forum.wszystkookawie.pl
Poradniki - czyli jak mam to zrobić? => Dyskusje wokół kawy => Wątek zaczęty przez: Palermo w 27 Październik 2020, 09:49:30
-
Temat z innej beczki. Aktualnie ciężkie czasy nastały. Sytuacja jest napięta jak guma w spodniach. Chcialem się odnieść do tematu koronawirusa, ktory jest obecny od około roku czasu. Niestety mnie też nie oszczędził. Nie miałem gorączki ani problemów z oddychaniem. Byłem jedynie przeziębiony i osłabiony. Człowiek myślał że przeziębienie jak każde inne, a tu nagle traci sie smak i węch. Nie każdy tego doświadcza. Piszę to abyście na siebie uważali gdyż nie mam pojęcia czy to jest spowodowane tym wirusem czy innymi powikłaniami, ale coś musi byc na rzeczy ponieważ nigdy takiego czegoś nie doświadczyłem. Dbajcie o własną higienę i zdrowie aby zminimalizować ryzyko zarażenia się. Wracjąc do tematu kawy aktualnie została mi odebrana przyjemność która była ze mną w ciągu dnia. Nikomu tego nie życzę. Kawa nie ma smaku, brak zabawy ze smakiem, szukaniem nowych doznań. Tak samo smakuje mielonka za grosze jak i najlepiej wypalone ziarna. Nie wiem jak długo ten stan sie utrzyma. Piszę to gdyż to forum jest dla ludzi, dla których kawa nie jest zwykłym napoje tylko naparem w który wkładacie swoje serce, czas oraz pieniądze i to nie małe. Uważajcie na siebie
-
Żona była na wymazie i wyszedł jej test pozytywny. Objawy były takie, że była osłabiona, później przyszedł katar, a po nim właśnie brak smaku i węchu.
-
Popieram, uważajcie na siebie i bliskich. Nie ma co walczyć z kimś na siłę, ale dbajmy o siebie nawzajem.
@laseek Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia!
-
Nie cierpię takich doniesień. Proszę zamknąć niniejszy wątek. Poprzedni, nieco bardziej merytoryczny nie ostał się, bo "wlazł" w "polytykie".
Za chwilę zamierzam wskoczyć do "jeszcze-nie-lodowatego" Bałtyku i dopóki nie zamkną mi plaży, mam wszystko w d****.
-
noooo, ja mam przykład takiego powiatu gdzie wszyscy mają w dupie i wzrost zakażeń jest z dnia na dzień x2. Mam też przykład w rodzinie powiatu gdzie nie mają w dupie bo raz ludzie mądrzejsi, dwa władza pilnuje. Np. jeden patrol policji jest codziennie tylko dla dyspozycji płaskoziemców i mających w dupie. Efekt jest taki, że z byłej czerwonej strefy mają teraz dziennie po kilka zakażeń . Polskie warcholstwo nas zabije.
-
Moja siostra przeszła COVID w miarę ok. Gorączka, katar i kaszel, ale nie czuła smaku jeszcze kilka tygodni po wyzdrowieniu. Sporo schudła przez ten czas, bo nie czuła potrzeby jedzenia skoro nic nie ma smaku.
Przyjaciółka mojej żony przeszła covida w kwietniu, ale do tej pory ma problem z oddychaniem. Nie może śpiewać czy nawet na dłużej wstrzymać oddechu przy nurkowaniu.
Uważajcie na siebie i pod żadnym pozorem nie miejcie tego gdzieś. Zwłaszcza, ze kazdy przechodzi chorobę inaczej.
-
Nie cierpię takich doniesień. Proszę zamknąć niniejszy wątek. Poprzedni, nieco bardziej merytoryczny nie ostał się, bo "wlazł" w "polytykie".
Za chwilę zamierzam wskoczyć do "jeszcze-nie-lodowatego" Bałtyku i dopóki nie zamkną mi plaży, mam wszystko w d****.
Chciałem swoim postem tylko ostrzec tutejsze forum, bo według mnie jeżeli grono takich osób bedzie większe to min. bedą tracić osoby ktore sie z tego utrzymują, bo po co mam kupować kawę jak nie czuję jej walorów smakowych Jeżeli aż tak w oczy kole ten post i merytoryka to proszę go usunąć.
-
Dość mamy histerii covidowej zewsząd. Teraz jeszcze bardziej nacisnąłeś: wszyscy stracimy pracę, źródła dochodu, kawę przestaniemy uprawiać, palić i sprzedawać, bo wszyscy stracą smak i węch, gdy dopadnie ich ta straszna plaga.
-
@Antonio
https://youtu.be/jokP-bGxtEA
-
Chciałem swoim postem tylko ostrzec tutejsze forum,
Właśnie tez myślałem co by było jakbym stracił węch i smak (masakra). A tobie dziękuje i życzę szybkiego powrót do pewnego zdrowia.
-
Dość mamy histerii covidowej zewsząd. Teraz jeszcze bardziej nacisnąłeś: wszyscy stracimy pracę, źródła dochodu, kawę przestaniemy uprawiać, palić i sprzedawać, bo wszyscy stracą smak i węch, gdy dopadnie ich ta straszna plaga.
Życzę ci abyś tego nie doznał. Nie chce też wchodzić z Tobą w dyskusję i się kłócić. Mam do Ciebie duży szacunek za to że bardzo sie udzielasz na tym forum i dzielisz się wiedzą ktorą nie jednokrotnie się posiłkowalem
-
ale antonio czemu ty prosisz o zamknięcie wątku, skoro poprzednie dwa przez ciebie były zamykane? :mhh: Może skoro masz wirusa w dupie, zamiast w płucach, co w sumie chyba i zdrowsze :D to i miej ten wątek w dupie?
swoją drogą uroczy jest argument dbania o siebie, bo jak stracimy smak to kawy szkoda będzie marnować :D :ok: Szwagier, który przechorował jakoś końcem maja, do dzisiaj nie odzyskał w pełni smaku a do gorszych aspektów tego stanu zalicza mycie zębów, bo wszystkie pasty są mu teraz obrzydliwe :)
-
Ja też bym najchętniej ogłosił FWOK strefą wolną od COVID-19 ;)
-
Popieram. Temat trudny i na pewno ciężki. Tutaj jednak mam odskocznienię i rozmawiam na przyjemniejsze tematy. Dużo zdrowia jednak też wszystkim życzę :)
-
Na szczęście jeszcze udało mi się uniknąć objawów tego patałajstwa, więc mam pytanie do tych co niestety nie uciekli mu. Brak smaku i zapachu objawia się całkowitym ich utraceniem? Często słyszę, że nawet pijąc sok, kawę/herbatę czy wodę osoby chore nie są w stanie tego rozróżnić. Toć to depresji można dostać... Jak mam zapchane zatoki to nie czuję zapachu całkowicie, ale czuję dosyć mocno podstawowe smaki. Nie rozróżnię do końca co tam jem, ale wiem że to jest słodkie, to kwaśne, a to słone (nawet z zamkniętymi oczami #magik). Można to z tym porównać?
