna do tej z innej plantacji, obrobionej w ten sam sposób. Warto spróbować zaparzyć ją tradycyjnie po polsku lub w tygielku, latem jako cold brew który podkreśli jej czekoladowy smak.
-
Goran, easy easy, my też musimy się spotkać :). Może być w Łodzi, skoro wszystkie drogi tam się mają spotykać. Ale Ty chyba znowu do Serbii jedziesz? ;)
-
Co mnie kręci to zachowam dla siebie :evil: ;)
A Łódź brzmi bardzo interesująco :) Fajnie by było zorganizować takie spotkanie :)
-
Akurat piję tę kawę i espresso jest naprawdę smaczne. Mocno czekoladowe, ze słodkimi waniliowymi i likierowymi akcentami, solidnym i gęstym body. Posmak czekoladowy z orzechową nutą, długi i przyjemny. A cremy, jak ktoś lubi, jest w bród. Cappuccino nie robiłem, ale będzie dobre.
(http://images68.fotosik.pl/655/a11d8af9a602674f.jpg)
-
bo ta kawa powoli zmienia się na dobrą stronę mocy :)
kiedy palona?
-
9 luty, chyba. Po wcześniejszych recenzjach spodziewałem się czegoś zupełnie innego w filiżance ;),
-
Bo to już jest ta poprawiona wersja ;P a ma być kolejna jeszcze lepsza
Tak z ciekawości - mielenie jako inne kawy czy drobniej?
-
Mielenie trochę drobniejsze jak przy ziarenkach z innych palarni. Ale nie tak dramatycznie miałkie jak przy Kenii AB z W&A. Przy niej korzystałem z podwójnego sitka z niewielkim przepływem. Dlatego nic bym nie zmieniał co do palenia tej Indii, bo jest :ok:.
-
Kasia,
Ja czekam na potwierdzenie informacji o zmianie wewnetrznych opakowaniem, dajcie znac bo sie juz za monsunem stesknilem...
-
KiT opakowania z wentylem, bez struny i specjalnych graficznych fajerwerków będą w przyszłym tygodniu, no chyba, że zależy Ci na strunie :)
-
Nie upieram się byleby bylo po 250g.
-
strunie
Rany struna i wentyl to podstawa.
-
Struna to podstawa w gitarach. W torebkach zbędna.
-
W torebkach zbędna.
A czemuż to?
-
Fajnie jak jest, jak nie ma nie placzę.
-
Jakbym miał z pięć szczelnych pojemników na kawę, to też bym nie płakał za strunami. Ale jak mam jeden pojemnik, to torebki ze strunami są zbawieniem.
-
Bonanza nie ma żadnych strun w swoich torbach i jakoś dają radę ;-)
-
Jak dobrze się paczuszkę zawinie i zepnie trzyma jak struna. Nie ma co przesadzać :)