-
Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że jeżeli chodzi o płyny to smakują jak woda. Jezeli chodzi o jedzenie to wyczuwalne są podstawowe smaki tj. Słodki, kwaśny, gorzki, słony, ale są one przytłumione. Reszta jest nie wyczuwalna. Jest to też bardzo niebezpieczne gdyż można otruć się zepsutą żywnością jeżeli człowiek nie zauważy
-
Człowiek myślał że przeziębienie jak każde inne, a tu nagle traci sie smak i węch.
Miałem kilka lat temu innego wirusa, przez którego straciłem węch na jakieś dwa tygodnie. Świat nie kończy się na covidzie
-
Covid doprowadzi do tego, że świat jaki znamy skończy się.
-
To już się dzieje, ale to nie covid, to my do tego doprowadziliśmy. Zbyt wielu z nas było obojętnych gdy działo się źle.
-
Cześć.
U nas w małżeństwie podział. Ja nie mam węchu a mąż smaku.
Tragicznie z kawą i curry. Jak zanurzam nos w świeżo zmielona kawę nic nie odczuwam. Nie ważne jak palona jest czy jasno czy ciemno, a nawet przepalona Lavazza nie czym nie pachnie.
Nie polecam.
-
Czy spotkał się ktoś z brakiem chęci na kawę po covid, smakuje jak popiół?
-
Moje własne obserwacje...
Covid - 13 dni szpital (kwiecień 2021)
Smak i węch - nawet na chwilę nie straciłem (jestem uprzywilejowany)
Kawa - w związku z pandemią, lockdownami, pracą zdalną DOMOWE zużycie wzrosło z jednego kilograma do dwóch:). U większości moich znajomych też.
Mam nadzieję, że ten segment rynku ma się dobrze (potwierdzają to niektórzy:)
Teraz mamy kolejną falę zła, dbajcie o siebie... (to co widziałem w szpitalu pozostanie że mną na zawsze).
-
Wiele osób po przebytym covidzie w ogóle nie odzyskuje węchu i smaku, lub jest on w znacznym stopniu upośledzony. Potrzebna jest rehabilitacja.
-
Pozytywem jest to, że odmiana delta rzadziej powoduje zaburzenia węchu i smaku względem wariantów z poprzednich fal - zauważyłem, że węch częściej tracą ludzie młodzi i obok zapalenia zatok to u nich jedyne objawy.
-
Można powiedzieć, że jestem świeżo po covid, smak i węch tak w pełni straciłem na dwa dni. Smak do normy wrócił dość szybko, z węchem było nieco gorzej. Największy problem miałem z kawą, czego bym nie przygotował to płasko w smaku i zapachu. Testowo sprawdzałem zapachy innych rzeczy i było ok, a kawa uparcie stawiała opór ;)
-
a kawa uparcie stawiała opór
Grubiej zmielić :P
-
Ja straciłem całkowicie węch, ale smak miałem, poza jednym szczegółem. Kawa smakowała obrzydliwie. Chemiczny, metaliczny posmak, ciężko to nawet opisać. Im większa ocena SCA tym gorszy smak xD. Węch wrócił relatywnie szybko, ale kawy nie piłem jeszcze 2msc. Śmieszna choroba.
-
Śmieszna choroba.
Ja obserwuję nieco mniej zabawne przebiegi tej choroby.
-
oj chyba nadinterpretujesz ten zwrot, różnice w odczuwaniu zaburzeń smaku bywają na swój sposób zabawne, nawet w całej jej paskudnej otoczce, dla mnie np banan stał się najobżydliwszą rzeczą nie do przełknięcia :)
Sam miałem zakłócony węch dość krótko, na przełomie tygodnia, może dwóch i aktualnie nie zauważam problemów z nim, chodź dokładnie nie badałem bo też nie potrzebuję, same podstawowe smaki były. Za to mam w rodzinie przypadek całkowitej utraty z początku pandemii, gdzie aktualnie, czyli jakoś po półtora roku węch ma dalej znacznie zaburzony.
Niedawno nieco przypadkiem trafiłem na wypowiedź lekarza z jakiegoś uniwerku w stanach, który zawodowo zajmuje się badaniem węchu więc i aktualnie badają głównie zaburzenia covidowe i co mnie zaciekawiło, że jak na początku mówiono o uszkodzeniach w neuronach i drodze sygnału, tak teraz już uważa się, że w większości przypadków nie następuje uszkodzenie ani samych receptorów, ani dróg neuronalnych a utrzymujące się podrażnienie tkanek otaczających czy budujących te receptory. Z kilku próbowanych przez nich terapii najbardziej obiecujące było proste kropienie witaminą E, jeżeli dobrze zrozumiałem, to chodziło o odpowiednik znanych w Polsce kapsułek a+e. Powodowały one właśnie regenerację okolic receptorów, przez co pomagały im wracać do prawidłowej pracy, przy czym podkreślał, że badania dalej trwają i nie wiedzą jeszcze na ile trwała będzie taka poprawa chodź jej bezpieczeństwo i prostota daje im dużą nadzieję chociażby dla części przypadków.
-
Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy: utrata węchu covid patomechanizm mp
Wyskakuje nam artykuł z medycyny praktycznej który opisuje proponowany patomechanizm utraty węchu w tekście infekcji sarssov2.
Jeżeli ktoś z Państwa miał zacięcie do nauki biologii w szkole czy na studiach to polecam
-
Ja obserwuję nieco mniej zabawne przebiegi tej choroby.
Jak w pierwszej linii to nie wątpię, @trez mniej więcej opisał o co mi chodziło.
Ale jej przebieg też jest zabawny w taki czarno humorzasty sposób. Co to za wirus, który ładuje Cię do łóżka na 3 dni, że nie masz siły się ruszyć, czwartego dnia nagle, jak za pomocą zaczarowanej różdżki czujesz się świetnie, a następnego dnia, puffff nie masz węchu. Tak, było u mnie. Żona za to leżała bite 2 tygodnie, a potem kolejne 2 msc marudziła jak jej się to nic nie chce, bo zmęczona.
Znam osoby co się przekręciły, a np taki mój teść, bez żołądka, po poważnym raku, którzy żegna się z nami już od blisko 5 lat, miejsce na cmentarzu dawno opłacone, przeszedł to łagodniej ode mnie :D Ot, taki tam katarek. Ja wiem, że złego diabli nie biorą ale są jakieś granice ;)
-
Cześć i czołem.
Przychodzę dzisiaj do Was z smutnym dla mnie tematem mianowicie w Walentynki dostałam gorączkę 37-38 stopni, łyknęłam Grypexy i temperatura spadła. W wtorek jak wstałam to obudziłam z bólem głowy i z gorączką łyknęłam pyralginę i gorączka spadła i od tej pory nie mam już gorączki i wydawało mi się, że dobrze czuje się już. W wtorek zrobiłam sobie sypaną kawę ale do cuppingu no i już ta kawa dziwnie zaczeła smakować nawet ciągło mnie na wymioty ale pomyślałem, może coś nie poszło. W środę zrobiłam znów sypaną kawę jedyna poprawą jaką zaobserwowałam to brak chęci na wymioty ale znów pomyślałam lub chciałam myśleć, eee pewnie poszło coś nie tak. Dzisiaj zrobiłam sobie kawę jak zawsze w niedzielę z ekspressu kolbowego i co? Nie wyczuwam żadnych smaków na pewno nie wyczuwam żadnych słodkich nut które czułam do tamtego weekendu. Co mnie mocno zastanawia to inne smaki, zapachy są dla mnie wyczuwalne jedynie problem zaobserwowałam z moją kochaną kawa.
Ktoś miał podobnie?
-
Miałem tak samo, odebrało mi głównie smak kawy, resztę czułem w miarę normalnie. Całkowitą utratę smaku i węchu miałem później tylko przez 2 dni.
-
U mnie jak łupło to poszedł cały smak i węch i dwa tygodnie w zasadzie kompletnie nic nie czułem. Potem powoli zaczęło wracać ale bardzo selektywnie, niektóre smaki i zapachy.
W kawie pierwsze co czułem to zapach spalenizny, aromatu zero. Na szczęście powoli zaczyna wszystko się normować.
-
smakować nawet ciągło mnie na wymioty
Tak nieśmiało dodam tylko, że taka reakcja na kawę jest częsta przy... ciąży :)
-
Miałem tak samo, odebrało mi głównie smak kawy, resztę czułem w miarę normalnie. Całkowitą utratę smaku i węchu miałem później tylko przez 2 dni.
Bardzo dziwne uczucie. Fakt nigdy wcześniej nie wyczuwałam tych wszystkich smaków które można było znaleźć na opakowaniach producentów typu żelki haribo ale potrafiłam wyczuć, że tamta kawa jest słodka a tamta mniej a teraz tylko płaski smak gdzieś na końcu wyczuwam goryczkę i to tyle.
Wszystkie inne potrawy smakują jak dotąd przynajmniej nie zauważyłam różnic.
Powiedz mi proszę czy wszystko wróciło u Ciebie do wcześniejszego stanu i ile to trwało ?
Tak nieśmiało dodam tylko, że taka reakcja na kawę jest częsta przy... ciąży
Nie jestem w ciąży. 
U mnie jak łupło to poszedł cały smak i węch i dwa tygodnie w zasadzie kompletnie nic nie czułem. Potem powoli zaczęło wracać ale bardzo selektywnie, niektóre smaki i zapachy.
W kawie pierwsze co czułem to zapach spalenizny, aromatu zero. Na szczęście powoli zaczyna wszystko się normować.
Współczuje :( Wykonywałeś terapie węchową ? Ile trwa już twój powrót do smaku i wechu w twoim wypadku?
-
Powiedz mi proszę czy wszystko wróciło u Ciebie do wcześniejszego stanu i ile to trwało ?
Nie pamiętam dokładnie ile to trwało, ale nie było źle, przerwa od kawy nie była zbyt długa. Wydaje mi się, że wszystko szczęśliwie wróciło do stanu sprzed choroby.
-
Też Wam nie zazdroszczę i życzę szybkiego powrotu węchu i smaku w pełnej krasie.
Ale na pocieszenie powiem Wam, że dwóch znajomych miało też powikłania węchowe po COVID:
a. jednem w miarę do przyjęcia, bo przez kilak tygodni wszędzie czuł dym cygara :-)
b. natomiast w przypadku drugiego to prawdziwy dramat... Jest miłośnikiem kawy i generalnie ze wszystkim węch był w miarę OK, ale kawa pachniała mu - żeby napisać oględnie - fekaliami. Nawet nie zmielone ziarna... i trwało to ponoć parę miesięcy.
Tak więc reasumując - nie narzekajcie, macie OK :taktak:
-
Ktoś miał podobnie?
Przez dwa tygodnie nic nie czułem, zero węchu. Smak też przytłumiony. Potem zaczęło stopniowo wracać, wpierw retronasalnie poszczególne aromaty szybciej inne wolniej wracają. Po dwóch miesiącach już jest całkiem nieźle, choć najwolniej wraca węch na aromaty fermentacyjne i efekty działalności bakteryjnych. Jednak są to indywidualne kwestie. Moja żona odzyskała węch po paru dniach, a po dwóch tygodniach już twierdziła, że całkiem normalnie czuła.
-
Preparaty witamin z grupy B 2x dziennie do tego trening węchowy i niestety wymaga to czasu.
-
Ja straciłam i węch i smak. Jadłam kiszone ogórki i nie czułam co jem🤷♀️ Smak wrócił pierwszy, po kilku dniach. Węch wracał dłużej i stopniowo. Długo nie wyczuwałam „brzydkich” zapachów. Do tego stopnia, że trzymałam syna na rękach, a starsza córka krzyczała z daleka, że trzeba go przewinąć. Ja nic nie czułam 🤷♀️ Myślę, że po jakimś czasie i u ciebie wszystko wróci do normy. Mój mąż podczas Covidu rownież stracił węch i smak. Ale trwało to u niego krócej -ok 5 dni i było ok. Były to dla niego ciężkie dni, bo jest z zamiłowania perfumiarzem. Codziennie kilkanaście razy robił sobie testy zapachowe ;)
-
Och, Aleksandra specjalnie się zarejestrowała, by napisać nam o swoich niezdrowych poczynaniach. Przecie te medykamenty, łykane przy byle infekcji, tylko pogarszają i utrudniają immanentne działania naszego organizmu. Toż gorączka jest fenomenem, jakim posługuje się organizm, by dokonało się coś wartościowego, potrzebnego. Nie ma żadnego uzasadnienia, by gorączkę zwalczać i by obawiać się jej. "Daj mi gorączkę, a wyleczę..." -- to podobno słowa Hipokratesa. Gorączka nie zabija ;). Blokując farmakologicznie gorączkę, "bruździsz" swemu ciału.
-
Nie ma żadnego uzasadnienia, by gorączkę zwalczać i by obawiać się jej. "Daj mi gorączkę, a wyleczę..." -- to podobno słowa Hipokratesa.
Raczej nie miał na myśli gorączki powyżej 40°C i mam nadzieję, że i Ty przy tak wysokiej temperaturze nie zalecałbyś zanurzyć się w przeręblu w celu jej zbicia.
"O ile stan podgorączkowy lub nieznaczna gorączka nie powodują upośledzenia funkcji życiowych, o tyle temperatura powyżej 40 stopni Celsjusza może wywoływać zaburzenia świadomości i ośrodka kontroli temperatury. Wzrost o kolejny stopień może spowodować uszkodzenie tkanek i ośrodka termoregulacji. 42 stopnie powodują nieodwracalne zmiany w mózgu, a poziom 43 i wyższy mogą skończyć się śmiercią."
-
Wiesz, gdy mam gorączkę, poddaję się jej działaniu. Nie biję się, nie kopię się z koniem. Podobnie z zimnem. W zimnej wodzie walka z zimnem jest najgorszym z możliwych działań. Trzeba po prostu oddać organizmowi pole do jego naturalnej i wrodzonej roli. Gorączka nie jest chorobą, jest objawem stanu organizmu, jest też jego narzędziem w samonaprawie. Przecież mamy układ immunologiczny, który głupi nie jest ;). Bywa tylko ogłupiany...
-
Trzeba po prostu oddać organizmowi pole do jego naturalnej i wrodzonej roli.
Ja podobnie, rzadko biorę przeciwbólowe, ale bądź rzetelny i "nieszamanuj" - gorączka powyżej 40°C!!!
-
Niedawno leżałem parę tygodni w gorączce. I żyję ;). Owszem, 40°.
-
Owszem, 40°.
Parę tygodni?! I cały czas 40°?
-
Antonio, albo masz popsuty termometr albo coś tak wyobraźnia Cię ponosi. 40st to już nie są żarty, chyba że faktycznie przez kilka godzin w szczytowym momencie. Moja żona przy takiej gorączce miała halucynacje i wylądowała w szpitalu.
Można żyć w zgodzie z naturą, etc, ale w krytycznych momentach warto jednak sięgać po dobrodziejstwa nowoczesnej medycyny, bo można narazić się niepotrzebnie na głupie powikłania.
Patrz Steve Jobs i jego podejście do życia. Może i fajne, ale chłopa już z nami nie ma.
-
Ale co Steve Jobs? Chyba nadużywał cukru. Rak trzustki, tak słyszałem, jakby z tego wynika. To poważne sprawy. Medycyna jak widać z tego przykładu, nie radzi sobie. Ludzie w cierpieniu umierają.
Grypa zaś to ciekawy temat. Zauważ, że ludzie idą z tym do doktora, "leczą się" farmakologicznie i wciąż chorują, wciąż to do nich wraca, co roku. Czyżby medycyna nie znała rozwiązania? Może maseczki? Litości.
Z drugiej strony, taki Wim Hof twierdzi, że nigdy nie zachorował, nigdy nie był przeziębiony, bo nie walczy z zimnem?
Owszem, moja infekcja wyglądała typowo, podręcznikowo. Pierwszy etap to była wirusowa robota. Gorączka bardzo mocna i dosyć długa. Ale to był proces ciągły, w każdej chwili, każdego dnia stan nieco inny: bóle, dreszcze, uczucie zimna, gorąca. W każdym razie, nie jadłem i po prostu poddałem się. Od czego mamy układ immunologiczny? Przecież nie od parady ale od tego właśnie. Po tygodniu takiego stanu nagła zmiana, bo wirusy potraktowane gorączką zostały wymiecione, a w grę weszły bakterie. Kolejny tydzień, mniejszej nieco gorączki ale też wyraźnej to była praca bakterii: stąd katar, kaszel itp. Kolejny tydzień to już powrót na nogi ;).
-
Tak miał raka, ale nie każdy rak zabija. No chyba, że ktoś nawciska Ci kitu, że medytacja i sok z marchewki Cię uleczą, to wtedy nowotwór zdąży się rozpanoszyć po organizmie, i jak już przejrzysz na oczy oraz zwrócisz się po profesjonalną pomoc, będzie za późno. Ale miał piękny pogrzeb.
I sam piszesz, że doszło do Ciebie do nadkażenia bakteryjnego - najprościej mówiąc powikłania, którego można uniknąć jeśli leczyłbyś wirusowe zapalenie objawowo i wspomógł swój układ odpornościowy. A tak zostawiłeś go samemu sobie, i organizm nie dał rady, bo tak należy rozumieć drugi etap Twojej choroby.
Teraz jesteś jeszcze młody, ale jak będziesz po 70 to takie infekcje mogą Cię zabić.
Ja w pełni popieram naturalną, świadomą medycynę, ale należy rozróżnić zło, jakim jest leczenie wirusów antybiotykiem, od prostego wspomagania organizmu w zwalczeniu infekcji.
Kiedyś na głupie przeziębienie się umierało, nie pozwólmy sobie wmówić, że to było ok. Nie cofajmy się w rozwoju w imię... No właśnie w imię czego?
-
A z grypą to jest temat rzeka trochę i jeszcze mocno kontrowersyjny w obecnych czasach. Wiem po której stronie barykady stoisz, więc wiesz, że to w sumie poważna choroba, która nie była za bardzo do tej pory w Polsce poprawnie diagnozowana. Grypą, kolokwialnie, określano praktycznie każde zimowe przeziębienie, które nie była anginą :) Nie mniej nie znam szczerze powiem osoby, która co roku lata do lekarze i się leczy na to samo. Ale nie mówię, że tak nie jest, tak samo jak zgadzam się, że ludzie mają przeorany organizm przez niepotrzebnie stosowane antybiotyki. Ale to nie wyklucza tego co pisałem wyżej. Leczenie objawowe ma sens.
A tak z ciekawości, wspomagasz się suplementami np. wit C, D? Bo to też jakby nie było sztuczna ingerencja w nasz układ odpornościowy, jednakże konieczna w naszym klimacie. Czy lecisz "full natural" i najwyżej umrzesz wolny :P?
-
Z drugiej strony, taki Wim Hof twierdzi, że nigdy nie zachorował, nigdy nie był przeziębiony, bo nie walczy z zimnem?
Sparafrazuję dowcip o staruszkach i seksie:
"- Panie doktorze, Wim Hof się chwali że nigdy nie choruje, a ja chorowałem kilka tygodni, co mam robić?
- Niech się pan też zacznie przechwalać..."
;-)
-
Leczenie objawów: gorączki, kataru, kaszlu podczas infekcji "grypowej" jest totalną katastrofą dla naszego systemu odpornościowego. W jakim celu miałbym obniżać sobie temperaturę, gdy gorączka jest linią obrony mojego organizmu? Dlaczego miałbym blokować katar, gdy dzięki niemu pozbywam się zbędnego w moim ciele balastu? Co się stanie, gdy zablokuję katar? Ludzie dziś są opętani swoimi chorobami i walką z wiatrakami za pomocą chemicznych kopii. Nie za bardzo rozumiem co piszesz, @slusar_o2, o powikłaniach? Infekcja bakteryjna jest naturalnym następstwem wirusowej. Wirusy niszczą nasze słabe komórki. Jak myślisz, co się z taką martwą tkanką może dziać? W eliminacji tego zepsutego przez wirusy materiału biorą udział bakterie oportunistyczne. Proces ten przebiega pod kontrolą naszego układu immunologicznego. Parafrazując nazwę jednego z profili FB, powiem: "na chuj mi syrop?" na kaszel albo paracetamol na gorączkę, "na chuj mi gripex", gdy rozumiem się z moim organizmem i mu ufam?
Gdy byłem dzieckiem, rodzice wciskali mi różne medykamenty, podczas sezonowych infekcji. W zasadzie nawiedzały mnie one co roku. W czym zatem pomogła mi ta "cudowna" medycyna? W niczym. Przypuszczam, że to dzięki takiemu "kurowaniu", takiemu "leczeniu" te infekcje wracały. Odkąd nic nie jadam w takich sytuacjach, odkąd stymuluję mój organizm zimnem, żadna infekcja nie była potrzebna mojemu ciału. @Henry możesz się śmiać, ale ja to sprawdziłem na własnej skórze, że to działa :). Wymaga tylko odrobiny samozaparcia, kontrolowanego bólu i niewygody, ale summa summarum daje święty spokój od upierdliwych infekcji.
BTW. Aleksandra wypuściła dokładnie ten sam alarmujący swój wpis w grupie FB KKK. Mnie to wygląda na jakąś "chorą" akcję spoza świata kawy. Tutaj zarejestrowała się li tylko po by ten wpis wypuścić. Pewnie wypuściła go na innych społecznościowych serwisach.
-
Aleksandra wypuściła dokładnie ten sam alarmujący swój wpis w grupie FB KKK
Rzeczywiście dziwne. Może @aleksandra.krolak nam przybliży o czego właściwie oczekuje po tych wpisach?
Generalnie zgadzam się, że wiele z tych naszych farmakoterapii jest kontrproduktywnych. Szczególnie w przypadku wirusów, których infekcje to ok. 80% Jednak łatwiej komuś powiedzieć "łyknij se to" niż przedstawić całą litanię rzeczy, których należy przestrzegać, aby uchronić się przed poważnymi dolegliwościami. Do tego nas niestety zapędza populizm nie tylko w polityce, ale także w skomercjalizowanym życiu. Szybkie rozwiązania bez przemyślenia problemu. W ten sposób dużo ludzi chce działać w kawie - ile klików na młynku żeby było idealnie. Niestety tak świat nie działa poza rzeczywistością reklamową.
Jednak nie uogólniałbym tak, że gorączka nie zabija, bo raz w życiu miałem gorączkę powyżej 41 stopni i wtedy trzeba było organizm fizycznie schłodzić. Tak samo różne infekcje jeśli rozwiną się w niekontrolowany sposób mogą doprowadzić do poważnych konsekwencji.
-
W jakim celu miałbym obniżać sobie temperaturę, gdy gorączka jest linią obrony mojego organizmu?
Andy, powyżej 40°C, bo jak pójdzie jeszcze wyżej, to może być dramatycznie albo tragicznie.
-
Leczenie objawów: gorączki, kataru, kaszlu podczas infekcji "grypowej" jest totalną katastrofą dla naszego systemu odpornościowego.
Nie odważył bym się dawać ogólnych i "zawsze skutecznych" porad w dziedzinie w której nie jestem ekspertem. A w tej w której jestem tez nie, właśnie dlatego że jestem ekspertem.
Córka jak była młodsza miała epizod drgawkowy związany właśnie z wysoką temperaturą i przegrzaniem organizmu. Na start wygląda to jak ostry atak padaczki. Chciał bym widzieć Twoje żelazne opanowanie w trakcie a potem niewalczenie u swojego dziecka z nadmierną gorączką przy następnych okazjach kiedy widziało się co widziało za pierwszym razem.
Na szczęście była to jednorazowa atrakcja i w pobliżu lekarza ale drugi raz wolał bym tego nie przechodzić.
-
@Bacek moi rodzice słuchali ekspertów. Dziękuję, ale wolałbym żeby pozwolili mi przejść przez przeziębienie w spokoju.
@GostRado Ok, powiedz to zatem Hipokratesowi. On miał jeszcze coś sensownego do powiedzenia a nie było wtedy farmacji. Nie ma chyba żadnego przypadku śmierci z powodu gorączki. Jeśli znacie taki, to będę wdzięczny za informację. Gorączka jest tylko objawem, mechanizmem, fizjologicznym stanem organizmu. Walka z nią jest oszukiwaniem samego siebie. Weźmiesz paracetamol, gorączka spadnie, poczujesz ulgę. Ok, ale zatrzymasz proces...
Gdy zanurzam się w zimnej wodzie albo daję prysznic na minimum niebieskiego, czuję się źle, ból kontaktu z zimnem jest ogromny. Ale skoro już się na to zdecydowałem, to nie wyskoczę ani nie przekręcę gałki w stronę czerwonego. Idąc dalej, odkrywam, że ból znika a moje ciało zaczyna funkcjonować zupełnie inaczej. Rozkręca się na całego, wychodzę z wody może trochę sztywnym, ale potem dzieją się cuda, staję się zdrowszym. Myślę, że istnieje analogia z grypą jako swoistą opresją. Możesz przed nią uciekać, ale wtedy ona do ciebie przyjdzie. Możesz ją świadomie przyjąć, a wtedy ona Cię uleczy. WH powiada tak: jeśli przed zimnem uciekasz, ono Cię dopadnie -- dopadnie cię grypa, przeziębienie ;). Ok, ale koniec na tym :).
-
Antonio chyba nikt nie neguje Twojego doświadczenia, jednak jesteśmy różni. Nie na wszystkich pewne działania się sprawdzają. Tak samo są przeciwwskazania do szoków termicznych, choć zapewne dla zdecydowanej większości osób mają korzystny wpływ na zdrowie, to jednak dla niektórych mogą być niebezpieczne.
-
@Bacek moi rodzice słuchali ekspertów. Dziękuję, ale wolałbym żeby pozwolili mi przejść przez przeziębienie w spokoju.
Czyli Ty dziecko które straciło by przytomność, rzuca się w drgawkach i jest blade jak ściana zostawił byś samemu sobie, na zasadzie a zobaczmy co się stanie? A jak by wyszło z tego bez szwanku przy następnej dużej gorączce sprawdzał czy może tym razem się uda i będzie dobrze? Dobrze rozumiem to przesłanie?
To nie jest tak że z sytuacji wyjątkowych trzeba robić regułę ale i z reguły nie należy robić zawsze obowiązującego schematu.
-
Wymaga tylko odrobiny samozaparcia, kontrolowanego bólu i niewygody, ale summa summarum daje święty spokój od upierdliwych infekcji.
To w końcu nie chorujesz, czy miałeś dwa tygodnie infekcji w tym 40C temperatury?
Ale fakt, bezmyślne zbijanie temperatury 38C, żeby się lepiej poczuć i iść do pracy jest słabe.
https://academic.oup.com/emph/article/9/1/26/5998648
Lay summary: For COVID-19, many public health organizations have advised treating fever with medicines such as acetaminophen or ibuprofen. Even though this is a common practice, lowering body temperature has not improved survival in laboratory animals or in patients with infections. Blocking fever can be harmful because fever, along with other sickness symptoms, evolved as a defense against infection. Fever works by causing more damage to pathogens and infected cells than it does to healthy cells in the body. During pandemic COVID-19, the benefits of allowing fever to occur probably outweigh its harms, for individuals and for the public at large.
-
Gorączka jest tylko objawem, mechanizmem, fizjologicznym stanem organizmu. Walka z nią jest oszukiwaniem samego siebie. Weźmiesz paracetamol, gorączka spadnie, poczujesz ulgę. Ok, ale zatrzymasz proces...
Przepraszam, ale czy Pan jest lekarzem?
-
Nie musisz być lekarzem aby wiedzieć jak poradzić sobie z przeziębieniem.
-
Owszem, ale do dyskusji na temat patomechanizmu gorączki w rozwoju kaskady zapalenia w przebiegu covid-19 jest potrzebne wykształcenie kierunkowe. Zazwyczaj utrzymujące się kilka dni temperatury ok 40st nie reagujące na leki przeciwgorączkowe sugeruje rozwój burzy cytokinowej i najczęściej jest związane z dość masywnym śródmiąższowym wirusowym zapaleniem płuc. Co zazwyczaj wymaga suplementacji tlenu i co najmniej podaży dexavenu w postaci dożylnej (w grę też wchodzą nowsze leki stosowane na oddziałach).
Po prostu zadziwia mnie pewność w stawianiu "odważnych tez" rodem z dyskusji przy świątecznym stole przy butelce żubrówki.
-
Cóż, trzeba liczyć na rozsądek czytelników - to forum kawowe, gdzie od czasu do czasu jest jakiś off-top :)
Raczej nikt tu nie zajrzy szukać wiedzy o patomechanizmie gorączki.
-
Po prostu zadziwia mnie pewność w stawianiu "odważnych tez" rodem z dyskusji przy świątecznym stole przy butelce żubrówki.
Taki mamy klimat ostatnio:
https://joemonster.org/mg/show/255857
-
Przepraszam, ale czy Pan jest lekarzem?
A Pan kim jest, żeby zadawać takie pytania? Dziennikarzem, czy może rachmistrzem spisowym?
Obudź się człowieku i zauważ, do czego to zmierza? Niedługo, do wyrażenia jakielkolwiek opinii, trzeba będzie mieć papier z oficjalnym pozwoleniem. Nie będzie można pomóc sąsiadce z zakupami, jeśli ktoś nie zarejestruje się jako wolantariusz, a 2 lata będą grozić za uprawę marchewki w ogródku bez papierka (czy może z racji walki z globalnym ociepleniem będzie to wersja elektroniczna? ::)) o ukończeniu studiów rolniczych.
Tylko kto będzie wystawiał te pozwolenia? Skąd weźmie prawo do tego? Czy ktoś może mu dać coś, czego sam nie ma?
Nad tym bym się wcześniej zastanowił.
Owszem, ale do dyskusji na temat patomechanizmu gorączki w rozwoju kaskady zapalenia w przebiegu covid-19 jest potrzebne wykształcenie kierunkowe. Zazwyczaj utrzymujące się kilka dni temperatury ok 40st nie reagujące na leki przeciwgorączkowe sugeruje rozwój burzy cytokinowej i najczęściej jest związane z dość masywnym śródmiąższowym wirusowym zapaleniem płuc. Co zazwyczaj wymaga suplementacji tlenu i co najmniej podaży dexavenu w postaci dożylnej (w grę też wchodzą nowsze leki stosowane na oddziałach).
A tym tekstem to co chciałeś osiągnąć? Chciałeś rozpętać masywną burzę kaskady zapalenia mózgu, czy może móżdżku?
Mi prawie zaimponowałeś, ale stopniem swojego uwarunkowania. Przykre to raczej niż śmieszne :picardpalm:.
Po prostu zadziwia mnie pewność w stawianiu "odważnych tez" rodem z dyskusji przy świątecznym stole przy butelce żubrówki.
Ze swym - zapewne - kierunkowym wykształceniem, powinieneś wiedzieć, że błędem jest przykładanie swojej miary do innych, ale pouczająca jest wiedza, czym się raczycie przy świątecznym stole :ok:.
My to na przykład wódy nie pijemy, a rozmawiamy o muzyce dwunastotonalnej (póki jeszcze można, bez ukończenia Akademi Muzycznej) :D.
-
Obudź się człowieku i zauważ, do czego to zmierza? Niedługo, do wyrażenia jakielkolwiek opinii, trzeba będzie mieć papier z oficjalnym pozwoleniem.
Obudziłem się już dawno temu. Nie zauważył Pan, że do wyrażenia opinii, którą ktokolwiek wziąłby pod uwagę potrzebny jest "papier" z mniej lub bardziej oficjalnym pozwoleniem?
A tym tekstem to co chciałeś osiągnąć? Chciałeś rozpętać masywną burzę kaskady zapalenia mózgu, czy może móżdżku?
Chciałem wykazać brak zrozumienia tematu przez wypowiadających się - co jak Pan uwidocznił - udało się ;)
powinieneś wiedzieć, że błędem jest przykładanie swojej miary do innych
Błędem jest wypowiadanie się w roli eksperta w tematach o których nie ma się choćby elementarnego pojęcia.
-
Ja bym jednak wrócił do tematu. U mnie po powrocie węchu niektóre zapachy nie pasują, do wcześniej bazy danych. Tzn. pachną dla mnie inaczej i na ślepo bym nie rozpoznał. Przykładowo cynamon i kumin, które posiadają bardzo specyficzny i intensywny zapach, ale już np goździki i oregano spokojnie poznaję. Czy macie jakieś podobne zapachy, które Wam się zmieniły w odczycie po covidzie?
-
Ciężko wysnuć na razie jakieś wnioski jak u mnie. Węch i smak wróciły ale są zdecydowanie mniej czułe także ciężko ocenić czy coś pachnie inaczej czy może jednak to tylko kwestia progu intensywności
-
@wsedek tak, jestem lekarzem. Samego siebie. Nie obawiam się gorączki, nie obniżam jej i tyle. Co to ma wspólnego z "bełkotem" na literę C?
Nie chorowałem od tej opisanej przeze mnie grypy czyli mniej więcej od 2017/2018. @pj.w dzięki wielkie -- po angielsku wszystko brzmi bardziej poważnie. Tak samo myślę.
@Bacek z dziećmi jest trudno, gdy się jest rodzicem. Najczęściej przeszkadzamy swoim dzieciom bardzo, właśnie w okresie typowych infekcji. Ale źle mnie zrozumiałeś. Oczywiście, że interwencja lekarza jest potrzebna, gdy sytuacja tego wymaga. Moje refleksje dotyczą raczej mnie samego. Jak pisałem wcześniej, staram się od pewnego czasu dobrze ze sobą czuć tzn. czuć samego siebie.
-
A mnie z kolei nie chodzi o to żeby zawsze walczyć z jakąkolwiek gorączką. Sam staram się przed 40'stką niczego nie brać. Ale uwarunkowania medyczne są różne i czasem walka nawet z 38 jest wskazana lub nawet konieczna
-
Infekcja bakteryjna jest naturalnym następstwem wirusowej. Wirusy niszczą nasze słabe komórki. Jak myślisz, co się z taką martwą tkanką może dziać?
Skąd masz takie rewelacje? Usuwanie uszkodzonych komórek odbywa się za pomocą zjawiska apoptozy.
-
@Henry możesz się śmiać, ale ja to sprawdziłem na własnej skórze, że to działa . Wymaga tylko odrobiny samozaparcia, kontrolowanego bólu i niewygody, ale summa summarum daje święty spokój od upierdliwych infekcji.
Nie śmieję się z tego że to by miało nie działać - bo od setek lat wiadomo że zimno hartuje, a współcześnie potwierdziły to dziesiątki badań.
Śmieję się tylko z wimhofizmu. Ty już przekroczyłeś granicę między nauką a religią.
Ale te bzdury które pisałeś na poprzedniej stronie o poleganiu na swoim układzie odpornościowym i unikaniu lekarzy są niepokojące. Tak, układ odpornościowy od tego jest. Ale ma swoje ograniczenia - Ty ich nie znasz, twój lekarz tak. Powoływanie się na lekarzy przepisujących antybiotyki na przeziębienie nie uprawnia do przeginania w drugą stronę.
-
No nie, ani religia ani lekarze. Nie mam lekarza ;). Księdza też nie ;). Gorączki też nie ;).
Nakręcili się niektórzy strasznie jakimś wpisem jakiejś kobiety, która prawdopodobnie tu nie wróci. Ten wpis zdaje się mieć jakieś ukryte dno, skoro pojawia się to tu, to tam. W sumie widać jak bardzo jesteście zakręceni medycznie. A czymże jest nasza współczesna i nowoczesna medycyna? Czy cokolwiek z Hipokratesa jeszcze akceptuje? Czy jeszcze reprezentuje nasze interesy? Mam wątpliwości.
@Henry Ty nawet nie zadałeś sobie trudu, by przeczytać te moje bzdury. Nie powołuję się na żadnych lekarzy, nie unikam lekarzy, więc nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy. Wiesz, może na tyle dobrze znam już swój organizm, że nie panikuję z powodu tygodniowej albo i dłuższej, sezonowej infekcji. To chyba proste do zaakceptowania, nieprawdaż?
Ach, jeszcze w nawiązaniu do wspomnianego wpisu i tematu. Wtedy, gdy tak "chorowałem" na grypę, też nie czułem smaków ani zapachów. To chyba nic ekscytującego ani niezwykłego.
-
@Henry Ty nawet nie zadałeś sobie trudu, by przeczytać te moje bzdury. Nie powołuję się na żadnych lekarzy, nie unikam lekarzy, więc nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy. Wiesz, może na tyle dobrze znam już swój organizm, że nie panikuję z powodu tygodniowej albo i dłuższej, sezonowej infekcji. To chyba proste do zaakceptowania, nieprawdaż?
Tu się powołujesz na lekarzy i rodziców wykonujących ich rady: Przypuszczam, że to dzięki takiemu "kurowaniu", takiemu "leczeniu" te infekcje wracały.
Tu sugerujesz że unikasz lekarzy bo: ...jestem lekarzem. Samego siebie...
Rozumiem ze wyznajesz zasadę "Co cię nie zabije to cię wzmocni".
Ale ja, może przez to że jedyna lekarka wśród znajomych jest ordynatorem onkologii, wyznaję inną zasadę:
"Co cię nie zabije to się wzmocni i spróbuje jeszcze raz".
-
W każdym względzie się mylisz. Nie wyznaję jakichś szczególnych zasad. Tę przytoczoną przez Ciebie znam, ale wiesz, jest z nurtu WHM. Medycyna jest ok, ale na litość boską, nie można na niej polegać jak na Zawiszy, bo skończy się w łóżku u Twojej znajomej ;). Zasada ograniczonego zaufania bardziej mi tu odpowiada.
-
Po prostu zadziwia mnie pewność w stawianiu "odważnych tez" rodem z dyskusji przy świątecznym stole przy butelce żubrówki.
Taki mamy klimat ostatnio:
https://joemonster.org/mg/show/255857
:-)
"Asystent wie wszystko, adiunkt z grubsza, docent coś tam, a profesor wie, gdzie jest docent", że tak ujmę z drugiej strony.
Ale ja, może przez to że jedyna lekarka wśród znajomych jest ordynatorem onkologii, wyznaję inną zasadę:
"Co cię nie zabije to się wzmocni i spróbuje jeszcze raz".
Celowo przekręciłeś (a może ta lekarka?) to powiedzenie, czy autokorekta?
Bo to jednak robi sporą różnicę. Podejrzewam wszelako, że to nie autokorekta :-)
Ciekawa parafraza, może i dla onkologa to coś na rzeczy, ale czy dla specjalisty chorób zakaźnych?
-
Ciekawa parafraza, może i dla onkologa to coś na rzeczy, ale czy dla specjalisty chorób zakaźnych?
No właśnie powiedzenie bardziej pasuje do chorób zakaźnych niż onkologii.
-
Odrobinę zbaczając z tematu. Jest tak, jak podejrzewałem od dłuższego czasu. Konta antyszczepów wykorzystywane są obecnie do siania prokacapskiej propagandy. Za antyszczepionkowymi bzdurami produkowanymi na masową skalę stali putinowscy spece od dezinformacji. Pożyteczni idioci podchwycili.
https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-ukraina-rosja/aktualnosci/news-wojna-rosja-ukraina-w-sieci-wysyp-propagandy-rosyjskiej,nId,5852693
"Z raportu wynika też, że 90 proc. przeanalizowanych kont we wcześniejszym okresie uczestniczyło bezpośrednio w dystrybucji treści septycznych wobec szczepień lub je całkowicie negujących.
Konta w sposób jawny popierają działania Konfederacji albo działania tzw. Kamratów, opowiadających się za ruchem pansłowiańskim, pozytywnie nastawionych do działań Rosji. Konta te na przestrzeni ostatnich miesięcy nawoływały także do unormowanie relacji z Białorusią i usprawiedliwiały działania Alaksandra Łukaszenki."
-
To żadna nowość, w opiece zdrowotnej osoby zainteresowane dezinformacją covidową od dawna znają analizy, że 90% treści dezinformacyjnych pochodzi z Rosji i Białorusi. Jak poszuka się w necie wpływy Rosji w Polsce, to można odnaleźć materialy już sprzed 5 lat o portalach i politykach prowadzących retorykę pro-rosyjską, Oczywiście przoduje konfederacja i nacjonaliści.
Natomiast nasz ukochany rząd naciska na to by wrocławska prokuratura wycofala się z oskarżeń przeciwko Międlarowi. Oskarżająca prokurator za karę została już zdegradowana . Także nasz rząd też nie próżnuje i zamieszanie chętnie wykorzysta.
-
Dajcie sobie już spokój z tą covidoparanoją -- czy pisząc to sieję dezinformację? Rosyjską? Litości. Covid nie działa, to teraz wojna zadziała, jasne. Wszystko nakręcane, rozdmuchane w oficjalnych mediach, aż głowy pękają. Właśnie omamieni tą oficjalną i jakże prawdziwą informacją, Polacy masowo pojechali zatankować swoje auta. Mam nadzieję, że coś dla mnie jeszcze zostanie... Rola mediów w ogłupianiu tłumów jest po prostu pierwszoplanowa i bezpardonowa. Przerażające.
-
Nie miałem na mysli Ciebie Antonio. Z tego co wiem, to nie media tylko rozsiewana plotka ludzi skłoniły do tankowania i wybierania kasy z kont. Ciekawe kto rozsiewa takie plotki.
Ciekawe czemu rząd już drugą prokurator upupia za Międlara nacjonalistę.
-
Temat na razie zniknął z polskich mediów, ale... tak wygląda polityka Zero Covid w Chinach na dziś:
https://apnews.com/article/covid-business-health-china-shanghai-55d6a352e9d97fdd2a1cbd83d87f6685
-
bagatelizowanie Covid-19 świadczy tylko o niewiedzy i braku rozsądku :)jedno to świadomy wybór w co chcemy wierzyć(Bóg, nauka itp)drugie to racjonalność takiego wyboru i jego konsekwencje, z zasady trudno pogodzić tak różne podejście do rzeczywistości i dyskutować na dwóch tak odległych biegunach.
-
Polityka jest obrzydliwa. Polityka tego boga na literę C jest antyludzka.
-
Antonio to nie polityka jest obrzydliwa tylko świat polityków i oni w nim tkwiący. Niestety zohydzanie nas do polityki jest na korzyść tychże ohydnych polityków. Jeśli nie będziemy brać czynnego udziału w tym świecie, chociażby w celu kontroli polityków i wyznaczania kierunków, to nas sprzedadzą 10 razy zanim się obejrzymy.
-
polityka to bardzo wdzięczna dziedzina jak kolega słusznie zauważył to ludzie (nie wszyscy) zajmujący się polityka mogą ja stworzyć na swoje podobieństwo.SARS-CoV-2 to patogen oddechowy nie ma nic wspólnego z polityką :):)
-
Jakieś skutki uboczne odczuwacie obecnie, czy też zmysł smaku i węchu powraca w 100% ?
Wysłane z mojego LYA-L29 przy użyciu Tapatalka
-
Obawiam się, że to mocno osobnicze. Mi wysiadły na 3-4 dni, medialne doniesienia opisywały osoby, które i po pół roku nic nie czuły.
-
Znam młodego człowieka, któremu, po ponad roku, węch nie wrócił.
-
Ojej... Co za koszmar, żyć tak bez węchu.
-
Jak można być tak obrzydliwe żałosnym i zakłamanym zwłaszcza jeśli ma się wiedzę na temat?*
Brzydzisz mnie wręcz niemożliwie.
„ For those with this devastating condition called anosmia, everything changes. Our sense of smell is essential to our humanity: emotionally, physically, sexually, and socially.” To cytat z 2008 roku.
Ludzie chorzy na anosmie maja tez najwyższe ratio samobójstw choroba/próba.
Dalej będziesz się nabijał?
*to się nazywa agnotologia
-
Ja się nie nabijam, bo też mam anosmię, drogi oświecony kolego. Brzydota się brzydzi -- proszę bardzo ;).
-
Niesamowicie precyzyjnie zatem opisujesz aromaty w kawach ktore sprzedajesz. Nawet z częściowa anosmią.
-
ej Szczympek, to przecież podpucha, przecież w świecie u Antonia covida nie ma bo on go przecież nie widział :P
A z tą trwałością tego zaburzenia, to ja mam niereprezentatywny przykład, jak w kolejnych wersjach wirusa się to zmieniało. Sam jestem rok po przechorowaniu i węch utraciłem częściowo i na krótko. Już od dawna nie zauważam żadnych nawet poszlak zaburzenia, podobnie u żonie i u koledze z pracy, gdzie wychodzi, że zaraziliśmy się od tej samej, bezobjawowej osoby. Ale mój szwagier chorował w pierwszych falach w maju 2020 i do jesieni nie czuł praktycznie nic a do dzisiaj, tak, po prawie 2 latach dalej ma zaburzony węch. Dodatkowo wyraźne zmiany zauważa co kilka miesięcy. Czasami się z tego śmiejemy, gdy jakieś przyjemne zapachy zaczynają go odrzucać, jak np przez pół roku dźwigało go od mentolu z pasty do zębów ;)
-
Od tego zapachu i mnie rzuca ;). Niestety, zasmarkany covid jest i w moim świecie. Niedawno w przykrych okolicznościach, na innym kontynencie zmarł mój stary dobry znajomy. Nie z zasmarkanej choroby ale z powodu ohydnej, antyludzkiej polityki tejże choroby. Nie zdołał wrócić do kraju.
-
Mówi się o smaku i zapachu, ale szacuje się, że zapach odpowiada za nawet 75-90% smaku. Mam znajomego, który po covidzie stracił zmysł powonienia niemal całkowicie. Do dzisiaj nie odzyskał. Co ciekawe, ansomia potrafi być dla niektórych na tyle dotkliwa, że powoduje myśli samobójcze.
Pojawiły się też badania nad wpływem przechorowania covida na IQ. Ciekawe, czy zawsze jest to przejściowe.
"W badaniu wykazano również, że u osób, które przeszły COVID-19 łagodnie, pogorszenie funkcji poznawczych równoważne było utracie trzech punktów IQ"
https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,zbadali-mozgi-osob--ktore-mialy-covid-19--znaczace-spadki-iq,artykul,67386224.html